Wakacyjny Czas
Dziś niedziela, 20 sierpnia.   Imieniny obchodzą: Bernard, Krzysztof, Sobiesław Dziś 58.dzień wakacji! Do końca jeszcze 11 dni.      
Nie bogactwa czynią człowieka szczęśliwym, ale ich dobre użycie
Miquel de Cervantes
Booking.com
Biura podróży
czy w ogóle z nich korzystać?

Często na turystycznych forach internetowych natknąć można się na stwierdzenia, że korzystanie z usług biur podróży jest zupełnie bez sensu, że taniej i to znacznie, jest, gdy wyjazd zorganizuje się samodzielnie. Dobrze byłoby gdyby to była prawda, oznaczać by to przecież musiało, że można polecieć np. do Turcji na tydzień za mniej niż 1500 zł. Ale, niestety, chyba tak nie jest…

Z biurem czy samemuTeza o niskich kosztach wyjazdów przygotowywanych przez samego siebie zawsze wydawała mi się podejrzana. Gdyby była prawdziwa, to już dawno zauważono by to gdzieś na świecie i do dzisiaj nie ostałoby się ani jedno biuro podróży (poza zajmującymi się niszami). Tak jednak nie jest. O ile w Polsce biura obsługują małą liczbę turystów – co wynika z kiepskiej sytuacji gospodarczej kraju i stosunkowo niewielkiej liczby osób mogących pozwolić sobie na turystyczny wyjazd za granicę – to w innych krajach europejskich: Wielkiej Brytanii, Niemczech czy Skandynawii, biura podróży wysyłają dziesiątki milionów ludzi. Samo tylko TUI ma rocznie ponad 30 mln klientów osiągając obroty rzędu 15 miliardów funtów brytyjskich. A są przecież i inni. I jest ich dużo.

Gdyby głosiciele wersji o nieatrakcyjności cenowej biur podróży mieli rację, trzeba byłoby uznać, że te miliony ludzi to są osobnicy pozbawieni zdolności myślenia, albo bogacze, dla których ceny nie mają znaczenia.

Wydaje się, że jest jednak inaczej. Wszystko zależy od tego, czego oczekujemy w trakcie wakacji. Jeżeli jesteśmy backpackersami, to oczywiście nie dla nas są biura podróży. Jeśli zadowolimy się bardzo skromnymi warunkami na miejscu, to mamy szanse na zmieszczenie się w wąskim budżecie.

Podstawową sprawą jest to dokąd chcemy jechać. Inaczej będzie to wyglądało w przypadku weekendowej wyprawy na Słowację (zwłaszcza, gdy mieszkamy np. w Krakowie), a inaczej jeśli zechcemy pojechać do Portugalii. Wyjazd z namiotem i podróż auto-stopem na pewno będzie tańszy od podróży lotniczej i zakwaterowania w nawet dwugwiazdkowym hotelu.

Nie oznacza to, że nie jest możliwe skonstruowanie takiej podróży, która byłaby nie tylko atrakcyjniejsza, ale i tańsza od tego co można kupić w biurach. Dotyczy to jednak przede wszystkim wyjazdów w dalekie kraje (na inne kontynenty).  Przy podróżach europejskich, zwłaszcza w rejon Morza Śródziemnego, w sezonie, jest to praktycznie nierealne.

Przy samodzielnym organizowaniu wyjazdów, w nieco dalej położone rejony Europy czy świata, głównym problemem jest przelot. A ściśle mówiąc – jego cena. Linie lotnicze prowadzą różne kampanie promocyjne, czasami ceny są naprawdę niskie i jeśli wypatrzy się je z odpowiednim wyprzedzeniem, można mieć spory atut. Niestety, promocje te dotyczą głównie albo bardzo dalekich krajów, albo stolic lub dużych miast europejskich. Może miałem pecha, ale nie natknąłem się nigdy na promocyjne sprzedaże prowadzone przez linie lotnicze, do takich miejsc jak: Heraklion, Antalya czy Faro. Za to widziałem sporo do Male, Nairobi, czy Mediolanu.

Znalezienie przelotu do którejś z miejscowości wypoczynkowych w rejonie Morzem Śródziemnego, w cenie poniżej 1000 zł jest bardzo trudne (na lato). Na wybrzeże tureckie ceny w lipcu są na poziomie 1100 zł, na Costa del Sol w Hiszpanii1200 zł, Palma de Mallorca – 900 zł a do najtańszej  Warny w Bułgarii – 800 zł. Co więcej, nie ma bezpośrednich połączeń z Polski, a zatem może się zdarzyć, ze kupując bilet bardzo tanio będziemy musieli spędzić noc gdzieś we Frankfurcie czy Mediolanie, czekając na połączenie. Jedynie Barcelona jest tu wyjątkiem, można do niej dolecieć bezpośrednio, płacąc teraz, tzn z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem, za wylot w lipcu 800-1000zł.

