Wakacyjny Czas
Dziś środa, 23 sierpnia.   Imieniny obchodzą: Apolinary, Filip, Petra      
Nie bogactwa czynią człowieka szczęśliwym, ale ich dobre użycie
Miquel de Cervantes
Booking.com
Zamach w Tunezji
bezpieczny kraj?

Tym razem na plaży

Kolejny zamach przeprowadzony w Tunezji w krótkim odstępie czasu po poprzednim wywarł silne wrażenie na wszystkich, a zwłaszcza na turystach planujących wyjazd do tego kraju w czasie akurat rozpoczynających się wakacji. Świat szybko przyzwyczaja się do dramatów, kolejne tragedie, intensywnie relacjonowane przez media, po kilku dniach przestają wzbudzać zainteresowanie, znikają z czołówek gazet i dzienników telewizyjnych. Zamach w egipskiej Tabie, mimo że doszło do niego zaledwie trochę ponad rok temu, zatarł się w zbiorowej pamięci niemal całkowicie. O spowszednieniu dramatycznych sytuacji, pisaliśmy już w związku z poprzednimi – marcowymi - wydarzeniami w Tunezji („Tunezja po zamachu. Co w przyszłości?”). Postawiliśmy wtedy tezę, że o tym co stało się w muzeum Bardo wkrótce zapomnimy, a na kolorowe wybrzeże Tunezji znów zaczną napływać tłumy turystów. Pod warunkiem, że nic złego się nie wydarzy. Ale wydarzyło się. I co ważne, do tragedii doszło w malowniczej scenerii, co jeszcze bardziej podkreśla całą grozę sytuacji.

Zamach w TunezjiTo co odróżnia ostatnie wydarzenia w Tunezji od innych zamachów, to miejsce. Wcześniej - w zasadzie - terroryści nie docierali do plaż, nie strzelali do turystów leżących na leżakach. Zdarzały się wprawdzie przypadki porwań małych grup gości hotelowych, ale w odległych krajach azjatyckich, w rejonach znanych z aktywności grup terrorystycznych. W krajach cieszących się bardzo dużą popularnością wśród Europejczyków, w tym także Polaków, najczęściej atakowano ludzi skupionych w jakimś jednym, ważnym lub atrakcyjnym miejscu – w muzeum, na bazarze, podkładano także bomby przed hotelami. Taka działalność terrorystów dawała szanse na zachowanie spokoju i nadziei, że przy ostrożnym postępowaniu można uniknąć zagrożeń. Wystarczy omijać miejsca potencjalnie niebezpieczne, np. nie jechać na wycieczkę do Kairu w Egipcie, nie chodzić do najbardziej popularnych lokali rozrywkowych, a wtedy nic się nie stanie. Dżihadyści w Tunezji pokazali, że taka strategia bezpieczeństwa nie zapewnia. Teraz, leżąc na leżaku pod parasolem, w pobliżu miło szumiącego niebieskiego morza, zza przeciwsłonecznych okularów lepiej rozglądać się wokół starannie, ale nie tylko po to, aby podziwiać piękno okolicy, ale także wypatrując podejrzanych osobników. Brzmi to trochę jak wynurzenia paranoika, ale nie wierzę, że wszyscy plażowicze teraz beztrosko poddają się  drzemce lub pogrążają się bez pamięci w treści czytanej książki.

W Tunezji, w tych dniach, plażowiczów jest mniej. Biura podróży zabrały dużą część z nich do domu. Ale nie wszystkich. Na lotnisku w Enfidha, położonym w środku drogi, pomiędzy dwoma kurortami – Hammametem i Sousse, nadal lądują samoloty czarterowe z różnych krajów, w tym także z Polski, i to wcale nie tylko po to aby zabrać ewakuowanych. Samolotami tymi przybywają następne grupy turystów (jak dużo ich jest, to już inna sprawa).

Reakcja biur podróży

Niemal natychmiast po wydarzeniach na plaży w Tunezji część touroperatorów działających w Polsce opublikowała komunikaty, informując o przerwaniu swych tunezyjskich operacji. Spośród dużych biur podróży, Itaka, Neckermann i TUI Polska zrezygnowały z organizacji imprez w Tunezji „do odwołania”. Rainbow Tours całkowicie wyłączył ten kierunek ze swego programu letniego. Mający tunezyjskiego właściciela Sun & Fun zapowiedział przerwę około miesięczną, co oznaczać może zamiar wznowienia wycieczek od 23 lipca. Tylko klienci, którzy zakupili miejsca w imprezach rozpoczynających się nie później niż 19 lipca mają możliwość bezkosztowej zmiany rezerwacji na inną (zwrot wpłaty raczej w grę nie wchodzi). Również klienci innych biur, którzy nie polecą do Tunezji zamienić mogą wycieczkę na inną. Jedynie Neckermann jednoznacznie poinformował o możliwości odbioru pełnej wpłaty.

