Wakacyjny Czas
Dziś niedziela, 20 sierpnia.   Imieniny obchodzą: Bernard, Krzysztof, Sobiesław Dziś 58.dzień wakacji! Do końca jeszcze 11 dni.      
Nie bogactwa czynią człowieka szczęśliwym, ale ich dobre użycie
Miquel de Cervantes
Booking.com
Wycieczki egzotyczne
to nadal luksus

Loty rejsowe i czarterowe

Wyjazdy do krajów europejskich lub leżących w obrębie Basenu Morza Śródziemnego to bardzo atrakcyjna forma wakacji. Duża część Polaków, jeśli tylko pozwalają im na to możliwości finansowe, spędza przynajmniej tydzień w roku gdzieś w Turcji, Grecji czy Hiszpanii. Niestety, wbrew pozorom, szczęśliwców takich nie ma zbyt wielu. Tylko 1.5 miliona osób lata na wakacje samolotem za granicę. Jest to niespełna 4%. Ale od pobytów w nieodległych regionach śródziemnomorskich, jeszcze ciekawszym sposobem na urlop jest wyjazd do któregoś z krajów egzotycznych, leżącym gdzieś indziej niż na naszym kontynencie, w północnej Afryce lub na Bliskim Wschodzie.

Kenia-wycieczki egzotyczneCeny takich wyjazdów są, oczywiście, wyraźnie wyższe (przy zachowaniu porównywalnego standardu). Jeżeli tak trudno jest rozwinąć rynek czarterowy do krajów bliskich (nie dalej niż 5 godzin lotu), obejmujący tak skromną liczbę Polaków, to jakiego zainteresowania oczekiwać można w przypadku wycieczek do krajów odległych, których średni koszt dla dwóch osób wynosi około 14 tys zł? Pytanie ma charakter  retoryczny.  Liczba turystów wyjeżdżających w rejony „egzotyczne” jest raczej symboliczna – zważywszy na populację naszego kraju.

O dokładne dane jest bardzo trudno. Głównym, wiarygodnym źródłem informacji o podróżach lotniczych, jest Urząd Lotnictwa Cywilnego (ULC). W opublikowanym ostatnio raporcie zamieścił zestawienia przelotów samolotami czarterowymi. Jeszcze do niedawna do krajów „egzotycznych” dotrzeć można było tylko kupując bilety na linie rejsowe. Ze względu jednak na to, że z Polski nie było i nie ma żadnego bezpośredniego połączenia z odległymi lotniskami (czasami pojawiają się wyjątki, jak rejsy LOT-u do Chin lub Wietnamu, ale jedynym „egzotycznym” kierunkiem dostępnym bezpośrednio z Polski, są Stany Zjednoczone :) ), wszyscy turyści lecący daleko, korzystali z przelotów z przesiadkami, np. w Amsterdamie, czy we Frankfurcie. W rezultacie znikali ze statystyk – ULC rejestrował np. wylot do Amsterdamu, a nie do Nairobi, które w rzeczywistości było celem pasażera.

Parę lat temu sytuacja się zmieniła. Touroperatorzy, działający w Polsce, zaczęli oferować wycieczki czarterowe do krajów „egzotycznych”. Obecnie, mówiąc w przybliżeniu, ukształtowały się dwa modele: turyści jadący na imprezy pobytowe (hotel w wybranym miejscu i wycieczki fakultatywne) wybierają loty czarterowe, natomiast zwolennicy programów objazdowych korzystają z lotów rejsowych. Nie trzeba dodawać, że ta pierwsza wersja jest wygodniejsza (bezpośrednie połączenie), a także o wiele tańsza i to niekoniecznie z powodu niższych cen biletów, bo czasami i przewoźnicy rejsowi stosują duże promocje, ale ze względu na zdecydowanie wyższy koszt organizacji wycieczki objazdowej, na który składają się dodatkowe wydatki związane z zakupem wewnętrznych przejazdów lub nawet przelotów, a także  koszty pilotów – przewodników (przy pobytach, wystarcza tańszy rezydent).

Polacy ruszyli w dalekie kraje?

Dokładna analiza rozmiarów rynku „egzotycznego” w Polsce jest niemal niemożliwa. Touroperatorzy nie mają w zwyczaju podawać szczegółowych liczb, a jeśli nawet to czasami czynią, to fragmentarycznie. O ocenę rzeczywistego stanu rzeczy, pokusić się można biorąc pod uwagę wspomniane raporty Urzędu Lotnictwa Cywilnego i korzystając z danych przekazywanych pośrednio, przy innych okazjach.

Ostatnio z pomocą przyszła nam nieoceniona w szerzeniu optymizmu i radości z sytuacji w branży turystycznej, Rzeczpospolita, w swej internetowej wersji. Kilka dni temu zamieściła artykuł pod pełnym entuzjazmu tytułem: „Polacy ruszyli odkrywać dalekie kraje”. Warto z tym tekstem się zapoznać, żeby poprawić sobie nastrój. Już w nagłówku padają informacje o imponujących liczbach, dotyczących wzrostów wyjazdów: do Wenezueli o… 800% (sic!), na Sri Lankę o 200%, a na Wyspy Zielonego Przylądka o 100%. Jest się z czego cieszyć!

