Wakacyjny Czas
Dziś poniedzialek, 23 października.   Imieniny obchodzą: Jan, Marlena, Roman      
Nie bogactwa czynią człowieka szczęśliwym, ale ich dobre użycie
Miquel de Cervantes
Booking.com
Radość prezesów
wszyscy zadowoleni z siebie

Koniec kryzysu?

Zadowolenie. Radość. Optymizm. Wszystko to można wyczytać w publikowanych w ostatnim okresie wypowiedziach prezesów, dyrektorów i innych szefów firm zajmujących się organizacją zagranicznych wyjazdów turystycznych. Tak dobrze jeszcze nie było! A, w każdym razie, nie było od 2008 roku, czyli blisko sześciu lat. Liczby podawane przez przedstawicieli firm są imponujące. Wszędzie wzrosty. I to nie byle jakie – 30%, 50%, 100%!

optymizm-w biurach-podrozyCzy to dobrze dla klientów? Z jednej strony dobrze, bo oznacza to stabilizację biur podróży, spadek ryzyka problemów finansowych, bankructw. Z drugiej – trudno będzie spodziewać się prawdziwych atrakcji cenowych, „last minutes” mogą być mało pociągające.

Chociaż… może być też inaczej. Entuzjazm w biurach spowodować może chęć odbicia, powetowania sobie strat z poprzednich lat, poprzez zwiększenie sprzedaży, możliwe jedynie w wyniku rozbudowania programu, a zatem podwyższenia ryzyka. Jeśli większość firm wybierze podobną drogę, to pojawi się nadpodaż i znowu ceny spadną, a któraś z firm zakończy swą egzystencję…

Ale na razie panuje duże zadowolenie. Kilku przedstawicieli największych biur touroperatorskich działających w Polsce, zdążyło już w tym roku wyrazić jasno swój optymizm.

Wszystko jednak zaczęło się od tekstu w Rzeczpospolitej, z 7 stycznia,  pod ciekawym tytułem: „Czartery 2013 – takich spadków jeszcze nie było”.  Autor, opierając się na danych z Urzędu Lotnictwa Cywilnego, informuje, że liczba osób podróżujących samolotami czarterowymi spadła o ponad 6% (dane dotyczą pierwszych trzech kwartałów, w tym kluczowego trzeciego, przypadającego na okres letni i nawet ewentualny wzrost jesienią, niewiele może zmienić).

Odpowiedź biur podróży

Już dzień później po ukazaniu się tego artykułu, wywiadu tej samej Rzepie udzielił wiceprezes Itaki, Piotr Henicz. Poinformował o wzroście sprzedaży w ostatnim roku o ponad 7% (co w przypadku Itaki, operującej – jak na polskie warunki – dużymi liczbami, jest wzrostem znacznym), która przekroczyła pół miliona miejsc. Przedsprzedaż też idzie bardzo dobrze, a prezes zapowiedział, że firma będzie trzymała się konsekwentnie polityki nie obniżania cen w miarę zbliżania się terminu wylotu. Przeciwnie, ceny będą wzrastały, co ma przypominać politykę stosowaną przez linie lotnicze. Inaczej mówiąc, Itaka woli wysyłać puste miejsca w samolocie, niż sprzedawać je po połowie ceny. Jest to, z ich punktu widzenia, działanie racjonalne, ale pod warunkiem, że tych pustych miejsc nie będzie za wiele.  W roku 2013 Itaka miała ich na tyle mało, że nabrała pewności siebie… Zobaczymy jak będzie w tym roku.
Pan Henicz pochwalił się dochodem w wysokości 35 mln zł. Wprawdzie brutto, ale  i tak byłby to ich najlepszy wynik w historii. Sądzę, że na jego rozmiary duży wpływ miało utrzymanie przez Itakę stosunkowo wysokich cen. Firma ta jest dobrze widziana przez naszych turystów, dlatego może sobie na to pozwolić, a przynajmniej – mogła. Sytuacja może ulec zmianie, gdyby rok 2014 był gorszy od zapowiadanego.

