Wakacyjny Czas
Dziś poniedzialek, 23 października.   Imieniny obchodzą: Jan, Marlena, Roman      
Nie bogactwa czynią człowieka szczęśliwym, ale ich dobre użycie
Miquel de Cervantes
Booking.com
Lato się skończyło
za rok znowu wakacje

Koniec lata

Wakacje dobiegły końca i chociaż sezon letni w biurach podróży trwa aż do ostatnich dni października, to już teraz można pokusić się o pierwszą ocenę minionego lata. Biura podróży prowadzące działalność przez cały rok, w sposób umowny dzielą go na dwie części – zimową zaczynającą się w listopadzie i letnią – na początku maja. Wiąże się to z podpisywanymi umowami z przewoźnikami i dysponentami obiektów hotelowych.     Jednak nie ma wątpliwości, że lato jest definitywnie za nami.

Koniec lataOd początku roku słyszeliśmy pełne optymizmu, a czasami nawet entuzjazmu, wypowiedzi i prognozy przewidujące wspaniały, dla turystyki, rok 2014. Chociaż do jego zakończenia pozostało jeszcze trochę czasu, to jednak na jego ocenę absolutnie decydujący wpływ będą miały rezultaty osiągnięte w trakcie trzeciego kwartału. Przedstawiciele biur podróży już wczesną wiosną obwieszczali sukcesy. Pisaliśmy o tym m.in. w artykule „Radość prezesów! Wszyscy wychwalają siebie.”, opublikowanym w lutym. W ciągu kolejnych miesięcy napływały informacje o rekordowych sprzedażach, wzrostach sięgających kilkudziesięciu procent, a czasami nawet przekraczających sto!

W takim kontekście, sporym zaskoczeniem dla wielu musiały być marne wyniki sprzedaży imprez w okresie długiego weekendu majowego, zawsze cieszących się dużym zainteresowaniem polskich turystów. Niepowodzenie to jednak nie zmąciło oficjalnego optymizmu szefów firm turystycznych. Zaczęli wprawdzie przyznawać, że czerwiec był słabszy niż się tego spodziewano, ale od lipca boom jest zapewniony.

Zadowolenie z sezonu letniego

W lipcu i sierpniu oferty turystyczne były dostępne - w zasadzie - bez żadnych ograniczeń. Co tydzień pojawiały się zachęty w postaci nowych „last minutes”. Ich ceny nie były dramatycznie (z punktu widzenia organizatorów) niskie, ale liczba ofert wskazywała na spore trudności ze sprzedażą. Trudno było oczekiwać w sierpniu cen typu 1300 zł za pobyt w pięciogwiazdkowym hotelu z „all inclusive”. Za tego typu wyjazdy zapłacić trzeba było, oczywiście, więcej. Ale gdyby biura zmuszone zostały do tak drastycznych obniżek w sierpniu, mielibyśmy dzisiaj komunikaty o bankructwach. W końcu sierpień jest jednym z nielicznych okresów w roku, w którym firmy turystyczne mogą liczyć na prawdziwy zarobek. Zbyt duża liczba ofert, w stosunku do popytu, ograniczyła jednak te zarobki.

Dzisiaj wypowiedzi przedstawicieli firm turystycznych, zamieszczane w mediach, pełne są sprzeczności. Nadal dominuje ton tryumfu. Internetowe wydanie Rzeczpospolitej w tytule artykułu informuje o wzroście zysku Rainbow Tours aż o 55%. Z jego treści wynika, że chodzi o pierwsze półrocze, czyli okres nie obejmujący kluczowych miesięcy – lipca i sierpnia. Sam artykuł ma charakter krótkiego komunikatu przygotowanego przez firmę i wysłanego do portalu. Chociaż, przyznać trzeba, że zysk 9 mln zł, przed wynikami z głównego sezonu, wygląda imponująco, nawet uwzględniając fakt, że chodzi o zysk brutto, a faktyczny dochód będzie zapewne, znacznie niższy.

Z innych artykułów możemy, na przykład, dowiedzieć się, że wyjazdy do Bułgarii staniały o 20%. W podtytule, Rzepa informuje, że dzięki takim obniżkom, „towar na półkach biur podróży sprzedaje się ciągle świetnie”, nie zauważając sprzeczności. Przecież, gdyby naprawdę było tak znakomicie, to nie byłoby obniżek. Pamiętajmy, że marża z imprez turystyki wyjazdowej jest rzędu 10-ciu procent i to w najwyższym sezonie, przy dobrej koniunkturze. Nigdy nie sięga poziomu tak wysokiego jak 20%. Jeśli ceny obniżane są w takim stopniu, to o zarobkach organizatorów nie można w ogóle mówić, a zatem nie sposób zgodzić się z tezą o „świetnej” sprzedaży „towaru”.

