Booking.com
Nieznane Ministerstwo Turystyki i jego ludzie

Turystyka polityków nudzi

W połowie lutego, wiceminister sportu i turystyki, Dorota Dulińska, odpowiedzialna za branżę turystyczną, wybrała się na szczyt państw wyszehradzkich do czeskiej Pragi.  I nie byłoby w tym nic niezwykłego, gdyby nie fakt, że zabrała sobie – do towarzystwa – życiowego partnera, Krzysztofa Lenarczyka. Czasy się zmieniły, o czym pani Dorota chyba zapomniała, rządy sprawuje już ktoś inny i cała historia zakończyła się jej dymisją. Nie pomogły ani umiejętności, ani doświadczenie zawodowe (w przeszłości pracowała dla francuskiej firmy Accor, a w Orbisie odpowiadała  za sprzedaż miejsc w hotelach Ibis), ani znajomości.

Ministerstwo Sportu i Turystyki

Najciekawsze w całej sprawie jest to, że nikt tematem się nie zainteresował. Owszem, w gazetach pojawiły się informacje, ale pozostały bez większego echa. Zadziwiające jest to o tyle, że w ostatnich miesiącach, nawet najbardziej błahe zdarzenia psujące wizerunek nowego rządu, ochoczo podchwytywane są przez opozycję i sprzyjające jej media. Tym razem, w zasadzie, cisza. Nie grzmiał ani Ryszard Petru ze swym zespołem dziewcząt, ani Grzegorz Schetyna. Nic się nie stało.

Podkreślmy jedno: cała sprawa z Dorotą Dulińską nie jest żadną aferą, zwłaszcza gdy porównać ją z tym co, nierzadko wyprawia się (a przynajmniej, wyprawiało) w wielu instytucjach państwowych: spółkach należących do Skarbu Państwa, agencjach i organizacjach rządowych i aparacie państwowo – samorządowym. To co zdarzyło się ostatnio w MSiT jest, w sumie, błahostką, w dodatku rozwiązaną szybko i wzorcowo. Nie chodzi tu o jakieś szczególne piętnowanie Doroty Dulińskiej, tym bardziej, że sprawa do końca nie jest jasna i pojawiły się jakieś próby tłumaczenia, ale o to, że w ogóle nie została „spożytkowana” przez przeciwników władz, co dotąd nigdy się nie zdarzyło.

Jak to możliwe, że tak atrakcyjna – z punktu widzenia partyjnych interesów – sprawa, w żaden sposób nie została wykorzystana? Odpowiedź może być tylko jedna. Opozycyjni liderzy nie zauważyli zamieszania w  Ministerstwie Sportu i Turystyki lub, mimo, że zauważyli, to uznali, że nikogo ono nie zainteresuje. Wygląda na to, że dla polityków – zarówno rządzących jak i opozycyjnych – turystyka nie ma żadnego znaczenia. Są przekonani, że branża turystyczna tkwi na obrzeżach życia gospodarczego i nie ma co zawracać sobie nią głowy. Owszem, zapewne większość z nich lubi pojechać sobie gdzieś na wakacje, ale do tego sprowadzają swój kontakt z branżą. W ogóle nie zwracają uwagi na to, że udział turystyki w PKB sięga 6%. Turystyka w polskiej gospodarce, w oczach polityków, to zupełny margines.

Plejada ministrów

Historia ministrów odpowiedzialnych za resort, w którym decydują się sprawy dotyczące milionów ludzi (turystów polskich i przyjeżdżających do Polski, pracowników firm turystycznych, hoteli, itp.) jest dość  niezwykła. Polityczni decydenci nie zawsze przykładali się mocno do pracy przy rekrutacji na stanowiska ministrów i losy tych ostatnich bywały różne.

Jako pierwszy do historii wszedł minister  Jacek Dębski (wtedy jeszcze resort, do którego zaliczano turystykę nazywał się inaczej: UKFiT), który na początku lat dwutysięcznych został zastrzelony w porachunkach gangsterskich (nie pełnił już wtedy funkcji).

W 2007 roku minister sportu, Tomasz Lipiec, został aresztowany za korupcję i trafił na trzy lata do więzienia.

Dwa lata później kolejny minister – Mirosław Drzewiecki, musiał podać się do dymisji w związku z niewyjaśnionymi do końca związkami z głośną, w owym czasie, aferą hazardową.

Zastąpił go Adam Giersz, który okazał się dość wyjątkowy i bez większych perturbacji pełnił swą funkcje przez dwa lata, do jesieni 2011 roku.

