Wakacyjny Czas
Dziś sobota, 19 sierpnia.   Imieniny obchodzą: Julian, Bolesław, Juliusz Dziś 57.dzień wakacji! Do końca jeszcze 12 dni.      
Nie bogactwa czynią człowieka szczęśliwym, ale ich dobre użycie
Miquel de Cervantes
Booking.com
Prokurator w Aquamaris
upadki biur podróży

Dochodzenia i zatrzymania

W ubiegłym tygodniu opublikowano informację o zatrzymaniu przez policję dwóch kobiet, do niedawna będących członkami zarządu - znajdującej się obecnie w stanie upadłości – spółki Aquamaris. Jedna z nich jednocześnie była właścicielką tej spółki.

Jest to swego rodzaju pokłosie sławetnych zdarzeń z roku 2012, w którym upadło 15 biur podróży, co było silnie nagłaśniane przez media. Zaowocowało to wprowadzeniem zmian prawnych, polegających na podwyższeniu cen zezwoleń na prowadzenie działalności touroperatorskiej i zamierzonym rozszerzeniu obowiązków quasi-podatkowych firm w postaci uruchomienia tzw. Funduszu Gwarancyjnego. Do ubiegłego tygodnia, trwała cisza,  nic więcej się nie zdarzyło (chociaż, przyznaję, że drastyczne podniesienie kosztów prowadzenia działalności, to też niemały wyczyn…).

Bankructwa i oszustwaI nagle okazało się, że jednak prowadzone są jakieś postępowania związane z tym, o czym tak głośno było niecałe dwa lata temu. Zatrzymano były zarząd Aquamaris. Może toczą się jeszcze inne śledztwa? Ale chyba jest ich mniej niż czternaście. Obawiam się, że Aquamaris to będzie wszystko. Może pojawi się jeszcze jakieś pojedyncze biuro, ale jeśli tak, to pewnie będzie to OK Services Travel, bo też w połowie należało do szefowej Aquamarisa i też upadło, tyle tylko, że rok później.

Nie mam pojęcia czy obydwie panie rzeczywiście przywłaszczały, czyli kradły, pieniądze wpłacane im przez klientów i dlaczego zdecydowały się na to akurat w 2012 roku, tak trudnym dla turystyki, mogły przecież zaczekać na lepszą koniunkturę i ukraść więcej… Dochodzenie prowadzi prokuratura i jeśli zakończy się ono sformułowaniem aktu oskarżenia, to o tym jak było naprawdę, dowiemy się z wyroku.

Zaciekawiło mnie uzasadnienie zatrzymania, o którym napisała Rzeczpospolita. Pada w nim takie oto stwierdzenie: „Zdaniem policji kobiety pobierały pieniądze od klientów mimo że wiedziały, że nie wywiążą się z umów. Przecież dokładnie takie same zarzuty padały po ogłoszeniu bankructw niemal każdego innego biura podróży. I to nie tylko w 2012 roku. Doskonale odczuli to na własnej skórze ci wszyscy, którzy mieli okazję wykupić miejsca w przeddzień upadków takich biur jak: GTI, Sky Club, Triada, Orbis Travel, Open Travel, Select Tours, Kopernik i wielu innych, w tym całej pozostałej „13” z 2012 roku.

Czy w przypadku tych biur także toczą się dochodzenia? Czy raczej musimy zadowolić się złapaniem płotek. Może jednak zarzuty są inne? Trochę dokładniejszą informację zamieścił Onet (za PAP-em). Wynika z niej, że podstawą zatrzymania był sformułowany wprost zarzut przywłaszczenia 2.7 mln zł, nie zgłoszenia w odpowiednim czasie (rok wcześniej) wniosku o upadłość i nie złożenia sprawozdania finansowego w KRS-ie. Onet podaje, że poszkodowanych jest 700 klientów biura. Wydaje się to nieścisłe. Oznaczać by musiało, że średnio każdemu z nich spółka jest winna 4 tys złotych, co jest mało prawdopodobne. Raczej chodzi o 2200 klientów, którzy opłacili imprezy ale na nie nie pojechali lub chociaż udało im się wyjechać, to zostali cofnięci do Polski przed terminem zakończenia pobytu. Około 700 osób, a mówiąc ściśle 612, to byli właśnie ci, ściągnięci przez marszałka.

Jeżeli obydwie panie naprawdę zbierały od klientów pieniądze i przeznaczały je na poprawę komfortu swojego życia, to sprawa jest jasna i, możemy mieć nadzieję, że nie ujdzie im to płazem. Jeżeli jednak popełniły błędy biznesowe, przeceniając swe możliwości i utonęły w masie szybko narastających zobowiązań, to rzecz wygląda inaczej. Ale wtedy wróci pytanie: a co z innymi? Czy ich także dosięgnie Temida? Ma przecież przesłonięte oczy i nie patrzy na to kto jest podejrzany – wszyscy są równi.

