Booking.com
Karaibskie wakacje. Dominikana
WAKACJE
WYSPA
ATRAKCJE
CODZIENNOŚĆ

WYSPA

Krzysztof Kolumb i Hispaniola

Hispaniola to po polsku Mała Hiszpania. Po przybyciu do Ameryki, leżącą na Morzu Karaibskim wyspę, nazwał w ten sposób, w 1492 roku, Krzysztof Kolumb (ściślej mówiąc, nazwa brzmiała Espanola). Losy wyspy były burzliwe i nazwa Hispaniola związana została z jej zachodnią częścią, w której dominować później zaczęli przybysze francuskojęzyczni. Po licznych powstaniach i wojnach, na początku XIX wieku, na zachodzie utworzono państwo Haiti, wcześniej noszące nazwę San Domingo lub Saint Dominique.

Część wschodnia wyspy to Dominikana. W XIX wieku Dominikana okupowana była przez Haiti, które zresztą także później zgłaszało chęć powrotu do status quo ante. Pierwsza połowa XX wieku, aż do 1961 roku, stała pod znakiem rządów sławetnego dyktatora Rafaela Trujillo („wielkiego Dobroczyńcy Narodu” i „Ojca Nowej Republiki”). Później nastąpił okres zamachów (sam dyktator został zabity na zlecenie Amerykanów), przeplatanych wyborami, interwencjami wojskowymi, samobójstwem jednego z prezydentów, zamieszkami, itp.

Dominikańczycy i turyści

Dominikana-historiaNie tylko wyspa Hispaniola podzielona jest na dwa różne kraje – Dominikanę i Haiti. Są także dwa różne światy na samej Dominikanie. Jeden to świat luksusu, w którym pławią się turyści, zamknięci w licznych, komfortowych ośrodkach turystycznych i hotelach, rozłożonych wzdłuż bajecznego wybrzeża, sączący koktajle i wylegujący się pod palmami. Inne oblicze Dominikany łatwo jest poznać, jadąc lokalnymi drogami, wzdłuż pól porastanych trzciną cukrową, drzewami kakaowców i kawowców, na których ciężko, w słońcu, pracują ludzie. Można zobaczyć ich też w czasie odpoczynku, gdy siedzą przed zapadającymi się chatkami i grają sobie w domino.

Dla 9.5 miliona mieszkańców Dominikany, turystyka jest istotnym źródłem dochodu i dlatego, turyści przyjeżdżający tysiącami do ośrodków i hoteli, aby wypocząć i obejrzeć miejsce, w którym „zaczęła się Ameryka”,  witani są bardzo mile.

Większe miasta i parki narodowe usytuowane są, przede wszystkim, na południowym wybrzeżu. Stolica, Santo Domingo, była pierwszym hiszpańskim miastem założonym w Ameryce. Uczynił to Kolumb w 1496 roku. Ślady jego obecności widoczne są do dziś w postaci fragmentów murów tworzących historyczne stare miasto Santo Domingo, zamienione w interesujący kolonialny „park tematyczny”.

Innym regionem turystycznym w Republice Dominikany jest północne Bursztynowe Wybrzeże, w okolicach Puerto Plata, a także piękny Półwysep Samana. Na wschodzie wyspy rozciągają się nieskazitelne tropikalne plaże, wzdłuż których powstał łańcuch luksusowych ośrodków „all inclusive”. Jednakże wystarczy zadać sobie odrobinę trudu, aby nieznacznie schodząc z utartych szlaków, znaleźć w tym rejonie wolny od infrastruktury turystycznej, nieskalany, tropikalny raj, którego gościnni mieszkańcy przyjaźnie i z zadowoleniem witają przybyszów.