Wypowiedzi szefów głównych firm turystycznych nie pozostawiają wątpliwości, że rok 2014 przebiega dla nich niezwykle pomyślnie. Najbardziej zachwyceni swą sytuacją są prezesi: Rainbow Tours – wzrost sprzedaży imprez letnich o 34%, Grecos Holiday – na koniec roku o 25% klientów więcej, Itaki – również o 25% (co przy jej skali jest bardzo dużym – jak na polskie warunki – przyrostem), a także TUI – wzrost o 20%.

Prezes tej ostatniej firmy, Marek Andryszak, nie chce podawać szczegółowych danych, oświadczając, że uniemożliwia mu to obecność grupy, do której należy spółka, na giełdzie w Londynie. Wyjątkowość spółki TUI Polska na naszym rynku polega na tym, że jako jedyna, tak otwarcie realizuje politykę usamodzielnienia się od zewnętrznych podmiotów prowadzących sprzedaż (wielu innych też to próbuje robić, ale mniej ostentacyjnie). Prezes wśród swoich sukcesów wymienia również 15-to procentowy wzrost udziału sprzedaży bezpośredniej (poza siecią agencyjną), w sprzedaży ogółem, powodujący, że aż 70% transakcji realizowanych jest bez pośrednictwa biur agencyjnych, co pozwala na oszczędność 7% wartości imprez (tyle wynosi koszt prowizji agencyjnej w TUI Polska). Wyrażanie zadowolenia z tego powodu trochę dziwi, bo przecież takie wzrosty uzyskać jest bardzo łatwo – wystarczy zerwać umowy z agentami – o wiele ciekawsze jest w jaki sposób przekłada się to na wzrost dochodów firmy.

Za wiele ofert

Zachwytom prezesów nad osiągnięciami zarządzanych przez siebie firm towarzyszy konstatacja o zbyt dużej całkowitej podaży, o przygotowaniu nadmiernej liczby wycieczek, które teraz z trudem trzeba sprzedawać. Jest to nowość. Jeszcze do niedawna mało kto o tym wspominał. Obowiązywała jedyna wykładnia – jest świetnie, a będzie jeszcze lepiej. Teraz nie ukrywa się, że rozdmuchane programy będą przyczyną mniejszych dochodów. Wprawdzie strat też nie powinno być, ale zyski osiągną znacznie niższy poziom od oczekiwanego. Co ciekawe, szefowie firm widzą błędy jedynie u swoich kolegów. Dla przykładu, wspomniany Marek Andryszak, uznał, że „oni” (czyli inni prezesi) niewłaściwie zinterpretowali sygnały gospodarcze z początku roku i przesadzili z ofertą. Jest to o tyle interesujące, że – sądząc po liczbie ofert w systemach rezerwacyjnych – to właśnie TUI Polska należy do czołówki organizatorów, którzy zbudowali olbrzymie programy, z mnóstwem hoteli w wielu krajach. Wycieczki TUI Polska dostępne były niemal nieprzerwanie, w dowolnym terminie i w dowolnym kierunku. Również  wśród „last minutowców” biuro to zajmowało niepoślednią pozycję.

Poszukiwanie „winnych” wśród swoich kolegów jest zjawiskiem korzystnym dla klientów. Byłoby czymś groźnym, gdyby szefom firm turystycznych udało się jakoś porozumieć. W ich oczywistym interesie, jest zmniejszenie podaży i sprzedaż imprez po wyższych cenach, co pozwalałoby na znaczące powiększenie zysków przy minimalizacji ryzyka. Wiadomo, że taki model jest ideałem w każdej branży, wszyscy producenci chcieliby doprowadzić do zmniejszenia podaży i podwyżki cen. Ale zazwyczaj nie jest to możliwe, z powodu szerokiej konkurencji. W przypadku turystyki wyjazdowej, sytuacja wygląda inaczej. Realizowana konsekwentnie od kilku lat polityka władz, polegająca na zawężaniu dostępu nowych podmiotów do tej działalności, sprawia, że poważnych, liczących się touroperatorów jest zaledwie kilku i właściwie nie ma dla nich żadnych zagrożeń, w postaci pojawienia się kogoś nowego. Przed ewentualnymi chętnymi postawiono takie bariery finansowe (oczywiście, w trosce o dobro klientów…), że wejście na rynek małego podmiotu, praktycznie nie jest możliwe. Pojawić mógłby się jedynie jakiś gigant z zagranicy, ale płytkość naszego rynku, jak na razie, skutecznie odstrasza potencjalnych kandydatów.