Po upływie kolejnych dwóch dni, czyli 10 stycznia, odezwał się prezes Andryszak z firmy TUI, chwalący się zyskiem 3 mln zł (zapewne także brutto), osiągniętym pierwszy raz od kilku lat, liczbą około 200 tys klientów oraz bardzo dobrą przedsprzedażą w roku 2014 (kilkanaście procent sprzedanej oferty) i sukcesami wynikającymi z przyjętej strategii. O tryumfie TUI bardziej szczegółowo piszę w innym miejscu.

Również 10 stycznia w Rzeczpospolitej pojawia się artykuł z entuzjazmem opisujący sytuację w Ecco Holiday. Firma ta także w ubiegłym roku osiągnęła zysk - w wysokości 8 mln zł. Wypowiadający się w jej imieniu pan Łukasz Bukowski, będący dyrektorem marketingu, z zadowoleniem opisuje plany rozwojowe spółki, wprowadzanie nowych rozwiązań, które – jak wynika z jego słów, tak naprawdę – nie są konieczne, bo firma i tak jest w dobrej kondycji... Właśnie zmieniła lokalizację, przenosząc się do nowego biura, wprawdzie mniejszego, ale z klimatyzacją. Dyrektor Bukowski z satysfakcją dodaje, że kupione zostały także  nowe meble…

Na kolejną dobrą wiadomość czekaliśmy równo dwa tygodnie, bo dopiero 24 stycznia, w branżowym portalu Tur-Info pojawiła się informacja o bardzo dobrej sytuacji Alfa Star. Chociaż nie znajdujemy tutaj zbyt wielu danych odnoszących się do wyników sprzedaży, położony raczej został nacisk na atrakcyjność oferty biura, dowiadujemy się jednak, że przedsprzedaż układa się świetnie. W tym roku Alfa Star sprzedała o 20% (prawie…) miejsc więcej niż w tym samym okresie roku poprzedniego.

Cztery dni później, 28 stycznia głos zabrał kolejny potentat. Zarząd Rainbow Tours oświadczył, że jego sprzedaż w grudniu 2013 , w porównaniu z poprzednim rokiem, niemal podwoiła się. A  dokładnie wzrosła o 96%. Chociaż w tym okresie sprzedawana jest także zima (w Rainbow Tours to ważny segment, mają rozbudowany program wycieczek egzotycznych), to jednak jest to także wskaźnik efektywności przedsprzedaży. Widać, że jest bardzo dobra. Rainbow Tours jest jedynym touroperatorem, który będąc spółką giełdową, jest zmuszony podawać pełne dane dotyczące wyników z działalności. Dlatego, w tym przypadku poziom ich wiarygodności jest zdecydowanie wyższy niż u innych.
W całym roku sprzedaż sięgnęła poziomu 800 mln zł, czyli nastąpił wzrost o ponad 30%. Niestety, w artykule tym zarząd nie wspomina nic o wyniku finansowym.

Upłynął niespełna tydzień i zgłosił się kolejny szczęśliwy. 10-lecie swego istnienia firma Sun & Fun uczciła rekordowymi wynikami. W 2013 nie udało się wprawdzie znaleźć więcej klientów niż w roku poprzednim, a nawet nastąpił spadek (ale minimalny bo o 3%, nie ma o czym mówić), to jednak przychody wzrosły o ponad 6% do poziomu 230 mln zł. No i jest zysk – około 1.5 mln (nie wiemy czy netto). Rok wcześniej było tylko 650 tys, czyli 130% wzrostu! Jest się czym pochwalić.
Nic dziwnego, że prezes tej tunezyjskiej firmy - Samir Hamouda zaprosił wszystkich (tzn., oczywiście, tych najlepszych) partnerów i agentów  do słynnego hotelu w Serocku, gdzie wręczył stosowne dyplomy, tłumacząc, że wyniki byłyby jeszcze lepsze, gdyby nie znane problemy polityczne w Egipcie. Obecny rok firma rozpoczęła od „solidnego wzrostu sprzedaży”.

