Wakacyjny Czas
Dziś środa, 23 sierpnia.   Imieniny obchodzą: Apolinary, Filip, Petra      
Nie bogactwa czynią człowieka szczęśliwym, ale ich dobre użycie
Miquel de Cervantes
Booking.com
Greckie wakacje
ograniczenia all inclusive

O Grecji znowu głośno

Po głośnych wydarzeniach w Grecji dwa lata temu, demonstracjach ulicznych, informacyjnych doniesieniach o niepokojach i rosnącym niezadowoleniu Greków ze swojego, stojącego na krawędzi bankructwa państwa, nadszedł okres ciszy. Wszystko się uspokoiło. Można było odnieść wrażenie, że albo Grecy zaakceptowali swą sytuację, albo światu znudziło się ciągłe mówienie o Grecji.

Grecja po wyborachByło jednak inaczej. To znaczy, rzeczywiście nie da się utrzymać zainteresowania czytelników gazet, ani tym bardziej, telewidzów, jednym tematem – prędzej czy później przychodzi znużenie, ale Grecy wcale nie pogodzili się z tym co się u  nich stało. Chociaż, w dużym stopniu, byli sami sobie winni, a poziom ich życia znacznie przewyższa to co znamy z będącej „Zieloną Wyspą” Polski, to zastosowana przez unijne agendy kuracja, prowadząca do powiększenia zadłużenia kraju, nie dająca szans – w krótkiej perspektywie - na powrót do poziomu życia znanego Grekom sprzed kryzysu, wzmagała jedynie frustrację i niezadowolenie, co znalazło swój upust w wyborach parlamentarnych. W ich wyniku do władzy doszła lewicowa, silnie prorosyjska, partia Syriza.

Grecja to, poza wszystkim innym, jeden z najważniejszych kierunków wyjazdowych w turystyce zagranicznej. W Polsce jest to numer jeden. W zeszłym roku, według danych z Urzędu Lotnictwa Cywilnego, do Grecji w okresie pierwszych trzech kwartałów, samymi tylko samolotami czarterowymi (a z tych głównie korzystają turyści) poleciało ponad 420 tysięcy osób. Turcja, która w tej klasyfikacji zajęła drugie miejsce, pochwalić się może o 100 tysięcy gorszym wynikiem. Zmiany polityczne w Grecji, mające silne przełożenie na sytuację gospodarczą w tym kraju, mogą istotnie wpłynąć na efektywność branży turystycznej, odgrywającej dużą rolę w budżecie Grecji.

Część z obietnic składanych przez Syrizę w okresie kampanii wyborczej, wprost dotyczyła turystyki, a wśród nich znalazła się zapowiedź zmniejszenia ofert typu „all inclusive”… Jednak nieporównywalnie bardziej istotne – nie tylko dla przemysłu turystycznego – jest ogłaszanie planów wystąpienia Grecji ze strefy euro i powrót do drachmy.

Tańsze wakacje

Zmiany w Grecji wzbudziły ponowny wzrost zainteresowania tym krajem na całym świecie, a przynajmniej w Europie. W Wielkiej Brytanii, w której nie ma i nie będzie euro, pojawiły się głosy, że otwiera się szansa na potanienie wyjazdów turystycznych do Grecji. Samo ogłoszenie wyników greckich wyborów spowodowało spadek wartości euro. W przypadku brytyjskiego funta, euro osiągnęło najniższy poziom od siedmiu lat. Zdaniem szefa angielskiego zrzeszenia biur podróży Abta, teraz, w trwającym okresie „wydłużonej niepewności”, może być tylko taniej.