Niezależnie od treści komunikatów, klienci mogą domagać się zwrotu pieniędzy, bowiem touroperatorzy i tak wstrzymali wyloty samolotów i nie mogą wysłać turystów, nawet wtedy gdyby tego chcieli. Zachodzi tu zatem przypadek odwołania imprezy z przyczyny leżącej po stronie organizatora, co wiąże się z koniecznością oddania przez biuro całości wpłaconych pieniędzy.

Są także biura, które nie zdecydowały się w ogóle na jakąkolwiek przerwę. Samoloty z ich klientami latają jakby nigdy nic się nie stało. Już 2 lipca na wypoczynek na pięknym tunezyjskim wybrzeżu udadzą się klienci Exim Tours, Oasis, Prima Holiday i Sunshine Holiday. Ceny wcale nie są takie niskie jak można byłoby się spodziewać. Za najtańszy hotel z „all inclusive”, trzy i półgwiazdkowy „Aqua Life Imperial” zapłacić trzeba 1400 zł.

Exim Tours na czacie...
Chat z Eximem

Wakacje spędzić można także w hotelu Imperial Marhaba, tym samym przed którym rozegrały się wszystkie dramatyczne sceny. W swej ofercie mają go Exim Tours, Oasis, Prima Holiday, a także Sun & Fun tylko, że później, gdy wznowi operację. Cena pobytu w tym pięciogwiazdkowym hotelu, z „all inclusive” dla dwóch osób wynosiła na dwa dni przed wylotem, około 3200 złotych. Konsultantka Exim Tours przeprowadziła ze mną na czacie całkiem standardową rozmowę, sprawdziła dostępność miejsc, zapytała o oczekiwaną formę wyżywienia, po czym bez dalszych problemów potwierdziła możliwość wyjazdu - za nieco ponad tydzień - do Tunezji, gdzie będę mógł rozkoszować się wypoczynkiem na plaży hotelu Imperial Marhaba…

Znowu bezpiecznie?

Najem Gharsalli, tunezyjski minister spraw wewnętrznych zapowiedział, że plaże patrolowane będą przez 1000 uzbrojonych policjantów, którym towarzyszyć będą żołnierze. Na każde życzenie hotelarzy, policjanci pojawią się także wewnątrz budynków. W ten sposób władze zamierzają zapewnić bezpieczeństwo wszystkim turystom, którzy – z różnych powodów – nie opuścili Tunezji, a także tym, którzy zrobili rezerwacje i wkrótce się tam pojawią.

Problem z wyjazdami wcześniej zabukowanymi nie dotyczy tylko Polski. Również klienci niektórych biur podróży z innych europejskich krajów znaleźli się w podobnej sytuacji. Nawet Brytyjczycy, których ostatnia tragedia dotknęła w największym stopniu, muszą podporządkować się regułom narzuconym przez touroperatorów. Wszystko przez to, że brytyjskie Foreign Office uznaje nadal Tunezję za kraj bezpieczny (chociaż nie wyklucza możliwości pojawienia się kolejnych ataków terrorystycznych) i klienci zależą od warunków umów zawartych z biurami podróży. Szczęśliwie, podobnie jak to dzieje się w Polsce, najwięksi organizatorzy przerwali operacje.

Polskie MSZ, inaczej niż brytyjskie, nie uważa Tunezji za kraj bezpieczny i odradza wyjazdów, wśród miejsc zagrożonych wymieniając także kurorty wakacyjne, w tym Sousse. Kłopot w tym, że ostrzegawczy komunikat wisi na stronie MSZ od ponad roku – od 12 maja 2014 – i trudno uniknąć wrażenia, że niekoniecznie musi być aktualny. Tym bardziej, że co najmniej do początku lutego, w tym samym miejscu tkwił komunikat inny, przestrzegający przed możliwymi problemami związanymi ze zbliżającymi się wyborami. Rzecz w tym, ze wybory odbyły się w grudniu, a komunikat pozostawał na swoim miejscu do lutego. Ministerstwo, aby dodatkowo siebie ochronić, na stronie zamieszcza dopisek, w którym odżegnuje się od wszelkiej odpowiedzialności za skutki zamieszczanych komunikatów, mających wyłącznie charakter informacyjny.

Na wakacje do Tunezji?

Niezwykła brutalność przeprowadzonego zamachu, strzelanie do ludzi leżących na plaży, niewielki upływ czasu od poprzedniego ataku, wszystko to sprawia, że los Tunezji jako wakacyjnego kierunku wydaje się w tym sezonie przesądzony. Mimo krótkiej pamięci turystów i oswojenia z dramatami, tym razem sprawa tak szybko nie zniknie. Wydaje się, że biura podróży planujące parutygodniową przerwę w organizowaniu wyjazdów, wykazują nadmierny optymizm. Nawet jeśli nic nowego, równie złego, się już nie wydarzy (a takiej pewności nie ma) to obraz plaży pełnej ofiar jest na tyle sugestywny, że zatrzeć się w krótkim czasie nie może.

