Booking.com
Jakie wino najlepsze w samolocie?

Tysiące litrów wina

W latach 70. właściciele winnic mawiali, że najmniej udane wina wysyła się „do kolonii i do linii lotniczych”. Od tamtych czasów wiele zmieniło się. I to w dwojaki sposób. Po pierwsze skończyło się rozdawnictwo wina za darmo. Zwyczaj ten utrzymał się tylko na dalekich trasach i to nie we wszystkich liniach lotniczych. Przy lotach krótkich trzeba płacić. Drugą zmianą jest wzrost roli jaką wino odgrywa w biznesie około-lotniczym. Sama tylko linia British Airways, która w ciągu roku przewozi 45 mln pasażerów, sprzedaje lub rozdaje 100 tysięcy buteleczek wina i 10 tysięcy szampana w ciągu jednego tylko weekendu. W odróżnieniu od lat 70., dziś producenci win walczą o możliwość obsługi linii lotniczych.

Wino w samolocie

Smak

Wbrew pozorom wybór właściwego wina przez zaopatrzeniowców linii lotniczych nie jest sprawą prostą. Zwłaszcza jeżeli ma być przeznaczone dla pasażerów klasy pierwszej, a także czasami klasy biznes. Ekonomiczną klasą mało kto się troszczy, jej pasażerowie szczęśliwi są, gdy dostaną za darmo jakiekolwiek wino, a jeśli mają zapłacić to też, z zasady, nie wybrzydzają. Inaczej jest w pierwszej klasie. Tam pasażerom przedstawia się listę win niczym w restauracji. A wino w przestworzach smakuje inaczej niż na ziemi. Kubeczki smakowe zachowują się inaczej, a warunki, w których konsumpcja się odbywa są zupełnie różne od tradycyjnych. Na zmianę smaku przede wszystkim ma wpływ obniżona wilgotność. Suche powietrze sprawia, że wino smakuje w inny sposób.

Drugim czynnikiem są doznania węchowe. Wnętrza samolotów nie odurzają zapachami, a w wyniku niskiej wilgotności zmysł węchu jeszcze bardziej się osłabia. Jak wiemy, odczuwanie zapachów ma kluczowy wpływ na ocenę smaku. Znane jest to wszystkim, bo każdy bywa zakatarzony. Przy zatkanym nosie liść bazylii smakuje dokładnie tak samo jak liść dębu.

Nie bez znaczenia na ocenę smaku mają także oświetlenie, hałas i wibracje samolotu. Dochodzą do tego: stres związany z lotem, a także zmiany stref czasu, które wpływają na zmianę pH w organizmie człowieka. Dlatego dobrym pomysłem jest włożenie słuchawek i włączenie muzyki. Istnieją nawet analizy dowodzące, że muzyka powinna zawierać wysokie tony, wtedy podobno o 10% wzrasta percepcja słodyczy. Odwrotnie ma się dziać, gdy dominują tony niskie - rośnie odczuwanie goryczy.

Sama idea łączenia muzyki z winem nie jest niczym nowym. Tyle tylko, że wcześniej to na ziemi różni producenci i promotorzy win zachwalali ich picie w atmosferze muzyki.

Przy wyborze wina kluczowym jest jego zbalansowanie. Jeżeli na ziemi odczuwa się w jakimś winie zrównoważoną kwasowość, alkohol, zawartość cukru tanin i wody, to także w powietrzu będzie dobre.
Na ogół wina o smaku owoców, dojrzale czerwone, z bogatą strukturą tanin i niską kwasowością, w samolotach sprawują się bardzo dobrze. W odróżnieniu od muskatów, z powodu ich zbyt wyrazistego, mineralnego charakteru, który zaostrza się w samolocie. Tradycyjne Barolo nie sprawdza się dobrze w powietrzu. Jest zbyt szorstkie i ostre.

Niektórzy twierdzą, że dobre w samolotach są wina wytwarzane z winogron rosnących wysoko. Najchętniej taką teorię powtarzają producenci z leżącej u podnóża Andów Mendozy…

Dobry szampan dobrze smakuje na pokładzie samolotu. Ciśnienie w kabinie sprawia, że szybko traci bąbelki. Jedynym sposobem jest wypijanie go bezzwłocznie po otwarciu butelki…

Popularność

Statystyki dowodzą, że najczęściej przez pasażerów wybierane jest wino czerwone. Odwrotnie dzieje się na lotniskach, w „business lounge’ach”, gdzie dominują wina białe i szampany. W samolotach dużą popularnością cieszy się też bloody Mary. W 2013 roku niemieckie linie lotnicze Lufthansa postanowiły sprawdzić co jest przyczyną ogromnej konsumpcji soku pomidorowego na pokładach ich samolotów. Rocznie pasażerowie wypijają 1.8 mln litrów. Przeprowadzono badania, które wykazały, że sok pomidorowy w samolocie smakuje zupełnie inaczej niż na ziemi, gdzie zwykle nie jest wysoko ceniony. Niskie ciśnienie, hałas i warunki lotu wpływają na inne odczucie jego smaku. Ma umami. Jest to piąty smak (poza słodkim, słonym, gorzkim i kwaśnym), oficjalnie uznany zaledwie kilkanaście lat temu, choć dyskusje w gronach naukowych na temat jego istnienia toczyły się przez cały XX wiek. Odróżniono go od słonego, opisywany bywa jako „rosołowy” lub „mięsny”. Umami soku pomidorowego uwalnia się w samolocie. Niektóre wina też to mają. Zwłaszcza bogate i dojrzałe wina czerwone, jak australijski shiraz, albo chardonnay i dobry szampan.

Ale lepiej zastanowić się dwa razy przed zamówieniem bloody Mary w samolocie. Przez załogę pokładową uważany jest za drink najbardziej irytujący. Wymaga wiele pracy, starannego doboru składników i w dodatku jest zaraźliwy. Wystarczy, że jeden pasażer o niego poprosi, a zaraz w ślad za nim idzie połowa kabiny.

 

Źródło: The Telegraph

26 października 2018

 

Powrót do STRONY GŁÓWNEJ