Szczególnie ci wszyscy, którzy do Grecji podróżują samodzielnie, bez pośrednictwa biur podróży, mogą liczyć na niższe ceny. Niestety, z Polski nie jest łatwo w ten sposób wybrać się na wakacje do Grecji, z powodu braku konkurencji wśród przewoźników. W zasadzie, pomijając Ateny, jedynym sposobem na dotarcie do tego kraju, jest skorzystanie z przelotów czarterowych, których niemal wyłącznymi dysponentami są biura podróży. Tymczasem biura związane są podpisanymi umowami i trudno spodziewać się obniżek cen, zwłaszcza już teraz. Może to jednak ulec zmianie później, zależnie od tego w jakim kierunku postępować będą zmiany.  O ile jednak mieszkańcy krajów w rodzaju Wielkiej Brytanii, czy Szwecji liczyć mogą na coraz niższe ceny w miarę upływu czasu, to nasza sytuacja nie jest tak prosta. Euro wprawdzie traci na wartości, ale niestety słabo to widać w przypadku polskiej złotówki. Trudno poważnie zakładać, że deprecjacja euro wobec innych walut europejskich (nie tylko amerykańskiego dolara) poprawi notowania naszej waluty. Chociaż wykluczyć też tego nie można. Słowem, przyszłość z naszego punktu widzenia nie jest tak klarowna jak np. Brytyjczyków i Skandynawów, nie mówiąc już o Szwajcarach…

 

Powrót drachmy

Syriza zapowiada wystąpienie ze strefy euro. Ale niemal nikt nie sądzi, żeby miało to nastąpić szybko. Z pewnością będzie to długotrwały proces (jeśli w ogóle się zacznie), wiążący się z licznymi politycznymi przepychankami i zupełnie niemożliwe jest, aby dobiegł końca przed wakacjami.

Grecja po wyborachCo by się stało, gdyby to jednak, jakimś cudem,  nastąpiło? Jakie skutki przyniosłoby dla turystów? Na pewno wyjazdy do Grecji mogłyby być zdecydowanie tańsze. Nowa drachma byłaby walutą o wiele słabszą od obecnego euro. Zwłaszcza indywidualni turyści, czyli ci niekorzystający z biur podróży, płaciliby mniej. Touroperatorzy mają umowy zawarte w euro i na pewno nie uległoby to zmianie. Podobnie jest z innym krajami europejskimi, mającymi własne waluty. Z tymi o słabszych gospodarkach – takimi jak Bułgaria, czy Rumunia, z którymi umowy zawierają ceny nie w lewach czy lejach, tylko w euro. Oczywiście, zasada ta nie dotyczy krajów bogatych – Wielkiej Brytanii, Szwecji, Danii czy Szwajcarii. W przypadku powrotu do drachmy, ceny dla biur podróży zapewne nadal wyrażane byłyby w euro. A już na pewno nie byłoby żadnych zmian w tym roku. Turyści przyjeżdżający indywidualnie, płaciliby drachmami, których kurs musiałby być o wiele bardziej korzystny, również dla Polaków.

Jednak koszty pobytu w Grecji nie byłyby o wiele niższe. Znacząca część produktów, ważnych z punktu widzenia wypoczynku turystów (przede wszystkim paliwo), jest do Grecji importowana i ich ceny nie zmieniłyby się. Istnieje także obawa, że hotelarze niezbyt ochoczo zaakceptowaliby zmniejszenie wpływów w euro. Niewykluczone, że podnieśliby ceny w drachmach tak, aby powetować sobie straty wynikające z kursu. Istnieją pewne doświadczenia z przeszłości, uprawdopodobniające taki scenariusz. Przed laty, gdy w Grecji wprowadzano euro, niemal wszystkie ceny skoczyły w górę w nieproporcjonalnym stopniu. Hotelarze i właściciele restauracji, po prostu skorzystali z okazji, żeby dodatkowo sobie zarobić. Dlaczego w przypadku powrotu do drachmy, mieliby postąpić inaczej?

Wybierający się do dużych miast greckich, takich jak Ateny lub Saloniki, w tym roku nie powinni obawiać się żadnych niepokojów społecznych. Nie będzie manifestacji ani rozruchów. Społeczeństwo jest – na razie – zadowolone z odsunięcia starego „reżimu” i zaczyna się czas „miodowych miesięcy” dla nowego rządu. I chociaż nie wiadomo czy wszystko nie skończy się na wprowadzaniu nowoczesnych uregulowań prawnych w sferze obyczajowej - jak uczyniono to niegdyś w Hiszpanii - i nawiązaniu silnych związków z Rosją (już w pierwszych dniach nowy rząd nie tylko sprzeciwił się wzmacnianiu sankcji wobec Rosji, ale byłby zadowolony, gdyby w ogóle je zniesiono), to nastroje większości Greków są w fazie entuzjazmu. Jak długo to potrwa? Zobaczymy. W tym roku jednak, lato dla turystów w Atenach zapowiada się całkiem spokojnie.

