Booking.com
Niemiecka solidność i budowa portu lotniczego
Berlin-lotnisko

W 2006 roku, władze niemieckie podjęły decyzję o budowie nowego portu lotniczego, który miał zastąpić dwa berlińskie lotniska: Schoenefeld i Tegel. Wymyślono dla niego nazwę – Berlin Brandenburg Airport i przypisano kod lotniskowy – BER. Przewidywano, że po pięcioletniej budowie, w październiku 2011 roku pojawią się w nim pierwsi pasażerowie. Niestety, tak się nie stało, a słynna opinia o niemieckiej solidności, precyzji i staranności wykonywanej pracy narażona została na szwank.

Planowany koszt inwestycji wynosił 2.8 mld euro. Jednak do końca 2012 roku wydano już 4.3 mld euro i okazało się to za mało. W kolejnych latach koszty narastały w błyskawicznym tempie. W 2014 sięgnęły 5.4 mld, rok później – 6.8 mld, a w 2016 roku – 6.9 mld. Na początku 2018, niemiecka gazeta Bild poinformowała o konieczności dalszego zwiększenia budżetu inwestycji o kolejny miliard. W stosunku do kosztów, zakładanych na etapie planowania, różnica sięgnie pięciu miliardów euro, czyli wzrost wyniesie około 200%!

Po pierwszym terminie otwarcia, którym był październik 2011, pojawiły się kolejne. Najpierw był to czerwiec 2012, potem marzec 2013, a następnie październik 2013 i czerwiec 2017. Żaden z tych terminów nie został dotrzymany. Jeszcze niedawno wierzono, że port uda się uruchomić w 2018. Teraz i te nadzieje się rozwiały. Oficjalnie, celem jest październik 2020, ale nikt za to głowy nie daje.

Przepustowość Berlin Brandenburg Airport początkowo planowano na 27 mln pasażerów. Problem w tym, że dwa lotniska, które miał zastąpić, obsługują dzisiaj 33 miliony, a prognozy mówią o osiągnięciu, w jakiejś nieodległej przyszłości, poziomu 45-50 milionów. Dla porównania: lotnisko Chopina w Warszawie w 2017 roku ustanowiło swój własny nowy rekord, obsługując ponad 15.5 mln.

Port lotniczy w Berlinie najbliższy był otwarcia w 2012 roku. Na ceremonię zaproszono 10 tysięcy gości, a uroczystość uświetnić miała sama Angela Merkel. Niestety, na dwa tygodnie przed terminem całą imprezę trzeba było odwołać. Powodem był brak zgody straży pożarnej. Wykryto błędy w instalacji przeciwpożarowej i w systemie wykrywania dymu. Jak się okazało, był to tylko czubek góry lodowej. Wadliwe czujniki pożarowe stały się początkiem całej serii odkrywanych błędów i wad projektowych. Według niemieckiej telewizji Deutsche Welle, niewłaściwie położono 90 km kabli, 4000 drzwi nieodpowiednio ponumerowano i oznakowano, zainstalowano za krótkie schody ruchome, a linie alarmowe łączące ze strażą pożarną wykonano wadliwie. Ciężar dachu, pokrywającego budynek portu, przekroczył dwukrotnie obowiązujące normy. To nie wszystko. Pojawiły się podejrzenia o korupcję, a jak twierdzi Deutsche Welle, szef projektu nie był inżynierem tylko hochsztaplerem.

Burmistrz Berlina, Klaus Wowereit (który wcześniej uzyskał rozgłos nazwaniem miasta „biednym, ale sexy”), został zmuszony do rezygnacji, jak się uważa, głównie z powodu lotniskowego fiaska. W jeszcze gorszej sytuacji znalazły się firmy budowlane, taksówkowe, sklepy, które stanęły w obliczu bankructwa. Według szacunków Bilda, opóźnienie kosztuje niemieckich podatników 25 mln euro dziennie.

Miarą upadku projektu są groteskowe próby ożywienia tego lotniczego portu duchów i uczynienia z niego atrakcji turystycznej. Berlin Brandenburg Airport został udostępniony do zwiedzania. Turystom oferuje się kilka wariantów wycieczek po lotnisku. Wśród nich są „bike tours”, czyli wycieczki rowerowe. Niestety, sprzęt trzeba mieć własny, na lotnisku nie można wynająć rowerów, ani kasków, ale po zapłaceniu 15 euro, można uczestniczyć w dwugodzinnym objeździe po pustych terminalach i „gate’ach”, a w ramach pakietu, otrzymuje się także lunch (w formie prowiantu).

Dla grup organizowane są także piesze wędrówki po pustym lotnisku. Cena to 200 euro za osiem osób. Wycieczka trwa dwie godziny.

W ten sposób nowy port lotniczy w Berlinie rozszerzył ofertę miasta przeznaczoną dla turystów – miłośników zwiedzania nieczynnych lotnisk. Słynne, przed laty także w Polsce, lotnisko Tempelhof (tam lądowały samoloty uprowadzane z Polski w okresie stanu wojennego), od paru lat jest atrakcją turystyczną. Ogląda się tam nie tylko zarośnięte trawą pasy startowe, po których jeżdżą rowerzyści (podobnie jak po BER…) i rolkarze, ale także świat przyrody. Lotnisko zmieniono na park miejski, w którym obserwować można liczne gatunki ptaków.  

Plany wobec Berlin Brandenburg Airport są jednak inne…

 

Żródło: The Telegraph

15 stycznia 2018

 

Powrót do STRONY GŁÓWNEJ














Tomasz31-05-2018 14:54
Świetny artykuł.

Zamknij X
REKLAMA