 

 

21 października 2015

 

Powrót do STRONY GŁÓWNEJ














Traveliada.pl 09-05-2015 12:38
Sarkazm w sprawie organizacji agentów jakim jest OSAT, który często pojawia się w artykułach na łamach wakacyjnyczas.pl jest tylko częściowo uzasadniony. Odniosę się tyko do zarzutu, że organizacja reprezentuje bardzo niewielki procent agentów. Jeśli patrzymy na liczby bezwzględne to zapewne tak. Jeśli jednak porównamy potencjał sprzedaży biur zrzeszonych w OSAT z pozostałymi to jest inaczej. Organizacja ta reprezentuje głównie agentów dużych, mających umowy ze wszystkimi TO i realizujących bardzo wysokie limity sprzedaży. Prawie połowa biur agencyjnych to biura prowadzone przy okazji innej działalności (ubezpieczenia, nieruchomości, reklama i wiele innych). Duża część agentów to po prosu żona na utrzymaniu męża, która dla rozrywki i tańszych wczasów dla rodziny prowadzi biuro. Część agentów stanowią mali organizatorzy, którzy żyją ze sprzedaży własnej oferty i tylko wspomagają się sprzedażą agencyjną. Są wreszcie biura w małych miejscowościach, mające bardzo mały potencjał sprzedaży. Podsumowując OSAT zrzesza agentów, którzy stanowią duży i bardzo realny potencjał na rynku turystycznym. Nie stawiajmy na jednym poziomie agentów mających kilka a nawet kilkanaście biur i realizujących milionowe obroty dla każdego TO z którym mają umowę z agencyjnym "planktonem". Na pewno dla turoperatorów fakt rozdrobnienia rynku jest korzystny, ale wiedzą dobrze, kto ile sprzedaje i skoro rozmawiają z OSAT-em to raczej wiedzą co robią.
JM 09-05-2015 16:48
Ma Pan rację. Rzeczywiście jest tak jak Pan pisze, a co nie wynika z tego tekstu. Bardzo wielu agentów to firmy, które robią mnóstwo innych rzeczy, a turystyka jest tylko dodatkiem. I trudno porównać tych największych agentów z nimi. Jest DOKŁADNIE tak jak Pan napisał. Jeśli jednak chodzi o OSAT, to z nim nie jest tak dobrze. Jest w rzeczywistości organizacją inną od tej, za którą chciałby uchodzić. Niektórzy ludzie z OSATu strasznie chcą się lansować. Są wszędzie, przy każdej okazji. Zabierają głos w niemal każdej sprawie. Ale jakiś szczególnie spektakularnych sukcesów nie mają. Piszę w liczbie mnogiej, ale chodzi właściwie o jedną osobę - pana M.Kamińskiego. Reszta nie rzuca się w oczy. OSAT nie podaje liczby członków, ale w zeszłym roku, jego prezes, w wywiadzie, poinformował, że było ich wtedy około 250. Ale zaczynała się weryfikacja i - jak sam podkreślił - liczba ta się zmniejszy. Ilu jest teraz? 100? Może znowu 250? Łącznie zarejestrowanych agentów w Polsce jest ponad 3500. Ale większość to tacy, o których Pan pisze. Żeby zostać członkiem OSATu wystarczy płacić składki (na tym polegała weryfikacja - sprawdzano, kto jest dłużnikiem). Skąd wiadomo, że akurat ci najsilniejsi agenci zapisali się do OSATu? I, że żaden z tych słabych nie zdecydował się na płacenie składki? I ostatnia rzecz. TO rozmawiają z OSATem, ale nie wiem czy go traktują poważnie. Przecież z tych rozmów nic nie wynika. Proszę zajrzeć na stronę OSATu i popatrzeć jakimi "osiągnięciami" ta organizacja się chwali. Ostatnia ważna wiadomość (poza historiami o Alfie i własnych zabawach na study tourach) pochodzi z 26.11.2014 i jest nią "przełomowe wystąpienie pana Marka Kamińskiego"... Ja mam wrażenie, że jest to twór całkowicie sztuczny, bez jakiegokolwiek znaczenia. TO go się nie boją, klienci w ogóle go nie znają. Jedynie pozwala niektórym członkom pobawić się w "ważne osoby". Pogadają sobie w swoim gronie i tyle. Mają przyjemność i to rozumiem, ale dla reszty nic z tego nie wynika.