Booking.com
Bankructwa i upadki biur podróży

Net Holiday i inni

Zaczęło się już w styczniu. Wtedy to na stronie jednego z największych (może z lekką przesadą) biur podróży, Net Holiday, ukazał się dziwaczny komunikat, informujący o czasowym wstrzymaniu sprzedaży i wzywający agentów do przekazania wszystkich należnych firmie pieniędzy na jej konto. Parę tygodni później sprawa się wyjaśniła. Zarząd Net Holiday ogłosił upadłość.
Więcej: „Upadek touroperatora

Upadki, bankructwa biur podróży

Tegoroczne upadki biur podróży

Na dalszy ciąg nie czekaliśmy długo. W marcu upadłość ogłosiło niewielkie biuro podróży nastawione na klientów „budżetowych”, nie wymagających zbyt wiele. Organizowało przede wszystkim wycieczki autokarowe, a celem podróży bywały campingi i pola namiotowe. Przychody firmy sięgały poziomu 13-15 milionów złotych rocznie, czyli dziesięciokrotnie mniej niż Net Holiday. I niestety, spadały. Po 20 latach istnienia właściciele musieli podjąć decyzję o postawieniu firmy w stan upadłości.
Więcej: „Bankructwo biura podróży

Ledwo rozpoczął się sezon letni, gdy w połowie lipca pojawiła się informacja o bankructwie poznańskiego biura podróży o nazwie Mediterraneum. Firma nie była szeroko znana choć istniała już prawie 30 lat. Organizowała wycieczki do krajów Basenu Morza Śródziemnego, głównie do Hiszpanii, a także Włoch i Francji. Nie była typowym biurem czarterowym. Programy opierała na przelotach samolotami rejsowymi, wykorzystując głównie połączenia tanimi liniami, co w praktyce znacznie ogranicza ryzyko biznesowe. A mimo to nie dała rady. Z powodu utracenia płynności musiała działalność zakończyć. W dniu ogłoszenia upadłości zagranicą przebywało około 160 turystów.

Biuro miało gwarancję ubezpieczeniową w wysokości 1.2 mln złotych, co odpowiada, mniej więcej, minimalnej kwocie wymaganej przez prawo (w zależności od tego z jakim wyprzedzeniem touroperator bierze od klientów zaliczki, gwarancja musi wynosić co najmniej 215 lub 250 tysięcy euro). Powinno to wystarczyć do zapłacenia zobowiązań wobec zagranicznych kontrahentów, pozwalając na dokończenie urlopów klientom i przewiezienie ich z powrotem do Polski. Nie ma informacji na temat liczby klientów, którzy wpłacili zaliczki lub pełne kwoty za imprezy, które zacząć się miały później i dlatego nie jest jasne czy wystarczy pieniędzy na zwroty. Jest jednak Turystyczny Fundusz Gwarancyjny i na niego, być może, liczyć będą musieli niektórzy klienci.
Więcej: „Klienci biur podróży bardziej bezpieczni

Nie minął tydzień, gdy inne biuro zamieściło swój komunikat o upadłości. Steja Travel z Jastrzębia Zdroju zakończyło działalność. Było firmą rodzinną, założoną – podobnie jak Mediterraneum – 28 lat temu, specjalizowało się w organizowaniu wypoczynku dla dzieci, młodzieży, studentów. Głównym środkiem transportu były autokary, którymi grupy jeździły do Grecji, Chorwacji, Bułgarii, Hiszpanii i Włoch. W chwili ogłoszenia komunikatu zagranicą przebywały 152 osoby (dzieci i ich opiekunowie). 107 w Bułgarii i 45 w Hiszpanii. Według deklaracji właściciela firmy wszystko było opłacone i wypoczynek przebiegł bez zakłóceń (a także powrót).

Gwarancja Steja Travel wynosiła mniej niż Mediterraneum (inny zakres działalności pozwala na mniejszą gwarancję), bo 912 tysięcy złotych. Ale powinno to być wystarczająco dużo, wobec braku konieczności pokrywania kosztów pobytu i powrotu osób, które w dniu bankructwa były na wakacjach. Klientów, którzy wykupili wyjazdy w późniejszych terminach było 272. Najprawdopodobniej kwota 912 tys. okaże się wystarczająca dla dokonania zwrotów.

