Booking.com
Tyłem do kierunku lotu? Bardziej bezpiecznie, ale nikomu się nie podoba

Pomysły

Każdego roku projektanci lotniczy przedstawiają nowe pomysły na aranżację miejsc w samolocie. Zwykle przyświeca im jedna myśl: co zrobić, aby zminimalizować koszty przelotu. Wpadają także na inne pomysły, takie które uatrakcyjnić mają podróż. W tym roku na przykład wymyślono składane fotele. W przypadku braku kompletu pasażerów, obsługa pokładowa bez trudu może puste fotele złożyć, a pozostałe porozsuwać, zwiększając w ten sposób przestrzeń i wygodę podróżowania.

Fotele tyłem do kierunku lotu

Bezpieczniej, ale drożej

Pomysły bywają różne, niedawno zaprezentowano ambitny plan przekształcenia niewykorzystanej części ładowni samolotu w strefę wypoczynku pasażerów, z barem, łóżkami i miejscem zabaw dla dzieci. Ciekawe, że nigdy nikt na serio nie wziął pod uwagę ustawienia wszystkich foteli tyłem do kierunku lotu. Nie ma wątpliwości, że podwyższyłoby to poziom bezpieczeństwa. W przypadku awaryjnego lądowania, rozkład sił na plecy i kręgosłup byłby rozłożony bardziej równomiernie, a kręgi szyjne mniej narażone na urazy. Już od ponad stu lat latają samoloty cywilne, a nigdy (poza nielicznymi wyjątkami) nie ustawiono foteli inaczej niż przodem do kierunku lotu. A przecież standardem są krzesełka dla dzieci, przeznaczone do podróży samochodem, w których dziecko sadza się tyłem. Obliczono, że dzięki temu, w przypadku zderzenia, siła oddziaływująca na kręgi szyjne dziecka spada z 200 kG do 50 kG. W samolotach wszystko pozostaje po staremu.

Czasami temat odżywa. Tak było w czerwcu 2013, gdy przy lądowaniu w San Francisco katastrofie uległ samolot Asiana Airlines. Zginęły trzy osoby, a 187 zostało rannych, w większości doznając uszkodzenia kręgosłupa. Podniosły się głosy wzywające konstruktorów do wprowadzenia zmian w konfiguracji miejsc w samolotach. Od tego czasu minęło już kilka lat, wyprodukowano wiele nowych samolotów. I we wszystkich fotele ustawiane są tak jak zawsze.

Nikt nie zgłasza żadnych wątpliwości. Jest powszechna zgoda co do tego, że ustawienie miejsc tyłem do kierunku lotu jest bezpieczniejsze. Ale wiadomo także, że zmiany nie zostaną wprowadzone. I to z dwóch powodów. Pierwszym są koszty. W przypadku zderzenia samolotu z przeszkodą (np. ziemią) środek ciężkości pasażerów siedzących tyłem podniósłby się i fotele musiałyby wytrzymać nacisk znacznie większych sił. Oznaczałoby to konieczność użycia mocniejszej konstrukcji, poprawienia mocowań, a także wzmocnienia samej podłogi samolotu. A to doprowadziłoby do wzrostu ciężaru, a tym samym większego zużycia paliwa i wyższych kosztów.

Z tego samego powodu w samolotach nie stosuje się pasów bezpieczeństwa znanych z samochodów, zwanych trzypunktowymi. Używają je tylko piloci i stewardessy (zresztą siedzące zwykle tyłem do kierunku lotu…). W samolotach pasy przytrzymują tylko biodra. Wprowadzenie trzypunktowych także wiązałoby się z podwyższeniem środka ciężkości (z bioder na ramiona), co wymagałoby mocniejszych krzeseł. Trudno sobie wyobrazić, żeby na przykład taki Ryanair zastosował tego rodzaju zmiany, skoro wyeliminował kieszenie w fotelach, żeby nie można było wkładać do nich pism, ograniczył ilość lodu używanego do drinków, jego szefowie sugerują pracownikom, aby bardziej dbali o swe linie, a wszystko po to, aby obniżyć wagę samolotów. W 2012 Michael O’Leary zasłynął pomysłem wprowadzenia miejsc stojących, twierdząc przy tym, że pasy bezpieczeństwa nic nie dają.

Linie lotnicze dążą do minimalizacji kosztów i wolą pozostawić mniej bezpieczny układ miejsc na pokładach samolotów. Nie wzbudza to jednak protestów, bardziej w ten sposób narażonych na zagrożenia, pasażerów. Jest wprost przeciwnie. Nikt nie chce siedzieć tyłem. Zjawisko to jest dobrze znane z pociągów. Miejsca przodem do kierunku jazdy wykupywane są w pierwszej kolejności. Swego czasu brytyjska linia lotnicza British European Airways używała samolotów Trident, w których część pasażerów siedziała przodem, a część tyłem. O te pierwsze zawsze toczyły się walki między pasażerami.

Pierwsze analizy wskazujące na zalety ustawienia foteli plecami pojawiły się już we wczesnych latach 50. Co jakiś czas temat odżywa, ale zawsze pozostawiany jest bez echa. Ale ludzie siedzieć tyłem nie chcą. Chyba, że są żołnierzami… W samolotach wojskowych taka pozycja nie jest niczym nadzwyczajnym. Również w samolotach prywatnych, należących do korporacji, fotele ustawiane są różnie. Ale nie w rejsowych.

Chociaż są wyjątki. W niektórych samolotach instalowane są fotele plecami do kierunku lotu. Znaleźć je można w klasie biznes na długich dystansach, w takich liniach jak Etihad, American Airlines, United czy British Airways. Oczywiście, powodem tej konfiguracji nie jest troska o większe bezpieczeństwo podróżnych (wszak dotyczy tylko ich części i to niewielkiej), ale dążność do optymalizacji powierzchni pokładu.

Foto: The Telegraph

Kierując się tą motywacją firma Zodiac Aerospace (zajmująca się projektowaniem wnętrz samolotów) opatentowała w 2015 roku swój plan rozmieszczenia miejsc w samolocie, który jest kombinacją foteli umieszczonych naprzemiennie przodem i tyłem do kierunku lotu. Dzięki temu pasażerowie mają zdecydowanie więcej miejsca na nogi i nie muszą walczyć z sąsiadem o poręcz fotela. Ale w zamian zmuszeni są do pozostawania w ciągłym kontakcie wzrokowym przez całą, czasami wielogodzinną, podróż, z pasażerem siedzącym naprzeciwko (nieco z boku). A to dla wielu prawdziwy horror. Plan Zodiac Aerospace nigdy nie ujrzał światła dziennego.

W przeszłości pojawiały się pojedyncze próby wprowadzania „lotów tyłem”, ale zawsze były słabo przyjmowane przez pasażerów. Poza wspomnianym wcześniej BEA i jego rozstawianiem foteli niczym w bezprzedziałowym wagonie pociągu, także Southwest Airlines zasłynęło kiedyś ze swego „przedziału wypoczynkowego”. Dwa pierwsze rzędy w samolocie zwrócone były do siebie twarzami. Jak wspominają pracownicy, były to ostanie miejsca przydzielane podróżnym, którzy ze wszystkich sił starali się ich uniknąć.

 

Źródło: The Telegraph

3 stycznia 2019