Organizatorzy, w stworzonej sytuacji, teoretycznie mogliby zmówić się i ograniczyć podaż. Na szczęście jednak, rywalizacja i wzajemne relacje, właściwie wykluczają pojawienie się tego typu - skądinąd nielegalnych - zjawisk. W kolejnym roku, szefowie firm turystycznych oczekiwać będą, że wszyscy inni programy nieco zredukują, dzięki czemu łatwiej będzie o sprzedaż, sami jednak próbować będą wykorzystać sprzyjającą sytuację i własną ofertę nieco zwiększą. Nastąpi powtórka z roku bieżącego. I jest to wariant optymistyczny.

Pamiętać, bowiem, trzeba, że w tym roku warunki dla organizatorów turystycznych były nadzwyczaj sprzyjające. Nie było żadnych większych zamachów w rejonach wypoczynkowych, trzęsień ziemi, ani innych kataklizmów. Najważniejsze jednak było to, że kurs złotówki, po raz pierwszy od lat, utrzymywał się na stałym poziomie, a jego wahania były nieznaczne. Dla touroperatorów ma to znaczenie kluczowe. W głównej mierze, to dzięki kursowi właśnie, uda im się w tym roku osiągnąć dochody.

Nie wiadomo jak to będzie wyglądało w przyszłości. Jeśli nastąpiłby znaczący spadek wartości naszej waluty lub występowałyby silne i częste wahania, to rok 2014 wspominany byłby jako niezwykły okres prosperity.

Czy będzie lepiej?

Rok 2014, chociaż jeszcze nieskończony, z punktu widzenia organizatorów wyjazdów turystycznych, powoli dobiega końca. Muszą jeszcze jakoś przetrwać do Świąt, próbując ograniczyć nieuchronne jesienią straty (jedynie listopad daje jeszcze jakąś szansę), po czym zaczną znowu nas przekonywać, że nie ma to jak wczesna rezerwacja – „zamów lipcową wycieczkę w listopadzie, a zapłacisz mniej”. Jak z tym jest naprawdę, wielu boleśnie przekonało się w tym roku.

Zadowolenie biur podróży z obecnej sytuacji jest uzasadnione. Szczególnie po latach 2009-2012, w których ponosiły ciężkie straty, drugi kolejny rok z zyskami jest dobrym powodem do radości, mimo, że zyski nie będą tak duże jak by tego oczekiwano. Oświadczenia o wieloprocentowych wzrostach, zwłaszcza te, mające charakter prognoz, musimy przyjmować z dystansem. Rzeczywistość, niestety, nie jest aż tak różowa. Rynek turystyki wyjazdowej w Polsce jest bardzo płytki. Na co najmniej tygodniowe wakacje zagranicą wyjeżdża z biurami podróży zaledwie około 4% polskiego społeczeństwa. Dopóki nie nastąpi prawdziwy wzrost gospodarczy i sytuacja ekonomiczna Polaków nie ulegnie znaczącej poprawie, dopóty firmy turystyczne liczyć będą mogły jedynie na przejmowanie klientów od konkurencji. Itaka – nasz potentat, absolutny lider – ciesząca się z ogromnego wzrostu prognozowanej liczby obsłużonych w tym roku klientów, mówi o 100 tys osób. A jest to nieco ponad 2 promile naszej populacji…

Na razie nie wiemy ile osób skorzystało z lotniczych ofert turystycznych naszych biur podróży. Na dane z Urzędu Lotnictwa Cywilnego, musimy jeszcze trochę poczekać. Według dostępnego teraz raportu, obejmującego jedynie pierwszy kwartał, w roku 2014 nastąpił wzrost liczby pasażerów czarterowych linii lotniczych – o 7%.

 

 

 

 

 

 

8 września 2014

 

Powrót do STRONY GŁÓWNEJ

 



Nie ma komentarza.


Wpisz swoje imię lub nick