Wakacyjny Czas
Dziś niedziela, 20 sierpnia.   Imieniny obchodzą: Bernard, Krzysztof, Sobiesław Dziś 58.dzień wakacji! Do końca jeszcze 11 dni.      
Nie bogactwa czynią człowieka szczęśliwym, ale ich dobre użycie
Miquel de Cervantes
Booking.com
Praca w turystyce
touroperatorzy

Może warto spróbować znaleźć jakiś etat u touroperatora? Praca w turystyce wyjazdowej nie koniecznie musi wiązać się z bezpośrednią sprzedażą wycieczek. Oprócz licznych biur agencyjnych, są także organizatorzy. Jest ich znacznie mniej, co sprawia, że trudniej jest do nich trafić.

O ile biur sprzedających imprezy jest około 4-5 tys, to liczba touroperatorów zamieszczających swą ofertę w najbardziej popularnych systemach rezerwacyjnych, wynosi tylko 130. I w dodatku, tak naprawdę, jest to liczba zawyżona. Wśród tych 130 firm, zdecydowana większość ma program o bardzo zawężonym zakresie, najczęściej próbując wejść w różnorakie nisze. Są tam takie biura, o których naprawdę niewiele można powiedzieć. Ale, zapewne, coś robią i mają swoich klientów. Znalezienie u nich pracy wymaga jednak dużo szczęścia – zatrudniają bardzo niewielu pracowników, którzy są z nimi od początku i wcale nie zamierzają odchodzić.

praca u touroperatoraSytuacja wygląda inaczej w przypadku firm dużych, w których pracuje wiele osób – czasami kilkadziesiąt – i choć osoby te też nie mają ochoty gremialnie rezygnować z pracy, to jednak choćby w wyniku różnych naturalnych procesów, pojawiają się czasami wolne miejsca. Przy dużych zbiorowościach, prawdopodobieństwo powstania sytuacji losowej (wychowywanie dzieci, emerytura, wyjazd z mężem do innego miasta lub kraju, itp.) zmuszającej do odejścia z pracy jest większe. Niekiedy firmy postanawiają rozszerzyć zakres swojej działalności i wtedy też poszukują nowych ludzi – chociaż w ostatnich latach zdarzało się to rzadko, z racji kryzysu, w czasie którego głównym zadaniem była walka o zmniejszenie ponoszonych strat, co – jak wiemy – zwykle wiąże się z tzw. cięciem kosztów, nazywanym także eufemistycznie – restrukturyzacją. Są jednak zapowiedzi, nie wiadomo na ile prawdziwe, że w 2014 nastąpi odbicie i turystyka znów zacznie wchodzić w fazę boomu. Jeśli to prawda, przyglądajcie się ogłoszeniom. Albo lepiej, szukajcie znajomych, którzy Wam załatwią pracę, tzn. „zarekomendują  u pracodawcy”.

Touroperatorów dużych i średnich jest około 25-ciu. Przy dużej dozie dobrej woli można doliczyć się 30-tu. Oczywiście jest ścisła czołówka: Itaka, Rainbow, TUI, Alfa Star, Neckerman, Wezyr, Sun & Fun. Reszta jest mniejsza lub o wiele, wiele mniejsza. Dobrą wiadomością jest to, że nie wszystkie zlokalizowane są w Warszawie. Siedziby mają w różnych miejscach: w Poznaniu, Radomiu, Opolu, Krakowie.

Jakiego rodzaju pracy możemy tam oczekiwać? Pomińmy stanowiska ogólne, występujące w różnych firmach, niezależnie od branży, jak księgowość, administracja, IT, itp. Touroperatorzy dość często szukają także chętnych do pracy w ich własnych punktach sprzedaży (oddziałach), ale ze względu na to, że zajęcie tam niemal niczym nie różni się od tego co możemy znaleźć u agentów , tym także tutaj zajmować się nie będziemy.

Rodzaj pracy. W biurze touroperatora wykonywane są czynności, które z grubsza da się podzielić na dwie grupy: przygotowanie oferty i jej realizacja. Różnie jest to rozwiązywane przez touroperatorów. Są tacy, którzy dzielą pracowników na tych od przygotowania i tych od realizacji, są też tacy, u których jeden pracownik zajmuje się wszystkim od początku do końca. Jakkolwiek nie byłoby to zorganizowane, praca w każdym z biur jest podobna, różnice polegają jedynie na jej zakresie.

