Wakacyjny Czas
Kategorie artykułów:
KRAJE
PODRÓŻE
BIURA PODRÓŻY
KOMUNIKACJA
ZA GRANICĄ
PRACA
WOKÓŁ TURYSTYKI

 Dziś wtorek, 27 czerwca.   Imieniny obchodzą: Maryla, Władysław, Cyryl Dziś czwarty dzień wakacji! Do końca jeszcze 65 dni.       

Nie bogactwa czynią człowieka szczęśliwym, ale ich dobre użycie
Miquel de Cervantes
Booking.com
Zanim kupisz bilet lotniczy
Skyscanner i Google Flight Sea

Gdzie kupić bilet?

Kupowanie biletów lotniczych to dla wielu osób czynność wykonywana rzadko – raz w roku lub raz na kilka lat, dlatego nie mają utartych ścieżek, swojego ulubionego miejsca zakupów i stają przed koniecznością dokonania wyboru - podjęcia decyzji o tym, gdzie, w jaki sposób kupić bilet. Możliwości są, w zasadzie, dwie – biuro agencyjne lub strona internetowa.

Wielu agentów turystycznych zajmuje się sprzedażą biletów. Ze względu na trudne warunki stawiane przez IATA (Międzynarodowe Zrzeszenie Przewoźników Lotniczych) chętnym do prowadzenia kas lotniczych, agenci bardzo często pełnią rolę kolejnych pośredników, sprzedając bilety w imieniu firmy mającej uprawnienia IATA (są, w istocie, sub-agentami). W ostatnich latach, linie lotnicze – dążąc do redukcji kosztów – praktycznie przestały wypłacać sprzedawcom prowizje, zmuszając ich w ten sposób do naliczania dodatkowej opłaty za pośrednictwo – tzw. „transaction fee”. Spotkanie z agentem w biurze ma swoje zalety. Wykwalifikowany pracownik jest w stanie przeanalizować szybko i starannie dostępne taryfy, doradzając najlepsze rozwiązanie, co szczególnie istotne jest przy dalekich i skomplikowanych trasach.

meta-wyszukiwarkiRezerwacje internetowe pozwalają na uzyskanie podobnych efektów, z tym tylko, że całą pracę poszukiwawczą wykonać trzeba samodzielnie. Można skorzystać z wyszukiwarek w rodzaju esky.pl, lataj.pl, latamy.pl, itp. Każda z nich udostępnia narzędzia pozwalające na szybkie porównanie dostępnych im ofert. Jednak, ze względu na to, że wyszukiwarki te są takimi samymi agentami IATA jak biura działające w świecie rzeczywistym, przy zakupie biletów za ich pośrednictwem zapłacić musimy również wspomnianą „transaction fee”. Pamiętać trzeba także, że wyszukiwarki nie mają dostępu do pełnej oferty, bilety nie wszystkich linii lotniczych są w dyspozycji każdej z nich. Poza tym, posługują się różnymi mechanizmami wyszukującymi, co sprawia, że różne mogą być uzyskiwane wyniki.

Innym sposobem na kupienie biletu lotniczego, jest przeglądanie witryn internetowych należących do konkretnych linii lotniczych. Wiąże się to jednak z całkiem sporą pracą, zwłaszcza wtedy, gdy trasa, którą zamierzamy pokonać, nie jest prostym przelotem jak np. z Krakowa do Londynu. Chociaż nawet i w takim przypadku, trzeba przejrzeć oferty kilku linii. Zaletą takiego rozwiązania jest uniknięcie „opłaty transakcyjnej” zazwyczaj niewymaganej przez linie lotnicze, zwłaszcza nienależące do kategorii niskobudżetowych, w których zdarzają się opłaty za np. płatność kartą kredytową.

Meta-wyszukiwarki

Wybór właściwego sprzedawcy możemy sobie ułatwić korzystając z innej kategorii stron internetowych, którymi są porównywarki cen. Niemal każdy, kto w miarę często podróżuje samolotami i kupuje samodzielnie bilety, korzysta ze stron internetowych, porównujących ich ceny. Najbardziej popularne na świecie są witryny o nazwach Scyscanner i Kayak, nazywane też meta-wyszukiwarkami. Działają one w prosty sposób: po wprowadzeniu szczegółów dotyczących planowanej podróży, przeszukują inne strony internetowe – głównie należące do linii lotniczych, biur podróży, a także konkurencyjnych wyszukiwarek – po czym wyświetlają, w formie zagregowanej, wyniki, ułatwiając w ten sposób wybór właściwego połączenia i zrobienie rezerwacji, poprzez połączenie się z właściwą stroną internetową dostawcy (np. linii lotniczej). Meta-wyszukiwarki nie zajmują się bezpośrednią sprzedażą biletów, a jedynie przekierowują klientów do odpowiednich witryn.