Drugim poważnym kosztem, który musimy doliczyć, jest zakwaterowanie w hotelu. W różnych miejscach w Europie można znaleźć łóżko w pokoju dwuosobowym za ok. 30 euro. Ale nie możemy oczekiwać żadnych luksusów. Jak zapewne wiemy, wszystkie hotele (bez wyjątku) stosują kilka rodzajów taryf. Jedną z najwyższych jest taryfa zwana, także w polskich hotelach, „rack rates”. Czyli ceny dla klientów „z ulicy”. Portale typu Booking.com czy Expedia, korzystają z taryf tańszych. I właśnie na takich portalach powinniśmy szukać ofert. Biura podróży współpracujące z jakimś hotelem mają, oczywiście, ceny jeszcze niższe i to często znacznie, tyle tylko, że – podobnie zresztą jak portale – muszą doliczyć swoje narzuty (marżę, prowizję agencyjną i VAT).

Trudno sobie wyobrazić, żeby udało się przekonać hotelarza do sprzedania nam miejsca po cenie niższej od akceptowanej przez jego partnera, przysyłającego mu regularnie  grupy gości. Gdyby się zgodził, oznaczałoby, że trafiliśmy na człowieka o skłonnościach samobójczych.  Utrata zaufania partnera (biura podróży), który uznałby, że jest oszukiwany – gdyby sprawa się jakoś wydała – mogłaby być dla takiego hotelarza nadmiernie kosztowna. Pamiętajmy, że ci partnerzy to nie tylko biura polskie, to również Niemcy, Anglicy, itd., przynoszący podstawowy dochód wielu hotelom.

Zakładając jednak, że znajdziemy przyzwoity hotel za 30 euro, pewnie ze śniadaniami – bo z kolacjami w tej cenie niełatwo będzie coś znaleźć. Przebywając tydzień na wyjeździe musimy zapłacić 210 euro czyli ok. 900 zł. Musimy jeszcze jakoś dojechać do tego hotelu, a także ubezpieczyć się. Załóżmy, że z lotniska do hotelu - a przynajmniej w jakiejś sensownej odległości od hotelu - istnieje akurat transport publiczny (co wcale nie jest regułą) i nie musimy brać taksówki(!), to zapłacimy w dwie strony ok. 20 euro. Wraz z ubezpieczeniem będzie to 100 zł.

Teraz zsumujmy: hotel – 900 zł, samolot – 1000 zł, transfer i ubezpieczenie – 100 zł. Razem – 2000 zł.  Czy naprawdę jest to aż tak atrakcyjna cena? Nie znajdziemy żadnej gotowej oferty w biurze podróży?  Z pewnością znajdziemy, a jeśli będziemy mieli szczęście i trafimy na jakieś dobre „last minute” to zapłacimy mniej niż wynosi wartość wycieczki (różnicę  pokryje ktoś inny, inny klient lub biuro podróży w takich sytuacjach pełnią rolę sponsora).

Nie mam wątpliwości, że samodzielnie organizowany wyjazd w miejsca szeroko oferowane przez biura podróży, nie może być opłacalny. Zwłaszcza przy typowych pobytach wypoczynkowych.

Inaczej może rzecz wyglądać przy objazdówkach, czyli gdy często zmieniamy miejsca pobytu, przemieszczając się samochodem – wypożyczonym, lub tym którym przyjechaliśmy z Polski – lub samolotem (np. w Brazylii, Chinach). Objazdy organizowane samodzielnie mają często zupełnie inny charakter od tych proponowanych przez biura podróży, trudno zatem porównywać ich ceny. Prawdopodobnie zapłacimy więcej, ale atrakcyjność samodzielnie przygotowanego i realizowanego programu jest na tyle duża, że opłaca się dopłacić, Nie jest to rozwiązanie dla każdego, trzeba mieć pewne (niewielkie, ale jednak) zdolności organizacyjne, a w trakcie wyjazdu mogą pojawić się problemy, które wymagać będą rozwiązania. Przydatna jest także, chociaż trochę bardziej niż podstawowa, znajomość języków obcych. Jeżeli to nie jest dla nas problemem, wyjazd samodzielny jest zdecydowanie lepszy, ale obawiam się jednak, że droższy – choćby z tego powodu, że podróżując we własnym gronie jesteśmy bardziej narażeni na pokusy wydatkowe…

Tańszym może także okazać się wyjazd do któregoś z krajów egzotycznych, zwłaszcza takiego, który nie jest szeroko oferowany przez kilku touroperatorów, tzn. do którego nie ma połączeń czarterowych. Na szczęście tras czarterowych do odległych miejsc nie ma w Polsce zbyt wiele i, w zasadzie, utrzymywane są one tylko przez kilka miesięcy zimowych.