Wymagania. Są dwa podstawowe – znajomość programów komputerowych, głównie Worda i Excela (w różnych firmach oczekuje się różnych poziomów umiejętności, ale zazwyczaj znajomość tych programów powinna być raczej zaawansowana) oraz języka angielskiego. Mile widziane są także inne języki, chociaż prawdę mówiąc, w pracy bieżącej w biurze ich wykorzystywanie jest minimalne. Co z tego, ze znasz np. hiszpański i możesz mailować ze swoim kontrahentem w jego języku? Przecież i tak robić tego nie możesz, bo nikt poza Tobą nie rozumiałby o co Ci chodzi i w przypadku jakiś problemów, czy konieczności zastępstwa, wszystko stawałoby się skomplikowane. Dlatego językiem podstawowym, wykorzystywanym powszechnie w turystyce, jest angielski. W biurach touroperatorów, w zasadzie wszyscy ten język znają, chociaż nie zawsze jest to znajomość doskonała. Czasami do tej doskonałości jest daleko… Tak, że nie miej kompleksów. Angielski powinnaś, czy powinieneś, znać w takim stopniu, żeby pozwolił Ci na komunikację z partnerami zagranicznymi, którzy przecież też niekoniecznie są anglistami. Większość kontaktów z nimi odbywa się za pomocą maila. Tylko w sytuacjach krytycznych przydaje się telefon. Czy dasz temu radę, sama lub sam musisz sobie na to pytanie odpowiedzieć. Znajomość innego języka niż angielski przydaje się naprawdę jedynie w firmach typu TUI. Tam szefostwo pochodzi z Niemiec i często korespondencja przychodząca jest w języku niemieckim

Trochę inaczej rzecz ma się, gdy do Twoich obowiązków, w ramach przygotowania ofert, będzie należało tzw. kontraktowanie, czyli jeżdżenie do różnych krajów i prowadzenie rozmów handlowych. Wtedy rzeczywista znajomość języka przydaje się naprawdę.

Inne wymagania są raczej standardowe: sumienność, umiejętność pracy w zespole, dokładność, itp. Czyli wszystko to co zawsze pisze się w ogłoszeniach z ofertami pracy. Niekiedy pracodawca domaga się doświadczenia w turystyce. To może być problem, jeśli takiego doświadczenia nie masz, ale nie poddawaj się. Jeżeli w trakcie rozmowy zrobisz dobre wrażenie swoją kontaktowością, rezolutnością, to masz spore szanse. Turystyka opiera się na relacjach międzyludzkich i jest pracą z ludźmi i dlatego osoby mające łatwość nawiązywania kontaktów oceniane są jako mające potencjał i dość często akceptowane jako pracownicy, mimo braku konkretnego doświadczenia w turystyce.

Przygotowanie oferty. Czym jest przygotowanie oferty – łatwo się domyślić. Składa się z kilku faz. Nie w każdej firmie wszystkie wykonywane są przez pracowników szeregowych, zwanych często „product managerami”, „area managerami” lub jakoś podobnie. Niektóre z czynności należą do obowiązków szefów działów, a zdarzają się firmy, w których kontraktowaniem, a nawet kalkulacjami zajmują się najwyżsi szefowie – właściciele. Zwykle powodowane jest to chęcią ukrycia przed pracownikami – nazwijmy to - tajników negocjacyjnych...

Jak już napisałem, pierwszym krokiem prowadzącym do przygotowania oferty, jest zakontraktowanie hoteli, a także środków transportu – samolotów lub autokarów (jeśli nie zajmujemy się dojazdem własnym). Podpisać trzeba także umowy z rezydentami lub pilotami, co akurat nie stanowi wielkiego problemu – chętnych jest mnóstwo, sami się zgłaszają i konieczna jest jedynie właściwa selekcja. Z hotelami podpisuje się umowy albo bezpośrednio (raczej rzadko i robią to tylko duże firmy) lub poprzez swojego partnera, którym jest zagraniczne biuro podróży działające w naszym imieniu, przedstawiające nam, z bardzo dużym wyprzedzeniem, ofertę cenową, na podstawie której tworzymy program. Zazwyczaj pracownik od kontraktów lub szef działu lub, jak wspomniałem, właściciel, jedzie obejrzeć hotele zaproponowane mu przez partnera. Często są to te same hotele co w latach poprzednich, dlatego wyjazd taki sprowadza się do obejrzenia nowości lub rozstrzygnięcia ewentualnych wątpliwości. Samoloty i autokary kontraktuje się zazwyczaj w kraju, chociaż często przewoźnikami lotniczymi są firmy zagraniczne, takie jak czeska Travel Service (intensywnie współpracująca z Itaką) lub litewska Small Planet. Są także przewoźnicy egipscy, tunezyjscy, tureccy. O sprawach związanych z kontraktowaniem i wszelkich niuansach, pisać można byłoby długo i wiele, ale na razie poprzestanę na tym.

Drugi krok to zebranie wszystkich posiadanych materiałów, danych w taki sposób aby możliwe było zrobienie katalogu – w formie drukowanej lub elektronicznej. Oznacza to wybór zdjęć hoteli, stworzenie (lub skopiowanie…) opisów hoteli, opisów wycieczek fakultatywnych i przekazanie całości do działu marketingu, który nada jej właściwy kształt graficzny. Jednocześnie wykonywane są kalkulacje, w oparciu o zawarte kontrakty z hotelami lub z pośredniczącym partnerem zagranicznym. Do kontraktów tych dołączane są długie załączniki, pełne liczb, będących cenami pobytów w różnych hotelach, terminach, typach pokoi, po zastosowaniu zniżek dla dzieci w różnych przedziałach wiekowych i dostawek dla dorosłych  lub dopłat do pokoi pojedynczych, itd., itp. Wszystkie te liczby przepisuje się do programów kalkulacyjnych (pamiętając także o kosztach przelotu lub przewozu, transferów, pilotów i o ubezpieczeniu, a także prowizji agencyjnej i o własnej marży), czasami są to specjalnie do tego celu napisane programy, czasami jest to excel, a czasami – zwłaszcza w małych firmach – jest to kartka papieru i ołówek…  Zdarza się, o czym już wcześniej wspomniałem, że w niektórych firmach, właściciele tak obawiają się odkrycia tajemnic, że kalkulacje robią sami.