Zostawmy przypadek Aquamaris, który jest raczej pretekstem do zastanowienia się nad tym jak często zdarzają się świadome oszustwa wśród touroperatorów. To co wiąże się z Aquamaris jest rzeczywiście trochę dziwne (powiązania z OK Services, 9-cio procentowy udział w spółce Greckie Wakacje, utworzonej przez byłych pracowników Aqumaris, po uprzednim wykupieniu innej spółki wcześniej założonej przez wiceszefową Aquamarisu) i zaczekajmy na werdykt sądu.

Kiedy ogłosić niewypłacalność?

Czy często zdarzają się oszustwa popełniane przez właścicieli biur podróży? Czytając wypowiedzi na różnych forach internetowych, w gazetach i słuchając radia, czy oglądając telewizję, możemy dojść do przekonania, że jest ich mnóstwo. Niemal każda upadłość kończy się zarzutami o świadome wyciąganie pieniędzy od klientów. Dzisiaj upadli, a jeszcze wczoraj ze spokojem brali wpłaty, zapewniając, że wszystko jest w porządku. To najczęściej spotykane komentarze.

Czy taka jest prawda? Jestem pewien, że nie. Oszustwa zdarzają się, ale stanowią mniejszość przypadków. I to zdecydowaną mniejszość. W jaki sposób biuro, które popadło w kłopoty finansowe, może przerwać swą działalność? Kiedy powinno o swych zamierzeniach poinformować? Z jakim wyprzedzeniem? Otóż, to ostatnie pytanie jest pozbawione sensu. Wysłanie przez organizatora zapowiedzi zakończenia działalności za jakiś czas, np. za dwa miesiące, oznacza w praktyce jej zamknięcie natychmiastowe. Tego samego dnia!

Organizatorzy imprez wyjazdowych realizują swój program przez cały rok, w sposób ciągły. Na sezon letni przypada maksimum wyjazdów. Miejsca w samolotach (nierzadko także i w hotelach)  kontraktuje się z góry, przed rozpoczęciem sezonu, opierając się na własnych prognozach rozwoju (lub kurczenia) się rynku i analizach swoich możliwości sprzedaży. Jeżeli z takiego biznes planu wyjdzie nam, że powinniśmy sprzedać wycieczki dla 25 tys osób, to oznacza, że musimy zapłacić z góry 1 mln zł depozytu do linii lotniczej i, że będziemy regularnie, w każdym tygodniu sezonu, płacili po kolejnym milionie.

Wysłanie komunikatu na początku lipca o planowanym zamknięciu działalności z końcem sierpnia spowodowałoby dwa skutki:  pierwszy to całkowite wstrzymanie sprzedaży nawet na najbliższe terminy, w których planujemy  latać normalnie (na pewno nie pojawiłby się żaden nowy klient, a jeśli taki jakimś cudem by się znalazł, to od razu zostałby oświecony przez agenta), a drugi skutek to gwałtowny wzrost liczby chętnych do rezygnacji z zakupionej już wycieczki. Wszystko to sprawiłoby, że pustych miejsc w samolotach mielibyśmy więcej, kasa opróżniłaby się szybciej i zamknąć firmę musielibyśmy od razu, nie mając szans na doczekanie deklarowanego terminu zamknięcia. W sumie wyszłoby na jedno. Też byliby klienci, którzy zrobili rezerwację właśnie poprzedniego dnia.

Jeżeli sprzedaż układa się nam dobrze, to jesteśmy zadowoleni i ogłaszamy sukces, zgarniając dochód. W przypadku słabej sprzedaży mamy problem. Po paru pierwszych tygodniach widzimy, że samoloty poleciały częściowo puste, lub wypełnialiśmy je sprzedając miejsca mocno poniżej kosztów zakupu, w formie „super last minute”. W każdym tygodniu potraciliśmy po paręset tysięcy złotych. To, że mieliśmy z czego zapłacić po tym milionie tygodniowo, to zawdzięczamy wpłatom klientów na kolejne imprezy. Ale widzimy, że jesteśmy „pod kreską” i to jest moment na ogłoszenie bankructwa. Ale do tego momentu prowadziliśmy normalną sprzedaż, jeszcze wczoraj ktoś coś kupił i dziś poczuje się, słusznie, oszukany. Możemy jeszcze w takiej sytuacji powstrzymać się z upadaniem, licząc, że tendencja się odwróci i wypełnimy pozostałe samoloty, odrabiając straty. I zdarzają się firmy, które mają na to nadzieję do końca, tzn. do schyłku sezonu, kiedy kończą się wpłaty klientów na następne terminy, trzeba zapłacić za kolejne przeloty (i hotele), a w kasie jest pusto. I dopiero wtedy ogłaszają upadłość.

