Wakacyjny Czas
Dziś niedziela, 20 sierpnia.   Imieniny obchodzą: Bernard, Krzysztof, Sobiesław Dziś 58.dzień wakacji! Do końca jeszcze 11 dni.      
Nie bogactwa czynią człowieka szczęśliwym, ale ich dobre użycie
Miquel de Cervantes
Booking.com
Nago
w restauracji

Restauracja...

Barry Neild, angielski reporter zajmujący się podróżami i turystyką, zamieścił w CNN reportaż z wizyty w zdecydowanie niestandardowej restauracji – niedawno otwartej w centrum Londynu, w której goście siedzą przy stołach …nago. Oto jego relacja.

Jestem w londyńskiej restauracji, siedząc naprzeciw całkiem obcej osoby. Jest popołudnie, zwykły dzień w środku tygodnia. Jesteśmy całkiem nadzy. Jest dziwacznie, ale OK. Prawie OK.

Restauracja nosi nazwę Bunyadi i mieści się w cichym zakątku centralnego Londynu, co ułatwić ma klientom pozbycie się ubrań na czas przyjemności „naturalnego” spożywania posiłku.

Bunyadi w ostatnich tygodniach pojawiła się w reklamach informujących o jej otwarciu na okres trzech letnich miesięcy. Podobno, na listę oczekujących zdążyło już się zapisać 10 tysięcy osób.

Znalazłem się tam na lanczu prasowym, wśród około 25-ciu innych dziennikarzy zainteresowanych tym jak wygląda ucztowanie nago.

Zatem, jak wygląda?

Z zewnątrz, restauracja niczym szczególnym się nie wyróżnia – prawdopodobnie taki był zamysł. Jest dyskretnie zlokalizowanym lokalem, przerobionym z typowego dla Londynu, ulicznego pubu, w pobliżu najwyższego w mieście drapacza chmur – The Shard.

Drzwi wejściowe prowadzą do małego pomieszczenia z barem, wyglądającego całkiem standardowo, przynajmniej do czasu, gdy z przebieralni nie zaczną się wynurzać goście, ubrani w szlafroki, podobne do tych, które znamy z hoteli.

Gdy stoły zostały przygotowane, a goście zaopatrzeni w napoje ze świeżych owoców, całą grupę poprowadzono do środka, do głównej sali restauracyjnej.

W pierwszej chwili – dekoncentracja. Niemożliwym było powstrzymać się od ukradkowych spojrzeń na, ubraną w stylu topless, idącą z przodu kelnerkę, prowadzącą wzdłuż labiryntu ścianek bambusowych, niemal dokładnie zasłaniających stoły, z siedzącymi przy nich gośćmi. O przyglądaniu się temu co jedzą i jak wyglądają – nie ma mowy.  

Nadszedł czas...

Gdy, w końcu oczy przyzwyczają się do widoku młodej kelnerki lub kelnera, sprawy przybierają normalny (stosunkowo) obrót.

Do czasu, gdy trzeba się rozebrać.

Za nim nadszedł, podjęliśmy rozmowy z obsługą, zaciekawieni co sprawiło, że za miejsce pracy wybrali taką akurat restaurację. „Chciałam być wśród ludzi, którzy myślą podobnie jak ja” – mówi 20-letnia Eloise Knight, studentka, podkreślając, że na zatrudnienie zdecydowała się po starannym rozpoznaniu sytuacji. Eloise, tak jak i jej koleżanki i koledzy, ubrana jest tylko w skąpe szorty, przyozdobione kilkoma sztucznymi liśćmi winorośli. To jest jej strój roboczy… Twierdzi, że czuje się tu bezpieczniej niż w innych restauracjach, a wszystkie próby niestosownego zachowania klientów, kończą się zdecydowaną reakcją ochrony.

W restauracji obowiązuje ścisły zakaz używania aparatów fotograficznych. Nie wolno także wnosić telefonów komórkowych. Częściowo jest to powodowane dążeniem do zapewnienia prywatności klientom, a częściowo wiąże się z charakterem lokalu, który nawiązuje do „naturalności”.

Eloise dodaje: „Tu chodzi o to, żeby czuć się swobodnie z nagością. A miło jest, gdy mogę pomóc w tym innym ludziom. To nie ma nic wspólnego z seksualnością”.

Najwyraźniej to działa.

Ignacio Jimenez Blanco, projektant Bunyadi i menadżer twierdzi, że 80% klientów decyduje się na zdjęcie ubrania w czasie swych próbnych „sesji” (nie mają obowiązku).

Nagi bar

Gdy pracownicy czują się swobodnie, łatwiej jest i klientom. Powodzenie restauracji jest tak duże, że pojawiły się plany uruchomienia nagiego baru, dla tych, którzy komfortowo czują się w stroju Adama i Ewy, siedząc przy kontuarze. Ignacio Jimenez Blanco dodaje: „Myślę, że ludzie potrzebują swobody. Widzę to jak rodzaj terapii. To bardzo wyzwalające. Ludzie tego chcą, a my jedynie odpowiadamy na ich oczekiwania, dostarczając lokal i usługi”.

