booking.com
Kłopoty z autobusami Kraków-Katowice

Ostatnio na branżowym portalu turystycznym Tur-Info pojawiła się informacja o wyjątkowo tanim przewoźniku autokarowym, organizującym przejazdy na trasie Katowice – Kraków – Katowice - o wymowie dość jemu niechętnej.

Rzecz wprawdzie ma charakter lokalny i niekoniecznie związany z turystyką (myślę, że nie tylko turyści jeżdżą na tej trasie, pewnie nawet stanowią mniejszość), ale wzbudziła moje zainteresowanie z dwóch powodów: po pierwsze widać na jej przykładzie jak silne negatywne emocje wzbudza wprowadzenie czegoś nowego, rozbijającego istniejący system (zwłaszcza związany z dochodami), nawet wtedy, gdy sprzyja ono dużej społeczności i jest zgodne z wszelkimi regułami dotyczącymi wolnego rynku, swobody gospodarczej, itp. Drugi powód to chęć zorientowania się jak bardzo działalność transportowa związana z przewozem pasażerów jest opłacalna. Sam fakt jej opłacalności, raczej nie budzi wątpliwości – wystarczy popatrzeć na liczbę chętnych do obsługi dowolnej trasy autokarowej czy autobusowej. Jedynym problemem jest znalezienie klienta / zleceniodawcy w postaci biura podróży, miasta, itp. Jest to jednak problem typowy dla wszystkich działalności i nie ma co się nim, w tym  przypadku, zajmować.

Trasa autobusowa Kraków-KatowiceWszystko to co tu napisałem wydaje się oczywistością. I nią  byłoby, gdyby nie jeden intrygujący aspekt całej sprawy. Otóż, konkurencja cenowa nie jest niczym niezwykłym, ale tym razem nowo wchodzący przewoźnik zaoferował cenę obniżoną o ponad połowę w stosunku do dotychczas obowiązujących.  Jak zapewnia, nie są to żadne bilety typu „last minute” czy „oferta specjalna”. Jak to w ogóle jest możliwe?

W zasadzie są dwie odpowiedzi na to pytanie. Pierwsza jest prosta i nasuwająca się sama. Oferta jest dumpingowa, autorom chodzi o wyeliminowanie konkurentów i zdominowanie lokalnego rynku. A gdy już cel swój osiągną, inwestycję odbiją sobie z nawiązką. Jest to całkiem realna wersja, trzeba by jednak przyjąć, że firma podejmując się realizacji takiej strategii, nastawiona jest na „długi marsz”, mając zapewnione duże środki finansowe. Może jest tak w tym przypadku.

Druga odpowiedź jest jeszcze prostsza – takie same relacje przychodów do kosztów zmiennych dla jednych firm są absolutnie nie do przyjęcia, a dla innych są powodem radości. Inaczej mówiąc – jedni oczekują wyższych marż, a inni zadowalają się niższymi.

Czas na konkrety. Dotychczas trasę Katowice - Kraków i z powrotem obsługiwali dwaj przewoźnicy: Inter i UniBus. Ich cena biletu normalnego wynosi 14 zł. Tym nowym jest Link-Bus z biletami po 6 zł.

W artykule w Tur-Info zaprezentowane są głosy oburzenia szefów firm „starych” i optymistyczna wypowiedź przedstawiciela Link-Busa. Być może na artykuł ten nie zwróciłbym zbyt dużej uwagi, gdyby nie stwierdzenie konkurentów, zacytowane w nim, że cena 6 zł jest kwotą poniżej kosztów, nie pokrywającą nawet opłat za paliwo. Czy może to być prawdą? Jeśli tak, to oznaczałoby, że mamy do czynienia z wariantem pierwszym – chodzi o eliminację konkurencji, stosującej uczciwe reguły gry.

