Booking.com
Problemy Small Planet. Lotnictwo to niełatwy biznes

Litwini

Gdy w 2009 roku Orbis Travel zaczął popadać w tarapaty, ówczesny właściciel - należąca do Francuzów hotelowa spółka Orbis S.A. – zdecydował o jego sprzedaży. Szczęśliwym nabywcą okazał się fundusz inwestycyjny Enterprise Investors. Do transakcji doszło w styczniu 2010. Ludzie z funduszu na turystyce się nie znali, ale mieli w zanadrzu silne wsparcie w postaci litewskiej spółki Novaturas, którą parę lat wcześniej kupili za astronomiczną kwotę 50 mln euro. Zadaniem prezesów Novaturasa było uzdrowienie sytuacji w Orbis Travel. Jedną z ich pierwszych decyzji było… ograniczenie liczby portów lotniczych w Polsce do dwóch. Na wycieczki Orbis Travel latać można było tylko z Warszawy i Katowic. Ale dzięki temu posunięciu udało się zrealizować inne zamierzenie – wszystkie imprezy miały być wykonywane całymi samolotami, a nie tylko wykupowanymi w nich blokami miejsc. Prezesi Novaturas uznali, że cel ten w najlepszy sposób zrealizują linie lotnicze z Litwy. I w ten sposób litewskie flyLAL weszły do Polski.

Small Planet - problemy

Small Planet

W lipcu 2010 flyLAL zmieniły nazwę na SmallPlanet. A Orbis Travel zbankrutował dwa miesiące później. Small Planet szybko się rozwijał. Po bankructwie innego biura podróży – słynnej w owym czasie Triady – do zarządu wszedł Jarosław Jeschke, w Triadzie będący wiceprezesem. Wkrótce objął stanowisko prezesa Small Planet wyprowadzając w 2017 roku linię na pierwsze miejsce wśród przewoźników czarterowych. Udział w rynku czarterów sięgnął 30%. Niemal cały rynek podzieliły między siebie trzy linie lotnicze: Small Planet, Enter Air i Travel Service. W sumie przewiozły 84% pasażerów samolotów czarterowych.

W lecie pojawiły się pierwsze kłopoty. W czerwcu do dymisji podał się Jarosław Jeschke. Na początku sezonu zepsuły się dwa samoloty spośród 12-tu będących w dyspozycji Small Planet. Pociągnęło to za sobą serię opóźnień, a w konsekwencji wzrost kosztów, choćby z powodu konieczności wypłacenia odszkodowań. Na początku września niewypłacalność ogłosiła siostrzana spółka Small Planet w Niemczech. Leasingodawcy zaczęli wypowiadać umowy spółce w Polsce. W końcu zostały jej tylko dwa samoloty. Podjęto rozmowy z wierzycielami, rozpoczynając postępowanie układowe, z zamiarem przeprowadzenia restrukturyzacji. Za tym eufemizmem stoją cięcia kosztów, zwolnienia pracowników, redukcja liczby samolotów. W 2019 Small Planet zamiast dwunastoma, ma zamiar latać dwoma. Obrazuje to skalę zmian. Linia straci swoją pozycję w czołówce. A i to tylko pod warunkiem, że uda jej się znaleźć inwestora. W przeciwnym wypadku jej historia w Polsce dobiegnie końca.

White Eagle Aviation

Losy Small Planet nie są niczym niezwykłym. Większość prób rozwijania działalności czarterowej kończyło się fiaskiem. Pierwszą taką próbę podjęło małżeństwo sławnych w latach 90., Katarzyny i Zbigniewa Niemczyckich, którzy założyli White Eagle Aviation. W drugiej połowie minionej dekady była to prawdziwa sensacja. Czartery dopiero wchodziły na rynek, a faktyczny monopol należał do LOT-u. Linia WEA realizowała różne cele. Zajmowała się także przewozami cargo. Przewozy czarterowe nie przyniosły spółce sukcesu finansowego i na przełomie wieków wycofała się z nich. W ogóle aktywność WEA zaczęła gasnąć i w końcu w 2010 roku wygasła całkowicie, choć już wcześniej uległa zapomnieniu. Spółka jednak nie upadła, a jedynie zaprzestała działalności. W KRS-ie nadal widnieje.

Air Polonia

Opuszczone przez WEA miejsce próbowała zająć inna linia lotnicza - Air Polonia, której szefem został wieloletni prezes PLL LOT, zwolniony z funkcji w atmosferze afery związanej z podejrzeniami o jego zatrudnienie przez Swissair (który miał mu płacić 15 tys. franków miesięcznie), co skończyło się sprzedażą Swissarowi LOT-u. Litwińskiego w końcu uniewinniono, ale mało kto to zauważył. Historia Air Polonia była krótka. Pierwsze rejsy odbyły się w kwietniu 2003, a po zakończeniu sezonu 2004 zostały zawieszone.