System, z punktu widzenia użytkownika, jest bardzo prosty, nie wymaga głębokiej wiedzy z zakresu informatyki, czy systemów rezerwacyjnych, pozwalając na łatwe i szybkie wynajdowanie najlepszych ofert. Ale meta-wyszukiwarki nie są doskonałe. Ich siła i skuteczność zależą od tego jakimi danymi dysponują, a jak okazuje się, nie wszystkie mogą korzystać z pełnej oferty linii lotniczych. Bez rozkładów lotów i taryf takich przewoźników jak Ryanair czy Southwest (główna, niskobudżetowa linia łącząca miasta w Stanach Zjednoczonych), meta-wyszukiwarki nie mogą prezentować najlepszych propozycji.

Ryanair i Google

Niespodziewanie, na początku roku, po dziesięciu latach izolacji, Ryanair wyraził zgodę na udostępnianie swoich danych meta-wyszukiwarkom. Ale ku zmartwieniu obydwu liderów – Skyscannera i Kayaka – jak dotąd, jedynym odbiorcą tych danych została firma Google.

Google po kupieniu w 2010 roku firmy ITA, zajmującej się tworzeniem oprogramowania dotyczącego przelotów, w 2011 uruchomiła w Stanach Zjednoczonych platformę internetową „Google Flight Search”, a w następnym roku rozszerzyła jej obecność na Europę.

Google Flight Search jest witryną ważną z co najmniej dwóch powodów. Po pierwsze, jest zbudowana w sposób bardzo wygodny dla użytkowników – jeszcze bardziej niż witryny konkurencyjne. Na stronie prezentowana jest mapa świata z nazwami miast, przy których widnieją aktualne, najniższe ceny. Będąc częścią składową google.com, z łatwością rozpoznaje miejsce, w którym przebywa użytkownik, automatycznie prezentując oferty z wylotem z najbliższego portu, podając ceny w złotówkach.  Po drugie, google jest dla zdecydowanej większości internautów, pierwszą odwiedzaną codziennie stroną, co niezwykle ułatwia korzystanie z Google Flight Search. W przypadku innych wyszukiwarek, koniecznym jest przeniesienie się na ich strony, w „googlach” jest się już na miejscu.

Przekonanie Ryanaira do współpracy może bardziej wzmocnić pozycję Google na tym rynku (na razie nie jest ona duża) i było sporym sukcesem tej firmy. Właściwie nie wiadomo jak to się stało i dlaczego Ryanair w ogóle się zgodził. Ryanair, obsługujący niemal wszystkie europejskie kierunki, mógł pozwolić sobie na pozostanie wyłącznie na własnej stronie internetowej, na której i tak zazwyczaj ceny były niższe niż gdziekolwiek indziej. Nie było i nie ma potrzeby, żeby miał płacić Google’om za reklamę. Jego ceny są wystarczającym magnesem reklamowym. Michael O’Leary, szef Ryanair’a, w pierwszym, po podpisaniu porozumienia, wywiadzie, powiedział irlandzkiemu „Independent”: „Uderzy to w podstawy takich porównywarek jak Skyscanner”. Jeżeli europejski lider, jakim jest Skyscanner, rzeczywiście pozostanie bez dostępu do danych  Ryanaira, ocena O’Learyego będzie prawdziwa. Gdyby niedługo Southwest podpisał podobne porozumienie z Google, gorąco zrobiłoby się także  amerykańskiemu liderowi wśród meta-wyszukiwarek - Kayakowi. Dla wielu czołowych firm zajmujących się prowadzeniem internetowych porównywarek lotniczych, zagrożenie stało się jasne, już w chwili nabycia ITA przez Google, a zatem w 2010 roku. Grupa internetowych biur podróży, do której weszły Expedia, TripAdvisor, Hotwire, zawiązała porozumienie, tworząc witrynę FairSearch.org, którego celem jest obrona sieci internetowej przed dominacją Google i zachęcanie wszystkich czujących się pokrzywdzonymi, do wchodzenia na drogę sądową przeciwko Google.