Przyjrzyjmy się jak to wygląda. Autokar  spala od 20 do 30 litrów ropy na 100 km, różnie z tym bywa, zależy to oczywiście od jego marki, rozmiarów, rodzaju trasy, klimatyzacji, itp. Zdarza się, ze potrafi spalić i 45 litrów (podobno tyle zużywają nowe Mercedesy…), ale dotyczy to autobusów miejskich, częściej stojących w korkach niż jeżdżących. Trasa Katowice – Kraków to autostrada, przejazd odbywa się z prędkością jednostajną. Przyjęcie zużycia 25 litrów na 100 km będzie chyba prawidłowe. Trasa pomiędzy końcowymi przystankami wynosi 82 km. Autobusy Link-Busa wykonują 14 kursów dziennie (licząc tam i z powrotem), czyli przejeżdżają 1150 km dziennie, co wiąże się z kosztem zakupu paliwa w wysokości ok. 1500 zł. Po podzieleniu tej kwoty przez 6 zł, otrzymujemy 267. Jest to minimalna liczba przewożonych pasażerów dziennie, a że kursów mamy 14, to na jeden przejazd przypada 19 osób. I to jest to minimum. Nie wydaje się, zatem, żeby stwierdzenia o niepokrywaniu wydatków na paliwo odpowiadały rzeczywistości.

Głównym kosztem w tej branży nie jest jednak paliwo, tylko amortyzacja i obsługa. Autobusy są drogie. Nie wiem jakimi posługują się wszystkie te firmy. Nie wiem także w jakim okresie czasu oczekują zwrotu z inwestycji (oczywiście im starszy autobus tym zwrot musi być szybszy). Dane te są niezbędne do obliczenia amortyzacji (właściwszym określeniem byłoby tutaj – deprecjacja) autobusu. Zakładając jednak, ze autobusy nie są prosto z fabryki i nie muszą spełniać wyśrubowanych standardów obowiązujących przy przewozach międzynarodowych, sądzę, że można przyjąć średni koszt amortyzacji (deprecjacji) na 300 zł dziennie. Co odpowiada dodatkowym 50 pasażerom płacącym po 6 zł za przejazd. A, że przejazdów mamy 14, to na każdy z nich przypada po 4 pasażerów.  A zatem, minimum wypełnienia to 23 osoby w jednym kursie. Są jeszcze inne koszty (płace, czynsze, światło, itp.), ale gdzie ich nie ma?

Ciekawe jaki będzie dalszy ciąg. Czy ci nowi wygrają, usuną konkurentów i podwyższą ceny? Czy może wycofają się? Sami podniosą ceny? A może konkurenci je obniżą? Nieznana jest rzeczywistość – ich koszty własne mogą być wyższe i naprawdę nie są w stanie jeździć przy takich przychodach. Ale przecież wypełnienie autobusów wzrasta w miarę obniżania cen. Co wpływa zasadniczo na przychody. Zwróćmy uwagę, ze podniesienie średniego wypełnienia o 1-go pasażera zwiększa przychody o ponad 2.5 tys zł miesięcznie - i to w wersji Link-Busa. „Starzy” przewoźnicy za tę 1-ną osobę mieliby nawet prawie 6 tys, tyle tylko, że – przy wyższych cenach – jak to osiągnąć? Raczej mogą się obawiać (i z pewnością tak jest) utraty tego jednego pasażera. Albo więcej niż jednego. I wtedy zamiast 6 tys dodatkowego zarobku, będzie 6 tys mniej.

Nie ukrywam, że spodobało mi się wejście Link-Busa, a moją sympatię dla ich działań wzmocniły słowne ataki firm konkurencyjnych. Ich przedstawiciele od razu zarzucili niecne intencje nowo zaistniałej, na tej trasie, firmie. Link-Bus został wpisany do rejestru sądowego w lipcu 2013 jako spółka jawna, prowadzona przez małżeństwo. Działa krótko, być może ma jakąś historię.

Mam nadzieję, że wygrają niskie ceny. Sam nie skorzystam, mieszkam w innym rejonie Polski, ale ważne, że znajdują się ludzie próbujący przełamać dotychczasowe schematy.

Chociaż, jak sobie pomyślę, że w moim mieście muszę zapłacić 4.40 zł za przejazd autobusem kilku przystanków, to odczuwam zazdrość – jednak z Krakowa do Katowic trochę kilometrów jest…

 

Autor: Jarosław Mojzych

8 lutego 2014

 

Powrót do STRONY GŁÓWNEJ