Następnego dnia, a był to 4 lutego, Rzeczpospolita opublikowała notatkę o sukcesach Neckermanna. Tomasz Pędzik, dyrektor ds. produktu, chwali przyjętą strategię firmy. W tym przypadku, słusznym wyborem okazała się koncentracja na przygotowywaniu ofert „szytych na miarę” i na tzw. „hotelach koncepcyjnych” (cokolwiek miałoby to znaczyć),  a także na rozwoju ofert „sprofilowanych” będących „odpowiedzią na zmieniające się trendy”. Nie wiem, na ile redakcja Rzepy zniekształciła wypowiedź pana dyrektora ds. produktu, ale to co z niej zostało to prawdziwy rarytas, miła próbka języka postmodernistycznego :) .
Ale cieszy, że firma ta  także notuje sukcesy. Wzrost liczby klientów w 2013 roku o 14%  do 140 tys, zysk bliski 10 mln zł i przychody prawie 280 mln, wszystko to daje duże powody do radości i poczucia zadowolenia z dobrze wykonanej pracy.

Co dalej?

Minął tydzień i cisza. Nie ma na razie nowych oświadczeń kolejnych touroperatorów o osiąganych sukcesach – w każdym razie ja ich nie zauważyłem. Myślę jednak, ze takie biura jak Wezyr, a także Grecos czy Exim (reszta jest wyraźnie mniejsza), także nie narzekają. Słowem, wszyscy zadowoleni. Ciekawe, czy naprawdę?

Myślę, że w tej chwili, tak. Po czterech fatalnych dla turystyki latach, którą dotykały liczne klęski (katastrofalny spadek wartości złotówki w 2009, potem powracające problemy w krajach arabskich), rok 2013 był pierwszym spokojniejszym, ale oczywiście dalekim od marzeń i od sielskiego obrazka, rysującego się z wypowiedzi Bardzo Ważnych Osób. Poprzednie niepowodzenia zmusiły touroperatorów do miarkowania swoich  zamiarów i planów rozwojowych i ograniczania apetytu na zdobywanie coraz szerszych kręgów klientów. Zaowocowało to faktycznym zmniejszeniem oferty. I to znacznym.

Potwierdzeniem tej tezy są, wspomniane na początku, dane Urzędu Lotnictwa Cywilnego o znaczącym spadku liczby przelotów czarterowych. W rezultacie, po raz pierwszy od lat, wycieczki były naprawdę sprzedawane – poprzednio dominowało rozdawnictwo lub sponsoring – biura podróży podreperowały swoje budżety, zobaczyły, dawno nieoglądane zyski.

To jak wyglądał będzie rok 2014 zależy w dużej mierze od tego na ile pełne entuzjazmu, optymizmu i radości, wypowiedzi organizatorów są zwykłą pozą, grą dla poprawienia swojego wizerunku, a na ile oddają ich rzeczywisty sposób myślenia. Jeśli jest to czysty PR, to dobrze. Gorzej, gdyby większość naprawdę uważała, że kryzys się skończył, że złotówka to tylko będzie się umacniała, bezrobocie przestanie straszyć ludzi, którzy nadmiar posiadanej gotówki zaczną przeznaczać na wyjazdy wakacyjne.

Jeśli, bowiem, wizje takie okazałyby się nietrafione, to będziemy mieli znowu nadpodaż oferty, wojny cenowe, sponsoring, straty i upadki tych, którym urwie się finansowanie.

Taki sponsoring, znany pod hasłem „last minute”, jest bardzo mile widziany przez turystów. Przyjemnie jest kupić coś płacąc wyraźnie mniej niż to coś jest warte. Jednak ryzyko jest spore. W 2012 roku wielu osobom się udało. Były to, zapewne dziesiątki tysięcy szczęśliwców, za których zapłacił ktoś inny. Niestety, około 8 tysięcy osób miało pecha…

 

 

 

 

 

Jarosław Mojzych

11 lutego 2014

Powrót do STRONY GŁÓWNEJ


Nie ma komentarza.


Wpisz swoje imię lub nick