Wakacyjny Czas
Dziś poniedzialek, 11 grudnia.   Imieniny obchodzą: Artur, Damazy, Stefan      
Nie bogactwa czynią człowieka szczęśliwym, ale ich dobre użycie
Miquel de Cervantes
Booking.com
Czy przedsprzedaż
ma zalety?

Zawsze zastanawiałem się co, że ludzie decydują się na wczesne zakupy miejsc w wycieczkach turystycznych. Przy czym chodzi mi o bardzo wczesne zakupy – takie z wyprzedzeniem półrocznym, a nawet dłuższym. Od dobrych kilku lat biura podróży rozpoczynają sprzedaż lata następnego roku jesienią roku poprzedniego. Na początku była to późna jesień (listopad), później wczesna (wrzesień), a teraz oferty na lato 2014 pojawiły się już w lipcu 2013. last-minute

Nie jest tak, że liczba osób kupujących wycieczki z rocznym wyprzedzeniem jest duża. To na razie są raczej setki, a nie setki tysięcy. Ale są. I podejrzewam, że grupa ta z każdym rokiem będzie rosła. Nie oni jednak wzbudzają moje zainteresowanie (bo są zbyt mało liczni). Bardziej ciekawe jest to co powoduje ludźmi rezerwującymi imprezy np. w listopadzie. Bo takich osób jest naprawdę dużo. To już są dziesiątki tysięcy.

Niemal wszyscy touroperatorzy prowadzą akcje reklamujące tzw. wczesne rezerwacje, co z ich punktu widzenia jest działaniem w pełni racjonalnym. Poprawia im się płynność, co w tej branży w zimie liczy się bardzo, wypełniają miejsca w samolotach, których liczby zwykle nie są jeszcze ostatecznie potwierdzone i, gdy sprzedaż okaże się bardzo dobra, mogą je zwiększyć (i odwrotnie). W tym czasie też, bardzo często dostają specjalnie obniżone ceny od hotelarzy, którym również zależy na płynności i za fakt przesłania im pieniędzy wcześniej są gotowi udzielać rabatów. Tak to wygląda z punktu widzenia touroperatora.  Ale jakie korzyści mają klienci?

Popatrzyłem sobie na różne oferty dostępne teraz na sezon letni. Wybrałem termin w okolicach drugiego tygodnia sierpnia - szczyt sezonu. Moje obserwacje zebrałem w tabelce (ceny za 1 tydzień  od osoby w pokoju dwuosobowym).

 
KRAJ KAT. HOTELU WYŻYWIENIE CENA MIN CENA MAX
Kreta 3* 2posiłki 1 790 zł 2 465 zł
Rodos 3* 2 posiłki 1 902 zł 2 634 zł
Bułgaria 4* all inclusive 1 829 zł 3 364 zł
Turcja 5* all inclusive 2 300 zł 4 600 zł
Hurghada 5* all inclusive 1 903 zł 4 609 zł
Sharm El Sheikh 5* all inclusive 1 931 zł 3 999 zł
Costa Brava 3* 2 posiłki 2 107 zł 3 621 zł
Majorka 3* 2 posiłki 2 390 zł 3 757 zł

Jest tu kilka przykładów cen w najczęściej wybieranych przez polskich turystów rodzajach hoteli. Nie wygląda na to, żeby były tu jakieś szczególne okazje. Ceny prawdopodobnie będą niewiele wyższe w późniejszym okresie. Według docierających informacji, firmy organizujące wyjazdy zaczęły zachowywać się tak jakby kryzys gospodarczy już się skończył i w przyszłym roku oczekują boomu. Takie nastawienie spowodowało wzrost zamówień miejsc w samolotach. Wiele wskazuje na to, że podaż będzie większa niż w minionym sezonie.  A to oznacza, tak lubiane przez klientów oferty „last minute”. Ale nie czekając nawet na nie – sam nie jestem ich zwolennikiem – pewna zwłoka i kupienie wycieczki za parę miesięcy wydaje mi się lepsze.