Następczynią została Joanna Mucha, która – jak wielu twierdziło – objęła stanowisko, tylko dlatego, że będący wówczas premierem Donald Tusk chciał udowodnić swą wszechwładzę, że może zrobić wszystko, bez oglądania się na nic, ani na nikogo. Joanna Mucha nie tylko nie miała zielonego pojęcia o sporcie, co dawało bardziej odważnym dziennikarzom okazje do naigrywania się z niej i zadawania obnażających jej niewiedzę pytań, ale  najwyraźniej w ogóle sport jej nie interesował. Miała kilka wpadek, ale do jej wejścia do historii, w największym stopniu przyczyniła się sprawa koncertu Veronici Ciccone, znanej na świecie pod pseudonimem „Madonna”. Koncert odbył się na piłkarskim Stadionie Narodowym w Warszawie, a pani minister sportu podjęła decyzję o jego dofinansowaniu, bardzo wysoką kwotą 6 mln złotych. Był to chyba jeden z nielicznych przypadków subsydiowania występów „Madonny” i to w dodatku przez ministra sportu…

Następcą Joanny Muchy został Andrzej Biernat, któremu niedawno prokuratura postawiła sześć zarzutów dotyczących podejrzenia o popełnienie przestępstw podatkowych. Biernat ministrem był przez półtora roku, od końca 2013, a odwołany został w połowie 2015, przez premier rządu, którą była już Ewa Kopacz, a która zdecydowała się pozbyć grupy ministrów, w niejasny sposób powiązanych z inną aferą – „taśmową”.

Biernata zastąpił Adam Korol. W odróżnieniu od Joanny Muchy, na sporcie znał się świetnie. Bo sam był sportsmenem. Wioślarzem. Jeszcze w 2012 roku  ścigał się na swej łódce, na olimpiadzie w Londynie. Niestety bez powodzenia. Były to jego piąte igrzyska. Cztery lata wcześniej, w Pekinie zdobył złoty medal, był też kilka razy mistrzem świata i w ogóle zdobył dużo nagród, medali i pucharów sportowych. Niestety, nieco gorzej było z kierowaniem ministerstwem. Niczym szczególnym się nie wyróżnił. Pod jego rządami, polski światek sportu raczej nie odczuł dużych zmian. Nie mówiąc już o turystyce, którą Adam Karol chyba w ogóle się nie interesował. Ani  w sporcie, ani w turystyce nie zrobił właściwie nic. Nie wiadomo, czy ograniczeniem był jego własny potencjał, czy też po prostu nie zdążył rozwinąć skrzydeł. Kariera trwała tylko parę miesięcy, bo jesienią jego partia przegrała wybory.

Na nowego lidera, partia „dobrej zmiany” wyznaczyła kolejnego byłego sportowca. Wprawdzie nie tak utytułowanego jak poprzednik, ale za to uprawiającego trudniejszą do zdobywania medali dyscyplinę (bo bardziej popularną). Nowy minister, Witold Bańka był bowiem lekkoatletą i to biegającym na 400 metrów. Jego najlepszy wynik to 46.11 sekund. Czyli ponad 31 km/ godzinę! Nieźle trzeba się nakręcić, żeby rowerem utrzymywać taką prędkość… Tymczasem, Witold Banka tak biegał… Chociaż świata nie podbił (są tacy, którzy biegają jeszcze szybciej), to raz zdobył brązowy medal na mistrzostwach świata – biegnąc w zespole z kolegami, w sztafecie, w Japonii. Do Londynu w ogóle nie pojechał, bo jak się okazało nie tylko w innych krajach biegają szybciej, ale także w Polsce… Nie do końca spełniając się w sporcie, wybrał politykę i ministerstwo.

Wydaje się, że z poprzednikiem łączy go nie tylko zamiłowanie do sportu, ale również brak zainteresowania turystyką. Ten młody, 31-letni człowiek (nie jest najmłodszym w historii, 10 lat wcześniej, ministrem był 26-cio latek, ale w innej branży), właściwie w świecie turystycznym nie istnieje, ograniczając swój udział do krótkich obecności na targach, czy innych imprezach handlowych. Otwiera je, ściska dłonie i wychodzi. Jest w miarę aktywny na tweeterze,  co pozwala trochę poznać jego zainteresowania. Komentuje wyniki meczów, porażkę piłkarzy ręcznych, rozgrywki ligowe seniorów i juniorów. Wyłącznie sport. Turystyka nie istnieje. Na początku marca udzielił dość długiego wywiadu portalowi wPoltyce.pl. Nie zająknął się ani słowem o turystyce. Tak jakby jeszcze nie zauważył, że w nazwie ministerstwa jest też drugi człon.

Po co ministerstwo?