Jak wynika z tekstu, źródłem danych jest portal wakacje.pl wraz ze swą siecią, którego sprzedaż można uznać za reprezentatywną dla całego rynku. Trudno się z tym nie zgodzić. Rzeczywiście pozycja wakacji.pl w sprzedaży turystyki wyjazdowej jest istotna, a firma prawdopodobnie ma ok. 3-4 procentowy udział w rynku.

Niestety, w tekście na próżno szukać jakichkolwiek liczb bezwzględnych. Poznajemy jedynie procentowe wzrosty i procentowe udziały, co prowokuje do podejrzeń, że nie bardzo jest się czym chwalić… Jednak wzajemnych zależności podanych jest na tyle dużo, ze można pokusić się o odtworzenie danych bezwzględnych, którymi posłużyły się wakacje.pl wraz z Rzeczpospolitą. Wystarczy ustalić jedną z liczb, a reszta pojawi się sama…

Najwygodniej i najłatwiej posłużyć się wyjazdami do Kenii. Według ULC w zimowym sezonie 2012/13 do tego kraju poleciało 7080 osób. Można, bez ryzyka popełnienia poważniejszego błędu przyjąć, że wszyscy oni udali się tam w celach turystycznych (w rzeczywistości byli też biznesmeni, ale z pewnością ich liczba nie jest istotna). Rzeczpospolita  podaje, że w sezonie 2013/14 nastąpił wzrost o 12%, co oznacza, że poleciało tam 7930 osób. Jednocześnie udział wyjazdów do Kenii wynosi 13.7% wszystkich podróży naszych turystów do krajów „egzotycznych”, co po prostym przeliczeniu prowadzi do wniosku, że cały nasz rynek to trochę ponad 52 tys. osób.

W artykule zamieszczono szczegółowe dane o wzrostach i udziałach kilku innych kierunków, co pozwala zbudować prawie pełen obraz sytuacji. Autor tekstu informuje, że cały ruch do krajów egzotycznych wzrósł o 182%. Sądzę jednak, że wystąpił tu błąd. Gdyby tak miało być naprawdę, to w poprzednim sezonie liczba turystów musiałaby być mniejsza niż 19 tys, co czyniłoby całą informację niespójną. Zależności podane w tekście sprawiają, że do wymienionych w nim krajów pojechać w zeszłym roku musiało nie mniej niż 27 tys osób. Trzeba przyjąć, że autor w tym przypadku, miał na myśli sprzedaż wynoszącą 182%, a zatem wzrost wyniósł 82%. Jest tu niekonsekwencja, bowiem nie ma wątpliwości, że pisząc np. o stuprocentowym przyroście wyjazdów na Wyspy Zielonego Przylądka, Rzeczpospolitej chodziło o  sprzedaż wynoszącą 200% roku poprzedniego. Żeby jednak nie odrzucić już na wstępie całej analizy, z powodu jej wewnętrznej sprzeczności,  musimy założyć, że w przypadku danych dotyczących całości rynku, autor przyjął inną metodę prezentacji.

Drugim źródłem informacji (tym o dużym stopniu wiarygodności) jest ULC.  Dane pochodzące od niego różnią się od tych z Rzeczpospolitej, co nie może dziwić, bo Rzeczpospolita oparła się na sprzedaży tylko jednego (choć ważnego) portalu.

W tabelce zebraliśmy wszystkie zgromadzone i wyliczone dane. W artykule w Rzepie pominięto kilka kierunków przy prezentowaniu przyrostów sprzedaży (pewnie musiały być tam spadki :)) – w takich przypadkach założyliśmy, że liczba turystów utrzymała się na tym samym poziomie.

CENY: HURGHADA 14-21 SIERPNIA, ALL INCLUSIVE
  2013/2014 przyrost o: 2013/2014
Kraj L.osób Udział L.osób Udział L.osób Udział
  wg rp.pl wg ULC
KENIA 7 929 13.7% 12% 7 080 22.3% 7 080 24.5%
TAJLANDIA 6 304 12.2%   6 304 13.7% 4 519 15.7%
CHINY 4 857 9.4% 123% 2 178 7.6%   7.5%
W-Y ZIEL.PRZYL. 4 702 9.1% 100% 2 351 8.3% 3 230 11.2%
DOMINIKANA 3 824 7.4%   3 824 11.2% 2 792 9.7%
SRI LANKA 3 565 6.9% 194% 1 212   1695 5.9%
KUBA 2 687 5.2%   2 687     9.3%
GAMBIA 2 532 4.9%          
INDIE 2 325 4.5% 117% 1 071     3.7%
WENEZUELA 2 273 4.4% 800% 252     0.9%
INNE 11 524 22.3%   1 898 36.9% 9 544 11.6%
  52 528 100% 82% 28 861 100% 28 861 100%