Air Polonia obsługiwała nie tylko trasy czarterowe, ale jej prezes miał ambicję podbicia rynku rejsów krajowych. Połączenia na trasach pomiędzy portami polskimi realizowano dużymi samolotami. Z ich wypełnieniem, w tamtych czasach, były jednak duże problemy, choć przez rok istnienia udało się przewieźć prawie pół miliona pasażerów.

Centralwings

Centralwings nie był firmą prywatną. Utworzony został z wyodrębnienia części samolotów i załóg z PLL LOT. I to PLL LOT były właścicielem założonej przez siebie w 2004 roku spółki. Miała dwa cele: obsługę lotów czarterowych i zajęcie dobrego miejsca na rynku zyskujących wtedy szybko na popularności tanich linii lotniczych. Samoloty Centralwings latały z siedmiu miast polskich. Mimo silnego właściciela, jakim był państwowy przewoźnik, Centralwings nie potrafił osiągnąć dochodów. W kolejnych latach rosły tylko straty. W końcu, w 2008 roku zaniechano walki na rynku tanich przewoźników, wycofując się z lotów rejsowych, a w maju 2009 wstrzymano wszystkie operacje. W czerwcu 2009 sąd ogłosił upadłość.

Prima Charter

W 2005 roku czeska linia lotnicza Fischer Air założyła w Polsce spółkę, której nazwa handlowa zmieniona została najpierw na Prima Charter, a następnie na Euro Charter. Kłopoty ze spłatami rat leasingowych sprawiły, że firma cały czas borykała się z problemami. W 2006 roku samolot lecący do Sharm El Sheikh miał poważną awarię i chociaż nikomu nic złego się nie stało, to do marki przylgnęła opinia niegodnej zaufania. Prima Charter poza rejsami w rejon Morza Śródziemnego i Morza Czerwonego latała także, a może nawet przede wszystkim, na dalekich dystansach. Na Kubę, do Wenezueli, Brazylii, Kenii, Tajlandii. Wszystko jednak skończyło się wraz z ostatecznym zawieszeniem działalności z końcem 2007 roku.

Air Poland

W 2007 roku w Polsce pojawiła się zagraniczna linia lotnicza, która zarejestrowała spółkę pod nazwą Air Italy Polska. Jak to zwykle bywa, początki były obiecujące. Zmieniono jej nazwę na Air Poland. Linia zajmowała się obsługą ruchu czarterowego i tak jej się to spodobało, że zachęcona wynikami podjęła próby organizacji lotów rejsowych. Od 2011 roku miała latać nawet do Chicago. Nic z tego nie wyszło. Już w maju 2011 ogłoszono wycofanie się z tych rejsów. Pojawił się szwajcarski inwestor, który miał podnieść kapitał zakładowy o 11 mln złotych. Ale pieniędzy nie wpłacił. W kwietniu 2012 spółka Air Poland zbankrutowała.

Yes Airways

Historia Yes Airways nie była długa. Powstała w 2011 roku. Pierwsze samoloty wyruszyły w trasy w kwietniu. Spółka miała trzy Airbusy i obsługiwała nimi rejsy czarterowe do wszystkich najważniejszych, z punktu widzenia turystyki, krajów. Nie tylko do Grecji czy Egiptu, ale także do Kenii i Jordanii. Po siedmiu miesiącach obecności w powietrzu, firma Yes Airways została sprzedana. A nabywcą był… Amber Gold.

OLT Express

OLT Express jest chyba najbardziej znanym przewoźnikiem czarterowym w Polsce. Jego historia sięga roku 2001, w którym OLT Express Regional powstał jako Jet Air. Ale prawdziwą sławę uzyskał znacznie później, bo w 2011. Wtedy to Jet Air wykupiony został przez spółkę Amber Gold. Amber Gold kupiła także Yes Airways i niemiecką linię Ostfriesische Lufttransport. W wyniku czego powstały dwie odrębne firmy OLT Express: jedna w Polsce, a druga w Niemczech. W Polsce OLT Express upadała dwuetapowo. Najpierw 26 lipca 2012 zgłoszono wniosek o upadłość spółki zajmującej się rejsami krajowymi, zapewniając jednocześnie, że nie ma powodów do obaw o czartery. Ale już pięć dni później zdanie zmieniono i loty czarterowe zniknęły także.