Bianco zaprojektował pomieszczenie w stylu przypominającym bardziej spa niż restaurację. Przydymione światło, zapach aromatycznych świec i dźwięki łagodnej muzyki. Tak, że wydaje się właściwe, że wszyscy ubrani jesteśmy w szlafroki. Na razie.

Siedzę naprzeciwko innego dziennikarza, mężczyzny, którego nigdy wcześniej nie widziałem, a który jest w tej samej sytuacji co ja. Nerwowo rozważa, czy ma się rozebrać.

Jedzenie – głównie surowe, naturalne i sezonowe, co ma współgrać z charakterem miejsca – podawane jest w glinianych miskach, a sztućce są jadalne.

Smakuje doskonale. Jako starter, angielska zupa jarzynowa, z marynowanym jabłkiem i ogórkiem małosolnym, a na główne danie – łosoś z sałatką z wodorostów.

Pięciodaniowe menu kosztuje około 100 dolarów, nie licząc drinków, ale za to wliczone są: szlafrok i kapcie.

Gdy pojawił się tatar ze steka z jagodami goji i kolendrą, mój towarzysz i ja zgodziliśmy się, że trzeba zamówić argentyńskiego Malbeca i, że nadszedł czas aby zdjąć szlafroki.

Okazało się to zadziwiająco łatwe. Przede wszystkim pojawiła się ulga. W restauracji jest bardzo ciepło i grube, ręcznikowe, szlafroki trochę zaczęły męczyć. Mocno przygaszone światło, bambusowe ścianki i strategicznie zaprojektowane drewniane meble pomogły w utrzymaniu pewnej godności.

Eksperyment socjalny

To co wydawało się być najbardziej okropnym momentem – rozebranie się przed kompletnie obcym człowiekiem – nie było tak trudne. Nie mając możliwości skierowania uwagi na nasze telefony komórkowe, zaczęliśmy zwyczajną rozmowę o pracy, rodzinie i o tym, czy siedzące przy sąsiednim stoliku, dziennikarki z pisma kobiecego także zdjęły ubrania.

Seb Lyall, przedsiębiorca inwestujący w Bunyadi, opisuje to jako „eksperyment socjalny”. Z pewnością jest to nowatorski sposób, w jaki zjeść można doskonały posiłek. Lyall wyraża nadzieję, że przyczynia się do zmniejszenia przedmiotowego traktowania ciała człowieka i, że przynajmniej zainspiruje innych do wyeliminowania, w pewnych sytuacjach, takich „rozpraszaczy” jak telefony komórkowe.

Mieliśmy to w głowach, gdy kolejny raz pojawiła się półnaga kelnerka, ale my skoncentrowaliśmy się na utrzymywaniu wzajemnego kontaktu wzrokowego, rozmawiając o jedzeniu.

Wszystko to razem jest ekscytujące. Na chwilę.

Było to dla mnie całkowicie nowe doświadczenie. Nie należę do osób, które kiedykolwiek rozważały publiczne zdjęcie ubrania. Nagle poczułem się jakbym został dopuszczony do jakiegoś sekretu, wyższego stopnia wtajemniczenia.

W pewnej chwili, mój towarzysz oświadczył, że musi wyjść wcześniej. Zostałem sam, z depresyjnym uczuciem jakie może mieć nagi facet, zajadający deser przy świetle świec.

Czas się ubrać.

Pomysły

Pomysłowość ludzka, slużąca rozkręceniu interesu, jest jednak nieograniczona... W tym przypadku, do całkiem prostego, ale – trzeba przyznać – ogromnie śmiałego pomysłu, dorobiono jeszcze ideologię. Czyste, naturalne, zdrowe jedzenie, powrót do korzeni. Tak jakby naprawdę o to w tym chodziło. Wiadomo, przecież, że istotą jest pikantność całego przedsięwzięcia, a nie realizacja jakiś wzniosłych celów. Zaskakujące jest jednak to, z jak dużym spotkało się ono zainteresowaniem. Przynajmniej tak to wynika z relacji CNN. W restauracji są 42 miejsca dla „odważnych” (jest także część tradycyjna). Każdego dnia są dwie „rotacje” klientów. Oznacza to, że przez trzy miesiące przewinąć może się tam ok. 7500 osób, właściciele restauracji chwalą się, że mają już 10 tysięcy chętnych. Tymczasem, jak łatwo sprawdzić, po wejściu na stronę Bunyadi,z rezerwacją stolika nie ma aż tak dużych problemów.

Ciekawe, czy podobny pomysł zainteresowałby Polaków…

 

 

 

 

 

Źródła: CNN, The Daily Mail

21 czerwca 2016

Powrót do STRONY GŁÓWNEJ


Nie ma komentarza.


Wpisz swoje imię lub nick



- format: http://nazwastrony.pl