Koniec z „all inclusive”?

W trakcie kampanii wyborczej Syriza nie tylko zapowiadała ograniczenie ofert „all inclusive”, ale także nacjonalizację przewozów promowych (bardzo ważnych w kraju liczącym około 1400-tu wysp) i przywrócenie narodowej linii lotniczej. Analitycy nie spodziewają się jednak, aby zmiany miały być wprowadzone szybko, chociaż ich zapowiedź wzbudza zainteresowanie. Transport promowy w Grecji rzeczywiście wymaga poprawy i jeśli by nastąpiła, to z niewątpliwą korzyścią dla turystów.

Jeśli chodzi o pomysł z nałożeniem limitów na oferty „all inclusive”, to sprawa nie jest taka prosta. Liczne hotele oferujące „wszystko w cenie” stały się zmorą dla właścicieli tawern, barów i małych restauracji. Przypomina to, w innej skali, obrazki z naszego kraju, gdzie wielkie sieci handlowe przetrzebiły grupę małych sklepów prywatnych. Jednak biurokratyczny zakaz oferowania „all inclusive” (jego wprowadzenie łatwo sobie wyobrazić, zważywszy na charakter rządzącego ugrupowania) może przynieść marne skutki dla greckiej branży turystycznej. Wśród klientów biur podróży jest wielu zadeklarowanych wielbicieli „all inclusive”, którzy nie mogąc znaleźć odpowiedniej dla siebie oferty w Grecji, po prostu, pojadą gdzieś indziej, np. do Turcji lub Egiptu, w których to krajach „all inclusive” jest prawdziwym królem.

Będzie dobrze

Przedstawiciele Stowarzyszenia Greckich Przedsiębiorców Turystycznych są pełni optymizmu. W żadnym wypadku nie spodziewają się osłabienia strumienia napływających do Grecji turystów, który zwłaszcza w ostatnim roku, bardzo się wzmógł. Przeciwnie, w swoim oświadczeniu stwierdzili, że „jesteśmy absolutnie przekonani, że dzięki podniesieniu jakości naszych produktów i usług i ich konkurencyjności, wspieranym przez dewaluację euro i spadek cen paliw, w tym roku zrealizujemy założone przez siebie cele, a może nawet będzie jeszcze lepiej niż zakładamy”.

Co najmniej do tegorocznych wakacji, Grecja niemal na pewno pozostanie w strefie euro, oferty „all inclusive” nie znikną tak szybko, a ceny utrzymają się na dość wysokim – dla nas – poziomie. Jeśli w ogóle nastąpią poważniejsze zmiany w greckiej branży turystycznej, to ich skutki dostrzegalne będą, najwcześniej, w przyszłym roku. W roku obecnym, o wysokości cen zadecyduje, jak zwykle, popyt. A nic nie wskazuje na to, aby miał zmaleć. Dla społeczeństw europejskich, przejęcie władzy przez ugrupowanie lewicowe, nawet gdyby miało okazać się skrajnym, w żadnym wypadku nie jest czynnikiem odstraszającym (co innego, gdyby zwyciężyli prawicowcy…). Uzasadnione i słuszne wydaje się przekonanie Stowarzyszenia Greckich Przedsiębiorców Turystycznych, o czekającym ten kraj dobrym roku w turystyce. Z czego należy się cieszyć i zapomnieć o nadziejach na obniżki cen (kurs walutowy nam chyba też nie pomoże)…

 

 

 

 

 

Na podst.: The Telegraph

2 lutego 2015

 

Powrót do STRONY GŁÓWNEJ

 



Nie ma komentarza.


Wpisz swoje imię lub nick



- format: http://nazwastrony.pl