Biura obiecują tzw. gwarancję niezmienności ceny. Wierzę, że zrobią wiele aby wywiązać się z takich zobowiązań. Wiele, a nawet bardzo wiele, nie znaczy – wszystko. Czy możemy być naprawdę pewni, że gdyby powtórzyła się sytuacja z lat 2008/2009, kiedy to kurs złotówki wynoszący jeszcze w październiku 3.40 za euro (sic!) wzrósł w marcu do do 4.60, wszystkie biura dotrzymają słowa? Pamiętamy przecież praktyki – zdaje się, że było to Ecco – sprzed dwóch lat, kiedy to touroperator anulował sprzedane wcześniej imprezy, z jakiegoś formalnego powodu, po czym ponownie wprowadził je do sprzedaży, ale już po wyższych cenach. Jak wiemy kruczek, który da się zastosować w potrzebie, znajdzie się zawsze. Wtedy i tak firma zachowała się OK – pieniądze zostały zwrócone. Ale, z drugiej strony, sytuacja na rynku nie była tak dramatyczna jak na przełomie 2008/2009. Oczywiście, zapewne nie będzie załamania kursowego w tym roku i groźba podnoszenia cen nie zaistnieje, ale w takim razie po co przedpłacać?

Jest jeszcze jedna rzecz, którą warto wiedzieć. Jak wspomniałem touroperatorzy otrzymują rabaty od hotelarzy za wcześnie zrobione rezerwacje i wcześnie przekazane im pieniądze. Oznacza to, że hotele te są naprawdę tańsze i obniżka może zostać uwzględniona w cenie końcowej, co daje korzyści klientowi.

Są  tu jednak dwa zastrzeżenia: pierwsze – rzadko kiedy (chociaż sporadycznie to się zdarza) rabaty dotyczą rezerwacji dokonanych do końca grudnia. Zwykle jest to koniec marca – chociaż są tacy hotelarze, którzy stosują degresję – np. 20% do końca lutego 15% do końca marca i 10% do końca kwietnia. Nie ma, zatem powodu aby aż tak bardzo się spieszyć. Warto pamiętać, że 20% obniżki ceny hotelu nie oznacza o 20% niższej ceny końcowej (nawet wtedy, gdy touroperator nie postanowił zaoszczędzić czegoś dla siebie…). Udział ceny miejsca w hotelu to mniej więcej 50% ceny imprezy (przy tanich hotelach jest to mniej). 

I jeszcze drugie zastrzeżenie: zniżki za wczesne rezerwacje udzielane są tylko przez tych hotelarzy, którzy nie sprzedali touroperatorowi miejsc w pokojach na tzw. zasadach gwarancyjnych. Zasady te polegają na tym, że touroperator podpisuje z hotelarzem umowę grubo przed sezonem, zobowiązując się do zapłaty za zarezerwowane pokoje. Niezależnie od tego czy je sprzeda czy nie (są stosowane różne zabezpieczenia). W takim przypadku biuro uzyskuje podwójną korzyść: ma zagwarantowane miejsca w hotelu, może je swobodnie sprzedawać, nie musi się pytać, a koszty takich miejsc są niższe. Wady to: ryzyko nie sprzedania miejsc i właśnie fakt, że pokoje zakupione na takich zasadach nie są objęte rabatami związanymi z wczesnymi rezerwacjami.  A są kierunki, w których liczba hoteli zakupionych na zasadach gwarancyjnych jest naprawdę duża. Jest to przede wszystkim Grecja, częściowo Turcja, Hiszpania. Gwarancji, w zasadzie, nie stosuje się jedynie w Egipcie. Oczywiście, mam na myśli kraje oferowane przez naszych touroperatorów w ramach popularnych programów czarterowych.  

Oznacza to, że nie można w tych przypadkach liczyć na rzeczywiste korzyści płynące z zakupu w przedsprzedaży. Samo biuro podróży ma niewielkie pole manewru. Praktycznie nie jest w stanie samodzielnie udzielić zauważalnego rabatu. Jedyne na co może liczyć to poprawa kursu złotówki pomiędzy datą rezerwacji, a terminem realizacji wyjazdu. Marże są na tyle niewielkie, że ich obniżenie nie tylko byłoby słabo zauważalne przez klientów, ale można byłoby się obawiać, że w przypadku poinformowania klienta o rabacie, ten by się obraził J .