Po oddaniu opisów wycieczek i skalkulowanych cen, całość trafia do marketingu, gdzie też przecież możesz znaleźć pracę. W tym przypadku zadanie jest jasne: trzeba zaprezentować ofertę w taki sposób i w takiej formie, która doprowadzi do wielkiej sprzedaży. Może to być katalog elektroniczny, może być drukowany, mogą być inne pomysły. Na tym praca pod hasłem „przygotowanie oferty” się kończy.

Realizacja. Początek sezonu wyjazdowego poprzedzany jest sprzedażą. Wyprzedzenie to może być znaczne, niekiedy przekraczające okres półroczny. I wtedy też zaczyna się faza realizacji. Podstawowe obowiązki to: wysyłanie list do hoteli z nazwiskami klientów rezerwujących imprezy, zamykanie w systemie rezerwacyjnych tych imprez, które przestały być dostępne, naciskanie kontrahentów zagranicznych wymuszając na nich przysyłanie ofert specjalnych. A w trakcie trwania sezonu dodatkowo jeszcze: rozwiązywanie problemów ze skarżącymi się klientami, z przebukowanymi hotelami (zdarza się, że klient mimo wykupienia miejsca w danym hotelu, go nie dostaje), itp. Ponadto, w niektórych firmach, dochodzi rozliczanie imprez (porównywanie faktur z kontraktami i rozpisywanie kosztów). Jak widać, trochę tego jest, a błędów raczej popełniać się nie powinno. Łatwo sobie wyobrazić co by się stało, w przypadku „zgubienia” jakiegoś nazwiska na liście liczącej np. 200 pozycji, w rezultacie czego klient w ostatniej chwili – już na lotnisku lub na miejscu – dowiedziałby się, że na liście go nie ma…

Wynagrodzenia. Są oczywiście różne. Ale generalnie wyższe niż w praca u touroperatorasprzedaży . Tutaj rzadko zdarzają się pensje na poziomie minimum, a jeżeli to dotyczą pracowników w okresie próbnym. Nie można wprawdzie oczekiwać tu jakiś kokosów (w turystyce występują one tylko w znaczeniu dosłownym – gdzieś w krajach tropikalnych), ale jednak będzie to więcej niż 2000 zł brutto. Każda z firm ma swoją politykę płacową, ale przeciętny pracownik raczej nie zarabia mniej niż 4000 zł brutto. Najlepsi, świetnie poruszający się wśród problemów z kontrahentami, agentami i klientami, zarabiają od 6000 do nawet 10000 zł brutto (zwykle jednak wtedy zajmują już jakieś stanowiska kierownicze, typu dyrektor działu).

Wyjazdy zagraniczne. Pracownicy jeżdżą na study-toury w roli przedstawicieli touroperatora, co oznacza, że oprócz zabawy mają także pewne obowiązki – kontaktują się z hotelarzami, z kontrahentem, ustalają szczegóły programu, itp. Nie są to jednak obowiązki uciążliwe. Zwykle jeżdżą do tych krajów, którymi na co dzień się zajmują. Co oznacza, że jeśli odpowiadasz za imprezy na Majorkę i do Bułgarii, do tych krajów jeździsz. Jeśli za Mauritius, to też. Poza tym do firm touroperatorskich bardzo często napływają zaproszenia od różnych przedstawicielstw turystycznych, przewoźników, itp. do skorzystania z ich ofert wyjazdów w bardzo ciekawe miejsca. Zdarza się, że osoby zajmujące stanowiska w hierarchii służbowej, wyższe od Twojego, z różnych powodów nie mogą pojechać, a wtedy los uśmiecha się do Ciebie.

Jak to już wcześniej napisałem, jeśli zajmujesz się przygotowywaniem oferty, będziesz jeździła (lub jeździł) do swoich partnerów. Ponadto corocznie odbywa się kilka targów turystycznych. W zależności od tego, do którego touroperatora trafisz (bo mają różne zwyczaje), możesz wyjeżdżać na targi do Berlina, Londynu, Madrytu lub jeszcze gdzieś indziej.

Praca w biurze touroperatora jest równie miła jak w biurze agencyjnym . W ogóle w turystyce jest miło :).

 

 

 

 

Jarosław Mojzych

17 stycznia 2014

Powrót do STRONY GŁÓWNEJ


Nie ma komentarza.


Wpisz swoje imię lub nick



- format: http://nazwastrony.pl