Tak naprawdę, to powinno być odwrotnie. Właściwie nie wiadomo po co jest ministerstwo sportu. Budową infrastruktury, z powodzeniem zajmować mogłyby się inne ministerstwa. A sportowcy, działaczy mają pod dostatkiem i z pewnością przeżyliby brak ministerialnych urzędników. Inaczej rzecz ma się z turystyką. Niezbędne są rozmaite, szybko podejmowane działania: napisanie nowej ustawy, wprowadzenie ułatwień dla przedsiębiorców, przeciwdziałanie postępującej monopolizacji rynku, itp. Minister miałby tu co robić. Oglądanie meczów i wręczanie nagród na pewno jest przyjemne, ale przydałoby się też coś innego. Turystyka, będąca ważną gałęzią gospodarki, z dużym potencjałem do dalszego rozwoju, jest jednak konsekwentnie ignorowana przez polityków.

 

7 marca 2016

 

Powrót do STRONY GŁÓWNEJ














Dociekliwy07-03-2016 21:10
A może nie było afery, i podróż do Pragi za paręset złotych w porównaniu do setek tysięcy marnotrawionych w turystyce jest po prostu śmieszne.
Dociekliwy07-03-2016 23:05
Komuś musiała ta pani bardzo zaszkodzić, Skoro tak się przedstawia jednodniowy wyjazd do Pragi. I te sugerujące i manipulatorski umieszczone zdjęcie skazuje, że portal ten jest tendencyjny. Szkoda, że zamiast zajmować się prawie 40 milionami, jakie idą do Polskiej Organizacji Turystycznej bez kontroli, to walczy z jakimś absurdalnym tematem niedoswiadczonej politycznie dziewczyny, która chyba zrobiła więcej niż jej poprzednicy razem wzięci rozbijając niestety tylko cześciowo skostniały ulad zależności finansowych urzędników. Proszę napiszcie o kilkunastotysiecznych pensjach doradców w POT, którzy nic nie robili i nieuzasadnionych wydatkach na tzw. "Promocje" w POT. Zdaje się, że ta Pani starała się wprowadzić ustawy dla przedsiębiorców, ale komuś było to bardzo nie na rękę i wy to jeszcze wspieracie.
Jacek Morczyk 07-03-2016 23:49
OK, zgoda. Sprawa tej dziewczyny jest rzeczywiście błaha. Nie chodziło mi jednak o nią. Tylko o totalne lekceważenie turystyki przez wszystkich ważnych polityków. Na ministrów wyznacza się albo ludzi, powiedzmy, dziwnych, albo zupełnie nie liczących się. A przecież opozycja dziś wykorzystuje najbardziej błahe preteksty, aby przyłożyć rządowi. Gdyby pani Dorota była wce ministrem np. skarbu, finansów, to temat grzany byłby od rana do nocy. A turystyka się nie liczy. Nie miałem zamiaru czepiać się akurat tej dziewczyny. To przypadek, ale dobrze obrazujący stosunek ważnych ludzi do turystyki. Zdjęcie też nie miało niczego sugerować. Chodziło wyłącznie o walory wizualne... Ale, żeby uniknąć podejrzeń, to jutro dorzucę jakieś zdanie łagodzące wymowę pierwszego akapitu. Nie zajmujemy się manipulacjami. Jesteśmy w pełni niezależni. Pozdrawiam
Dociekliwy08-03-2016 10:22
Witam, jeśli jesteście niezależni i interesuje was kwestia turystyki, to zajmijcie się istotą problemu. Jak słusznie zauważyliście kilka osób "poległo" w tym ministerstwie, a moim zdaniem przyczyną jest skostniały i silny układ jaki powstał z ludzi związanych od lat z tą branżą. Łatwo jest czepiać się tematów z których można robić "aferę", a tak naprawdę po co się tę "aferę" robi. Ponieważ zagrożony został układ, który ta Pani prawie rozbiła. Już 2006 próbowano coś zrobić o efekt był podobny, o czym można przeczytać tutaj:

http://wiadomosci.onet.pl/prasa/turysci-z-sowiecka-przeszloscia/6bq3q

Ta Pani jest ofiarą, wynikającą z pewnej niezręczności (tak naprawdę niewiadoma, jak było, prasa kreuje rzeczywistość jak jej wygodniej, a miedzy wierszami można wyczytać o oficjalnym charakterze wyjazdu tych dwoje, i braku alternatywy i brak zaufania do osób z departamentu turystyki). Mnie tez zależy na turystyce, wiec nie powinno się dobijać tych co coś robią, ale pokazać prawdziwe oblicze osób, które ją kreują, tych samych co robili to od lat 70 minionego wieku i nie chcą odpuścić za wszelką cenę.