W naszych rozważaniach za podstawę przyjęliśmy liczbę pasażerów, którzy polecieli do Kenii w sezonie 2012/13, samolotami czarterowymi, wg oficjalnych danych ULC. Liczba turystów korzystających z rejsowych połączeń takich linii jak Air Kenya, czy KLM, nie jest znana. Można jednak przyjąć, że nie była ona wyższa niż 1000. Trzeba pamiętać, że rejsowe loty (niemal zawsze do leżącego w głębi lądu Nairobi, a nie nadmorskiej Mombasy, w której lądują czartery) wykorzystywane są w przypadku imprez objazdowych  („polowania” kamerami w parkach narodowych), zwykle drogich (samo tygodniowe „safari” na Masai Mara kosztuje ponad 2000 dolarów), co bardzo zawęża grono podróżników.

Ze względu na silne wzajemne powiązania liczb podanych przez Rzeczpospolitą i ich uzależnienie od liczby wyjazdów do Kenii, podwyższenie tej ostatniej o 1000 spowoduje, że szacunkowe rozmiary rynku wzrosną z 52-ch do ok. 60 tys osób.

Gambia przebojem?

Wartość polskiego rynku wycieczek do krajów „egzotycznych” jest, zatem,  rzędu 400 mln zł. Nie jest to kwota porażająca swą wysokością, chociaż niejeden spośród touroperatorów chciałby mieć w niej jak największy udział. Jeszcze kilka lat temu, gdy czartery „w egzotyce” należały do rzadkości, organizacja takich imprez nie wiązała się z dużym ryzykiem (chociaż niektórzy rejsowi przewoźnicy domagali się depozytów), co zwiększało liczbę chętnych. Teraz, po umocnieniu swych pozycji przez kilku liderów specjalizujących się w „objazdówkach”, odważnych, chcących zająć się „egzotycznymi” czarterami nie ma aż tak wielu. Ryzyko jest wyraźnie większe niż przy czarterach nad Morze Śródziemne. Strata związana z niesprzedanym miejscem o wiele poważniejsza, a wyższe średnie ceny takich imprez zawężają krąg klientów. W rezultacie tylko najsilniejsze lub najodważniejsze biura „wchodzą w ten interes”, co oczywiście zwiększa szanse odniesienia sukcesu.

Na razie spośród głównych touroperatorów, jedynie Rainbow Tours ogłosił początek sprzedaży „egzotyki”.  Towarzyszyła mu skromna kampania, łącząca ten fakt z zawarciem porozumienia z LOT-em na temat wykorzystywania Dreamliner’ów. Program Rainbow’a wydaje się być dość ambitny, nie dziwi zatem, że tak wcześnie rozpoczął sprzedaż, zachęcając do rezerwacji specjalnymi rabatami (czy nie będzie ich także później, to zupełnie inny temat…). Także w internecie, na forach turystycznych nie brakuje tekstów zachęcających do wyjazdów z Rainbowem w dalekie kraje. Gdyby traktować serio wszystkie posty, pisane przez „zwyczajnych” turystów, to sądząc po ich nagromadzeniu. można byłoby odnieść wrażenie, że najpopularniejszym kierunkiem wyjazdowym w Polsce jest Gambia… Ciekawe czy Rainbowowi uda się wypromować wyjazdy do tego małego państewka, wciśniętego pomiędzy Senegal i Gwineę Bissau, o którym wcześniej mało kto słyszał. Niewątpliwie jest to duże wyzwanie…

Do krajów „egzotycznych” wyjeżdża się zazwyczaj w innym okresie niż w lecie, kiedy to podobnie ciekawe wakacje spędzić można bliżej. Dlatego programom przygotowywanym przez biura podróży zajmiemy się później, dopiero jesienią. Teraz zależało nam bardziej na oszacowaniu rozmiarów rynku i weryfikacji tezy Rzeczpospolitej postawionej w tytule artykułu – Polacy ruszyli odwiedzać dalekie kraje. Jeśli okazałoby się, że tak naprawdę jest, to moglibyśmy się spodziewać wzmożonego ruchu wyjazdowego już późną jesienią i zimą, co wpłynęłoby na wysokość cen – nie byłyby niskie i już teraz należałoby korzystać z promocji  w rodzaju „wczesna rezerwacja”.

Wydaje się jednak, że z tym „ruszeniem” po odkrycia dalekich krajów nie jest aż tak dobrze. 60 tys osób to około 1.5 promila naszej populacji. Rzeczpospolita znana jest ze swego optymizmu w sprawach turystyki (na stronie głównej ich portalu aż roi się od radosnych tytułów), czego zazdroszczę jej redaktorom… Ale, niestety, chyba aż tak świetnie nie jest. Na razie wyjazdy do krajów „egzotycznych” to prawdziwie marginalna forma wypoczynku, dostępna wąskiej grupie Polaków.

 

 

 

 

 

Jarosław Mojzych

22 maja 2014

 

Powrót do STRONY GŁÓWNEJ

 



Nie ma komentarza.


Wpisz swoje imię lub nick



- format: http://nazwastrony.pl