Czy postawy te różnią się znacząco od siebie? Chyba nie bardzo. W obydwu przypadkach jest grupa poszkodowanych klientów, w tym pierwszym zwykle jest mniejsza (ale nie zawsze). Ten drugi wiąże się zazwyczaj z podejmowaniem prób ratowania sytuacji, poszukiwaniem dodatkowych źródeł finansowania, nowego inwestora, itp. Czy jest to oszustwo? Z pewnością konsekwencja nieudolności, bo ocena własnych możliwości i sytuacji na rynku, okazały się całkowicie błędne, ale jednak trudno mówić o oszustwie.

Znajdzie się pewnie ktoś kto powie, że firma niemająca wystarczającego finansowego wsparcia na pokrycie podejmowanych zobowiązań, nie powinna  w ogóle rozpoczynać działalności czarterowej, że wysokość zobowiązań nie powinna przewyższać wartości posiadanego majątku, najlepiej obrotowego.

Ale gdyby tak miało być, to czarterowe imprezy turystyczne musiałyby zniknąć z polskiego rynku. Wszystkie biura podróży i te małe i te wielkie, podejmują ryzyko. Warto zwrócić uwagę na wysokość kapitałów zakładowych różnych firm. Nasz największy touroperator Itaka ma kapitał zakładowy wynoszący 3.3 mln zł, kapitał Rainbowa to 1.5 mln zł, Neckermanna 4.9 mln zł, a TUI – 200 tys zł. Ich obroty, a zatem i zobowiazania, są nawet kilkaset razy większe. Oczywiście, źródła finansowania mogą być  także inne. Nie jest jednak tak, że np. kapitały zapasowe, tworzone głównie z podzielonych zysków netto, są na tyle wysokie, że wraz z zakładowymi pozwalają na pokrycie rocznych zobowiązań. Zobowiązania te spłacane są pieniędzmi otrzymywanymi od klientów. Touroperatorzy nie są całkowicie zdani na los, bo w sytuacjach trudnych zwykle istnieje możliwość renegocjacji zawartych umów i zmniejszenia odpowiedzialności, ale odbywa się to tylko w pewnych granicach. Firmy z dużym doświadczeniem i silnym wsparciem właścicielskim są, oczywiście, w lepszej sytuacji. Nie tylko łatwiej im prognozować zmiany na rynku (nawet, w pewnym stopniu, mogą nimi sterować) ale, w razie kłopotów, mogą często liczyć na finasowanie zewnętrzne. Ale, jak widzimy, obserwując znikanie różnych potentatów, także i im nie zawsze się udaje…

Oszuści zdarzają się wszędzie, nie potrafię jednak uwierzyć, że upatrzyli sobie akurat turystykę i przez to ich nagromadzenie jest tu największe. Można sobie wyobrazić sytuację, w której ktoś zakłada firmę, sprzedaje imprezy po bardzo niskich cenach, nie mając najmniejszego zamiaru płacić za samoloty i hotele, a po zgarnięciu kasy, wyjeżdża sobie do ciepłych krajów. Takie przypadki też, pewnie, miały miejsce (a także o większym stopniu skomplikowania), ale nie da się powiedzieć, że dominują. Chociaż w 2012 roku zdarzały się sytuacje podejrzane.

W większości, upadki firm turystycznych, dokładnie tak samo jak i działających w innych branżach, są dramatycznym przeżyciem dla wielu osób – właścicieli, zarządów, pracowników, a pojawiają się w wyniku popełnionych błędów, będących skutkiem niefrasobliwości, nieudolności, własnej pychy i przekonania o swej nieomylności. Chociaż czasami także niekorzystnych zdarzeń zewnętrznych (gwałtowne załamanie gospodarki, silny i szybki spadek wartości złotówki, upadki dostawców – np. przewoźników).

Niezależnie od powodów zbankrutowania firmy, niemal zawsze poszkodowani są klienci. Czasami padają ofiarą oszustwa, częściej niekompetencji szefów firm.

 

 

 

 

 

Jarosław Mojzych

14 marca 2014

Powrót do STRONY GŁÓWNEJ


Nie ma komentarza.


Wpisz swoje imię lub nick



- format: http://nazwastrony.pl