Z punktu widzenia Google, korzyści płynące z zawartej umowy, są oczywiste. Ale pozostaje pytanie, co powodowało Ryanairem, że zmienił swoje stanowisko? Przewoźnik ten, podobnie jaki i wszystkie „tanie linie”, od zawsze faworyzował sprzedaż bezpośrednią, na własnych stronach internetowych, uznając ją za jedyną dostępną formę rezerwacji. Ideą przyświecającą Ryanairowi, zmuszającemu klientów do zakupów na stronie ryanair.com, jest zwiększenie w ten sposób własnych dochodów. Wykorzystując swoją stronę, sprzedawca ma więcej możliwości zaoferowania zakupu dodatkowych składników, takich jak przewóz bagażu, posiłki na pokładzie, czy większa przestrzeń między rzędami foteli. Michael O’Leary powiedział w zeszłym roku, że strona internetowa Ryanaira celowo zbudowana została w taki sposób, że założenie rezerwacji poprzedza konieczność „przeskoczenia około sześciu przeszkód”, bo tylko w taki sposób osiągnąć można maksymalizację sprzedaży usług dodatkowych. A „sprzedaż usług dodatkowych jest kluczem do tworzenia coraz tańszej oferty”.  Tradycyjne linie lotnicze, których ceny biletów obejmują pełen serwis, nie mają powodów, żeby unikać mega-wyszukiwarek, bo w ich wyższych taryfach wliczone są wszystkie usługi.

Ale zmiany nastąpiły w październiku zeszłego roku, kiedy Michael O’Leary złożył obietnicę, że jego firma będzie od teraz bardziej przyjazna klientom. Zauważył, że jego konkurent easyJet, osiągnął duże sukcesy w pozyskiwaniu klientów biznesowych, którzy oczekują wyższego poziomu obsługi i często dokonują rezerwacji nie bezpośrednio, tylko poprzez obsługujące je w tym zakresie firmy. Stąd wzięła się idea przemyślenia dotychczasowej polityki Ryanaira i zmiany modelu działania, czemu towarzyszyć miał istotny „face-lifting” marki. Chociaż większość tych zapowiedzi obserwatorzy przyjęli ze sceptycyzmem, to jednak Ryanair podjął konkretne kroki: obniżył karne dopłaty, rozszerzył kanały obsługi klientów, poprawiając swą stronę www i podejmując rozmowy z firmami trzecimi.

Dobre perspektywy dla klientów

Pozostaje istotne pytanie, jak zachowają się inni przewoźnicy budżetowi? Rzecznik Google’a potwierdził, ze trwają rozmowy z różnymi liniami. EasyJet i WizzAir przekazują już do Google Flight Search swoje rozkłady lotów, ale bez cen. Jeżeli platforma zyskiwała będzie na popularności, to z pewnością wejdą do niej na pełną skalę. Porozumienie pomiędzy Google, a Ryanairem nie musi być podzwonnym dla Skyscannera i Kayaka, oznacza jednak, że na rynku tym robi się coraz ciekawiej.

Nie ma jednak wątpliwości, że im bardziej kompleksowy będzie rynek meta-wyszukiwarek, tym wygodniej będzie klientom. Na razie, wprawdzie, trzeba wejść do kilku z nich (co najmniej dwóch), żeby uzyskać prawie pewność wyboru najlepszej oferty, ale jednak jest to sposób o wiele prostszy od przeglądania kolejnych stron poszczególnych przewoźników, czy „wyszukiwarek-agentów” zajmujących się sprzedażą biletów. Meta-wyszukiwarki sprzedaży nie prowadzą, ale wskazują strony, na których można założyć optymalną rezerwację, czyli doradzają, a zatem robią to samo co profesjonalny kasjer lotniczy w biurze agencyjnym :).  Po odwiedzeniu Skyscannera czy Google Flight Search, i tak w końcu trafiamy na strony LOT-u, Lufthansy, czy esky.pl, ale kupując tam bilety mamy pewność (prawie…), że wybraliśmy rozwiązanie dla nas najlepsze.

 

 

 

 

 

Jacek Morczyk
na podst.: CNN

29 maja 2014

 

Powrót do STRONY GŁÓWNEJ

 



Nie ma komentarza.


Wpisz swoje imię lub nick



- format: http://nazwastrony.pl









WakacjeAutokarem.pl 30-05-2014 13:19
Pewiem dośc znaczny procent sprzedaży biletów lotniczych na zawsze zostanie w biurach podróży. Ludziom zwyczajnie się nie chce grzebać w internecie - wolą zaplacić. Inna sprawa to też kwestia odpowiedzialności: jeśli ktoś na codzień nie robi transakcji internetowych, to raczej się boi, że coś sknoci i będzie problem z naprawieniem pomyłki. W biurze ktoś inny, doświadczony przemuje odpowiedzialnośc i jest po sprawie. A te kilkadziesiąt złotych za wystawienie biletu? Cóż, żeby podrózować trzeba mieć pieniądze!

LAST MINUTE
 1 162 zł
ALL INCLUSIVE
 1 203 zł
WIOSNA
 1 014 zł
LATO 2017
 970 zł
EGZOTYCZNE
 1 990 zł
AUTOKAROWE
 159 zł
Hotele na świecie
Przeloty po świecie
REKLAMA-pas