Tunezja ma wielu zaprzysięgłych zwolenników, wizytujących ją niemal każdego roku. Trudno się dziwić. Jest atrakcyjna i w dodatku względnie tania. Ale chyba nawet i ich entuzjazm osłabł. Po zamachu w Bardo, grupa celebrytów w Polsce rozpoczęła kampanię pod hasłem „Tunezja. Jadę tam”, której celem było przekonanie Polaków, że Tunezja jest krajem bezpiecznym i nie można dać się zastraszyć terrorystom. Brzmi to przekonywująco i chyba wszyscy z tym (tzn. drugą częścią zdania) się zgadzają. Nie oznacza to wcale, że każdy na własnej skórze chciałby spróbować mierzenia się z terrorystami.  Idea kampanii była dobra, a nawet szlachetna (służyła pomocą Tunezyjczykom, którzy naprawdę są przyjaznymi, otwartymi na świat ludźmi), ale szczęśliwie w zamachu na plaży hotelu Imperial Marhaba nie zginął żaden Polak. Sumienie organizatorów akcji pozostało czyste. Nie dręczą ich myśli, że ktoś posłuchał ich wezwań i pojechał na wakacje do Tunezji… Może dlatego, jeden z inicjatorów kampanii, Robert Makłowicz (52-letni dziennikarz kulinarny i podróżniczy) nadal zachęca do podróży do Tunezji, nie odczuwając żadnych skrupułów, czy choćby moralnego dyskomfortu.

Turystyka przetrwa

Nie jest wykluczone, że wydarzenia na plaży w Tunezji mogą mieć wpływ na całą zagraniczną turystykę wyjazdową. Także w Polsce. Co do samej Tunezji, sprawa wydaje się dość jasna. Tym razem musi upłynąć sporo czasu (i to czasu spokojnego) zanim wszystko powróci do normy. Powstaje jednak pytanie jak zmieni się zainteresowanie wyjazdami do innych krajów arabskich. Czy przejmą one turystów dotychczas wybierających Tunezję? Bardzo wątpliwe. Raczej same ucierpią. Czy, w takim razie, pojawi się kraj do którego większym strumieniem zaczną napływać turyści? Przecież jak ktoś traci, ktoś inny musi zyskiwać. Ale jaki to miałby być kraj? Turcja? A może Grecja? Raczej nie – ostatnio nie ma zbyt dobrej prasy… Prawdopodobnym jest to, że mniej turystów skorzysta w tym roku z wyjazdów zagranicznych. Z Polski wyjeżdżających do Tunezji i tak nie było zbyt wielu (w 2014 roku było 100 tysięcy), dlatego branża może tego mocno nie odczuć. Co innego poszczególne biura podróży. Są wśród nich takie, dla których imprezy tunezyjskie miały duży udział w przychodach. Będą musiały się nieźle nagimnastykować, aby zasypać powstałą dziurę.

Zachęcanie dzisiaj do wyjazdów do Tunezji byłoby przejawem nieodpowiedzialności. I to nie dlatego, ze jest to jedno z najniebezpieczniejszych miejsc na świecie. Bo nie jest. Mimo ostatnich tragedii. Ale po tym wszystkim co tam się wydarzyło, stwierdzenia typu „nic się nie stało” byłyby wysoce niestosowne.

Tunezja jest krajem równie niebezpiecznym lub bezpiecznym jak wiele innych. Zamachy, ataki terrorystyczne lub inne kataklizmy zdarzyć się mogą wszędzie. Tak w Tunezji jak i w Hiszpanii, chociaż prawdopodobieństwo jest inne. Obecnie, nagromadzone siły policyjne są tak duże, że wysłannicy ISIS-u mają znikome szanse na przedarcie się przez ochronę, nawet jeśli ich szefowie chcieliby powtórzyć „udaną” akcję jak najszybciej (na pewno chcą i to bardzo). Dlatego zagrożenia prawie nie ma. Prawie.

Miejmy nadzieję, że ISIS nie jest aż tak potężne, na jakie chciałoby wyglądać i nie jest w stanie rozszerzyć swych akcji na większą skalę. Chociaż, w poniedziałkowym wystąpieniu, premier Wielkiej Brytanii, David Cameron powiedział, że według posiadanych informacji, bojówki tzw. Państwa Islamskiego (ISIS), zajmującego częściowo tereny Syrii i Iraku planują przeprowadzenie „straszliwych ataków terrorystycznych” wymierzonych przede wszystkim w Brytyjczyków, ale w różnych miejscach zachodniego świata.

Wypowiedzi tego typu pogłębiają wrażenie niepewności, co wpływać musi na plany wyjazdowe potencjalnych turystów, a co przekłada się na całą turystykę. Ruch wyjazdowy do krajów arabskich zapewne znowu spadnie. Niejasne jest tylko to na ile obecna atmosfera zaszkodzi w rozwoju podróży turystycznych w inne rejony Europy i świata. Czy ludzie wystraszyli się tylko wyjazdów do Tunezji, czy też nabrali większego dystansu do wyjazdów w ogóle? Niedługo poznamy odpowiedź, wakacje są przecież takie krótkie…

 

 

 

 

Jarosław Mojzych

30.6.2015

Powrót do STRONY GŁÓWNEJ


Nie ma komentarza.


Wpisz swoje imię lub nick



- format: http://nazwastrony.pl