Booking.com
Bankructwo kolejnej linii lotniczej

Atlantyku nie udało się pokonać

Jak zostać milionerem? To proste. Trzeba najpierw być miliarderem, a potem założyć linię lotniczą. Ten stary dowcip dobrze opisuje jak wygląda robienie interesów w branży lotniczej. Germania (Niemcy), FlyBMI (Wielka Brytania), California Pacific (USA), Insel Air (Curaçao), Tajik Air (Tadżykistan), Asian Express Airline (Tadżykistan). To lista linii lotniczych, które upadły tylko w ciągu pierwszych trzech miesięcy roku. Niepełna lista.

Upadek linii lotniczej WOW Air

Marzec jeszcze się nie skończył, gdy rano w czwartek 28-go, islandzki przewoźnik lotniczy WOW Air ogłosił zakończenie działalności. Wszystkie loty zostały najpierw zawieszone, a parę godzin później ostatecznie odwołane. W komunikacie szefowie firmy zwrócili się do swych klientów, aby ci poszukali połączeń na własną rękę, kupując, rzecz jasna, nowe bilety. WOW Air nie ma przecież pieniędzy, aby je zwrócić. Poradzono jedynie, żeby niedoszli pasażerowie rozejrzeli się, czy przypadkiem inne linie nie wprowadziły specjalnych „ratowniczych taryf”, dzięki którym za powtórnie kupiony bilet na tej samej trasie zapłacić będzie można mniej. Tak też się stało. Bezpośredni konkurent WOW Air, również skandynawski Norwegian poinformował o specjalnych cenach lotów na trasach transatlantyckich dla klientów zbankrutowanego konkurenta. Podobnie postąpiły EasyJet i WizzAir, wprowadzając obniżki dla pasażerów lecących do i z Reykjaviku.

W najlepszej sytuacji są pasażerowie, którzy wykupili przeloty w ramach pakietu w biurach podróży. Są w pełni ubezpieczeni i otrzymają zwrot. Raczej nie dotyczy to Polaków mieszkających w naszym kraju. Żaden znany touroperator nie współpracował z WOW Air. Szansę na odzyskanie pieniędzy mają też ci, którzy za bilet zapłacili kartą kredytową. Działa wtedy ubezpieczenie, choć nie zawsze wyegzekwowanie jest sprawą prostą, zwłaszcza jeśli chodzi o pieniądze za inne, niż pierwszy, odcinki lotu. Pozostali muszą pogodzić się ze stratą i, jeśli chcą polecieć (albo muszą wrócić), to nie mają innego wyjścia jak kupić nowy bilet.

Linia WOW Air powstała niedawno, bo w 2012 roku i zajęła się głównie przewozami na trasach dalekich. Według reguł „tanich przewoźników”, tzn. atakując rynek niskimi cenami. Na przykład przelot z Londynu do Nowego Jorku za 99 funtów szterlingów. Firma szybko rosła, co parę miesięcy dokładała kolejne połączenie. Wśród tanich linii uplasowała się w środku rankingu, próbując zrewolucjonizować rynek przelotów przez Atlantyk. W szczycie powodzenia zaczęto ją porównywać z Norwegian. Niestety, mimo stosowania polityki morderczo wysokich cen za wszelkie dodatkowe usługi (bagaż, wybór miejsca, itp.), pieniędzy nie było widać.

Pierwsze cięcia pojawiły się już w zeszłym roku. Pod nóź poszły połączenia z Pittsburghiem, St.Louis, Cleveland, Cincinnati, a Los Angeles „zawieszono”. Później przyszła kolej na Chicago, Dallas, San Francisco i wreszcie lotnisko JFK w Nowym Jorku. Trasa do Delhi, pierwsza w historii obsługiwana przez tanią linię, została zamknięta tuż po inauguracji. Jeszcze przed ogłoszeniem bankructwa, ogłoszono, że WOW sprzedaje bilety do sześciu północnoamerykańskich miast: Bostonu, Detroit, Montrealu, Nowego Jorku (Newark), Toronto i Waszyngtonu. Za dobrych czasów było ich 17.

Z Warszawy kupić można było bilety do Bostonu, Edynburga, Montrealu, Nowego Jorku (Newark), Reykjaviku, Toronto i Waszyngtonu.

Dla wielu, upadek WOW Air był dużym zaskoczeniem. Bilety sprzedawano normalnie. Podobno jeszcze w czwartek o 7 rano można było zapłacić za przelot. Pojawiły się oczywiste - i zawsze w podobnych okolicznościach stawiane - pytania, dlaczego linia przyjmowała pieniądze wiedząc już, że o żadnych lotach nie może być mowy.

Niespodzianka była tym większa, że w ostatnich latach w Islandii trwa turystyczny boom. Można byłoby sądzić, że także przez Atlantyk napływają nowi, liczni turyści, co powinno tylko umacniać WOW Air. Rzeczywistość jednak nie była tak prosta. Owszem, turystyka w Islandii kwitnie, ale wzrost nie jest już tak szybki jak wcześniej, a WOW Air musiał stawić czoła konkurencji, zarówno regularnemu przewoźnikowi Icelandair, jak i tanim liniom EasyJet i WizzAir, które wcale nie zamierzały rezygnować z lotów za Atlantyk.

Zrobienie pieniędzy w biznesie lotniczym nie jest łatwym zadaniem. Wielu już o tym dotkliwie się przekonało. Nawet ci, którzy ciągle latają nie są wolni od finansowych problemów. Norwegian, linia, która prawdopodobnie osiągnęła największe sukcesy w budżetowych przewozach długodystansowych, też rozgląda się za wzmocnieniem kapitałowym. A Ryanair, jedna z najbardziej dochodowych firm lotniczych, poinformowała, że w tym roku zarobki spadły.

A szefowie WOW Air po prostu chyba zapomnieli, że przelot pomiędzy Europą i Ameryką kosztuje więcej niż 99 funtów szterlingów…

 

Żródło: The Telegraph

28 marca 2019

 

Powrót do STRONY GŁÓWNEJ















Zamknij X
Zamknij X
REKLAMA