Bingo Airways

Bingo Airways wymyślił były wiceprezes PLL LOT, Marek Sidor. Receptą na sukces miało być konserwatywne planowanie i postawienie na punktualność, bezpieczeństwo i komfort. Linia zaczęła loty w 2012 roku, a już dwa lata później jej nie było. Jednak w tym czasie udało się jej błyskawicznie wejść do czołówki przewoźników czarterowych w Polsce. W 2013 roku jej udział w rynku wyniósł 12%. W 2014 zapowiadała zajęcie się lotami rejsowymi. Ale na zapowiedzi się skończyło. W czerwcu zawiesiła działalność.

4YOU Airlines

Alfa Star to była firma rodzinna. Izabela i Krzysztof Strzylakowie – rodzeństwo – założyli ją jako spółkę cywilną. To prawdziwy ewenement w branży turystycznej, gdzie z powodu ogromnego ryzyka nikt nie chce gwarantować działalności całym własnym majątkiem. Wszystkie duże, średnie i większość małych biur podróży to spółki z o.o. Niektórzy najwięksi to nawet spółki akcyjne (Rainbow). A Alfa Star była firmą dużą. Swego czasu zajmowała miejsce wśród największych touroperatorów w Polsce, a w organizacji wyjazdów do Egiptu mało było takich, którzy mogli z nią konkurować.

W 2014 roku Alfa Star stała się spółką akcyjną, a poprzez wykupienie innej spółki próbowała wejść na giełdę. U podłoża zmian musiał leżeć pomysł zaistnienia na rynku lotniczym. Strzylakowie założyli linię 4YOU Airlines, która, po pewnych perturbacjach, wiosną rozpoczęła loty czarterowe. Touroperatorzy z innych firm sceptycznie patrzyli na nowy pomysł swoich kolegów. Zamówienia na miejsca w samolotach nie płynęły strumieniami. W końcu, po paru miesiącach aktywności, we wrześniu loty czarterowe zostały „tymczasowo” zawieszone. 4YOU Airlines miały zająć się teraz przelotami rejsowymi. Wiązało się to z uzyskaniem szeregu zezwoleń i, jak się okazało, linia nie wywiązała się ze wszystkich formalnych zobowiązań. Jej szefom zarzucono sprzedaż biletów na rejsy mające odbyć się w przyszłości, bez wymaganego zezwolenia. Wszczęto dochodzenie. W październiku 2014 linia 4YOU Airlines zbankrutowała.

Czas na Ryanair Sun?

W 2017 roku udział Small Planet w rynku czarterowym wyniósł 30%, drugie miejsce zajęła polska linia lotnicza Enter Air z wynikiem 28%, a trzecie Travel Service – 26%. Ta trzecia jest firmą czeską. Po radykalnym obcięciu programu Small Planet lub, być może, zakończeniu działalności pojawi się luka. Losy Small Planet nie są oczywiste. Dotychczas żadnej linii czarterowej w Polsce nie udało się wyjść z kłopotów. Przypomina to lotniczy „korkociąg”. Jak się w niego wpadnie to nie ma ratunku. Small Planet ograniczył rejsy. Czy uda mu się uratować? Zobaczymy. Szanse nie są wielkie, ale kto wie, może Small Planet jako pierwszemu uda się z korkociągu jednak wyjść.

Nie zmienia to jednak faktu, że liczba oferujących przeloty drastycznie spadnie. Z trzech dotychczasowych głównych linii pozostaną dwie. W 2017 każda z tej trójki przewiozła po 500-600 tysięcy pasażerów. Zajmująca czwarte miejsca Corendon Airlines jest firmą turecką, skoncentrowaną na lotach do swojego kraju. W zeszłym roku skorzystało z jej usług w Polsce niespełna 80 tysięcy osób, a jej udział w rynku to zaledwie 4%. Na pewno nie zastąpi Small Planet. Podobnie jak i żadna z kolejnych z listy linii lotniczych. Są bowiem to tacy przewoźnicy jak: TUI Airlines, Bulgarian Air Charter, Air Cairo, SunExpress, Israir, itp.

W 2018 uaktywnił się nowy czarterowy przewoźnik – Ryanair Sun. Jest to niezależna od słynnego Ryanaira firma, która w odróżnieniu od swego słynnego brata nie jest linią niskokosztową. Jej celem jest obsługa ruchu czarterowego. Firma została zarejestrowana w Polsce i już w pierwszym roku obecności uruchomiła bazy operacyjne w czterech miastach, gdzie garażuje pięć samolotów.
Niewykluczone, że w zostawione przez Small Planet miejsce wejdzie właśnie Ryanair Sun.

 

Jarosław Mojzych

11 października 2018

 

Powrót do STRONY GŁÓWNEJ