Jedynym powodem zakupu wyjazdu z dużym wyprzedzeniem jest obawa o to, że później może zabraknąć miejsc. I jest to prawda. Ale nie dotycząca wszystkich klientów, a raczej dotycząca mniejszości. Generalna zasada jest taka: w pierwszej kolejności i to bardzo szybko sprzedają się hotele najdroższe. Pięciogwiazdkowe, luksusowe, niekoniecznie typu all inclusive - prawdziwie luksusowe hotele często oferują tylko śniadania. Niestety, nie jest to skutek rosnącego bogactwa polskiego społeczeństwa. Miejsca w tych hotelach wykupowane są bardzo wcześnie przez inne narodowości.

Dlatego, jeśli zamierzasz wydać co najmniej 5-6  tys zł na osobę za tydzień pobytu w okolicach Basenu Morza Śródziemnego, to rozejrzyj się w ofertach jak najszybciej. Serio. Dużo hoteli, tych najdroższych, zamyka sprzedaż w pewnych okresach już pod koniec stycznia. Są takie, które pierwsze informacje o niedostępności miejsc, przysyłają już w grudniu. Zwłaszcza jeśli wybierasz się w wysokim sezonie, później z dostępnością pokoi może być problem. Coś znajdziesz, ale pełnego wyboru nie będziesz miał na pewno.

Inaczej jeśli masz zamiar wylegiwać się gdzieś w trzech gwiazdkach. Z pewnością zawsze coś znajdziesz. Jak nie tu to gdzieś indziej. Pewne kłopoty mogą pojawić się jedynie w okresie weekendu majowego (ale nie we wszystkich kierunkach), zwłaszcza jeśli planujesz czekać z rezerwacją do przedednia…
Ale, wyjazdy w innych okresach nie muszą być kupowane z dużym wyprzedzeniem. A już na pewno nie z półrocznym…

 

 

 

 

Jarosław Mojzych

17 grudnia 2013

Powrót do STRONY GŁÓWNEJ


Nie ma komentarza.


Wpisz swoje imię lub nick











Jacko27-02-2014 10:04
Za cały komentarz do tego artykułu wystarczy mi cytat z niniejszego artykułu: \"Ceny prawdopodobnie będą niewiele wyższe w późniejszym okresie\".
Jak pokazują ostatnie 2 lata - na krótko przed wylotem (1-2 tygodnie) w sezionie (lipiec i sierpień) nie było już wolnych miejsc w samolotach, a jeśli były - to ceny były baaaardzo wysokie, zwłaszcza na popularne kierunki. Niektórzy klienci odchodzili z kwitkiem, bo nie było co zaproponować. Albo zostało wielkie g...
Dlatego też niniejsza analiza nie oddaje prawdy niestety i można ją wyrzucić do kosza.
Warto kupować first minute, jeśli klient jest świadomy gdzie chce jechać i po co, bo na \"last minute\" ostatnio nie miał co liczyć.
Jeśli touroperatorzy nie przeliczyli się i nie zakontraktowali zbyt optymistycznie ilości miejsc, jak w ostatnich 2 latach - to i tym razem nie będzie fajnych lastów. Ale wiem, że to też gdybanie. Każdy rok jest bowiem inny ...
JM03-03-2014 10:01
Sam jestem przeciwnikiem \"last minute\". I to zdecydowanym. Nie chcę nikogo zachęcać do kupowania w ostatniej chwili, bo to rzeczywiście nie jest dobre. Chodzi mi o rezerwacje robione ze ZNACZNYM wyprzedzeniem, np. w grudniu (lub wcześniej!) na lipiec. Ceny w grudniu nie mogą być niższe od cen np. w kwietniu. Chyba, że chodzi o luksusowe hotele, wykupowane także w innych krajach. Te najtańsze są zwykle brane na gwarancji, czyli nie można nawet liczyć na zniżki z tytułu tzw. \"early birds\", dawane przez hotelarzy.
Ja wiem, że dla pracowników biur podróży to dobrze, że są tacy klienci. Ale z punktu widzenia samego klienta, to działanie niezbyt udane.