Jeżeli biuro organizuje wyjazd wykorzystując lotnicze połączenia regularne, mamy duże szanse na zbudowanie konkurencyjnej oferty. Możemy kupić bilet w trakcie akcji promocyjnych prowadzonych przez przewoźników, co sprawi, że zapłacimy mniej niż biuro, które z takich okazji korzystać nie może. Za hotel zapewne zapłacimy więcej niż biuro, ale i tak będziemy do przodu. Przy imprezach tego typu, istotnym składnikiem ceny w biurze podróży, jest koszt pilota, którego zazwyczaj trzeba przewieźć na miejsce, a nierzadko zapłacić także za jego zakwaterowanie. Leci razem z uczestnikami wycieczki, a cena biletu, np. 4000 zł, plus cena jednoosobowego pokoju hotelowego, np. też 4000 zł, rozłożone na  dziesięciu turystów, podnoszą wyraźnie koszt wycieczki. Jadąc tylko ze swoją rodziną czy znajomymi, za pilota płacić nie musimy… W przypadku takich wyjazdów znajomość angielskiego jest już konieczna i dobrze, gdyby znali go wszyscy uczestnicy (czasami trzeba wynająć jakiegoś przewodnika, itp. i ciągłe tłumaczenie może stanowić pewną niedogodność).

Wycieczki do krajów egzotycznych mają swój szczególny charakter i ich zwiedzanie samodzielnie może być prawdziwą przyjemnością jeżeli  albo mamy już podobne doświadczenie, albo starannie i z uwagą zapoznamy się z komentarzami i radami różnych obieżyświatów. Pewnym problemem może tu być czasami cena…

Odpowiedź na pytanie czy warto kupować wycieczki zagraniczne w biurach podróży, czy lepiej (taniej) jest organizować je samodzielnie jest taka:

  • egzotyka (tam gdzie nie latają polskie czartery) – samemu taniej, chociaż trudniej,
  • objazdy po Europie – samemu lepiej, chociaż raczej drożej,
  • pobyty wypoczynkowe w krajach Basenu Morza Śródziemnego – samemu drożej i raczej gorzej.

Zapewne są tacy, którzy mogą przytoczyć historie przeczące tym tezom, sądzę jednak, że generalnie się sprawdzają.

Nie jest tak, że tanio można sobie polecieć gdziekolwiek. Przykładem tworzenia mitów jest to co wiąże się ostatnio z internetową stroną OstatnieMiejsca.pl. Firma, będąca multi-agentem, jesienią 2013 roku zbankrutowała. Nagle w styczniu 2014 nastąpiła jej reaktywacja. Ściśle mówiąc nie firmy, a tylko strony i to wyłącznie na facebooku. Nie byłoby to może godne jakiejś szczególnej uwagi, gdyby nie treści tam zamieszczane. Otóż, osoby które jeszcze niedawno sprzedawały ofertę biur podróży, na pewno zachwalając jej atrakcyjność wielu klientom, teraz postanowiły zająć się aktywnością demaskatorską, dowodząc nieuczciwości lub nieudolności firm turystycznych działających w Polsce.

Piszę o tym, bo sprawa jest ściśle związana z poruszanym tematem. Na wspomnianej stronie jest tekst, z którego wynika, że na weekend majowy można polecieć do Turcji, płacąc za pobyt w czterogwiazdkowym apartamencie 1500 zł za osobę. Co uzasadniane jest (słusznie) tym, że w innych krajach nie ma tradycji weekendów majowych i hotele są puste i tanie. A, tymczasem, w Polsce ceny astronomiczne i w dodatku brakuje miejsc.

Pomyślałem sobie, że może mi też się uda zorganizować taki  wyjazd weekendowy dla siebie. Zajrzałem na stronę esky’a, żeby kupić tani bilet (dolecieć wszak jakoś trzeba). I tu spotkało mnie rozczarowanie: najtańszy bilet na 29 kwietnia (o tej dacie piszą Ostatnie Miejsca) kosztował 1528 zł i w dodatku podróż „tam” trwać miałaby 14 godzin (z dwiema nocnymi przesiadkami), a z powrotem 13 godzin (ale już tylko z jedną przesiadką). Dzień później cena biletu to tylko 1246 zł, ale podróż w jedną stronę trwa 23 godziny! Szerzej temat ten omówiony jest w tekście "Ostatnie Miejsca - demaskator branży".

 

 

 

 

Jarosław Mojzych

30 stycznia 2014

Powrót do STRONY GŁÓWNEJ


Nie ma komentarza.


Wpisz swoje imię lub nick



- format: http://nazwastrony.pl









mojeWakacje 03-01-2015 18:17
Dobrym uzupełnieniem tego artykułu są moje opisy organizowanych wyjazdów wakacyjnych na stronie wakacje.mojepln.pl. Polecam i powodzenia, naprawdę można wyjechać i wypocząć w dobrych warunkach taniej niż z biura. A fotorelacje do zobaczenia na http://youtu.be/P-HyAs0OfYg