Steja Travel i Mediterraneum to biura małe, ze stosunkowo niewielką liczbą klientów, ale obecne na rynku już od wielu lat, właściwie od początku istnienia Polski po upadku komunizmu. Nie da się ich porównać z Net Holiday, który był firmą młodą, powstałą cztery lata wcześniej, za to osiągającą znacznie bardziej okazałe wyniki sprzedażowe. W pewnym momencie znalazł się na siódmym miejscu (pod względem przychodów) wśród wszystkich touroperatorów obecnych w Polsce, zaczął nawet gonić Neckermanna(!), zabrakło mu około 100 mln. Na szczęście, zbankrutował mało boleśnie dla klientów. Już wcześniej zastopował sprzedaż i w dniu ogłoszenia bankructwa żaden z turystów nie był zagranicą.

I tak oto rok 2019 zapisał się w turystyce jako pierwszy po dłuższej przerwie, w którym zanotowano kilka znaczących bankructw. W zasadzie, od 2015 była przerwa. Zdarzały się pojedyncze upadłości, ale o marginalnym znaczeniu (np. „Upadek biura podróży VIA z Biłgoraja”). Ostatnie głośne (i to bardzo) bankructwo to przypadek Alfa Star („Upadek Alfa Star”). W poprzednich latach zdarzało się to o wiele częściej, a w pamiętnym 2012 było niemal na porządku dziennym.

data-matched-content-rows-num="2"      data-matched-content-columns-num="4" data-matched-content-ui-type="image_stacked">

Historyczne upadki biur podróży

A wszystko zaczęło się już pod koniec ubiegłego wieku. W latach 90. turystyka wyjazdowa raczkowała. Pojawiały się pierwsze biura podróży próbujące przełamać quasi monopol post państwowych firm typu Orbis, Juventur, Almatur, Sport Tourist. Państwowe firmy broniły się, prywatyzowały. O wielu z nowotworzonych dziś już nikt nie pamięta, ale początki swe miały wtedy także Rainbow (Tours) i Itaka (tak wtedy się nazywała, bo dziś jest to Nowa Itaka). Programy opierały się na przewozach autokarowych lub dojeździe własnym. Pod koniec lat 90. zawitały w naszym kraju TUI, Neckermann i zapomniany już dziś skandynawski Ving (który na pewnym etapie związał się z Itaką). I to właśnie te zagraniczne firmy miały zdominować nasz rynek. Do niczego takiego nie doszło. Ani wtedy, ani teraz. Choć w tym roku TUI zaczęło szturmować pozycję lidera, to jednak Neckermann pozostaje daleko z tyłu, a o Vingu w Polsce słuch zaginął.

W ostatnich latach XX wieku rynek podbijała firma Alpina Tour. Reklamy w prasie (wtedy jeszcze czytanej), telewizji i atrakcyjne cenowo oferty były magnesem dla turystów zgłodniałych świata, pamiętających jeszcze niedawne czasy, gdy wyjazd zagranicę, w celach wypoczynkowych (zwłaszcza na Zachód), dostępny był tylko nielicznym. Alpina święciła triumfy. Mimo, że od początku jej finansowe fundamenty nie były za mocne, a problemy z płatnościami nie należały do rzadkości. I nagle w 1999 roku nadszedł kres. Około 3 tysięcy turystów wypoczywało sobie na południowych plażach, gdy doszła ich informacja, że biuro podróży zbankrutowało. Szykujący się do wyjazdu też musieli zmienić plany. A w tamtych czasach zabezpieczenia finansowe klientów biur podróży, właściwie, nie istniały. Upadek Alpiny był prawdziwym szokiem. Zderzeniem z „kapitalistyczną rzeczywistością”.
Ale to był dopiero początek. Nadszedł wiek XXI.

Historia upadków biur podróży
Rok końca
działalności
Biuro podróży Liczba turystów zagranicą
1999 Alpina Tour 3000
2002 Dromader ?
2003 Aladin 200
SDS Holidays 1000
Big Blue 1500
2004 El Greco 150
2006 Open Travel 1000
2007 Axel 0
2009 Kopernik Travel 950
2010 Orbis Travel 1064
Selectours 1500
2012 Sky Club 4700
Alba Tour 430
Africano Travel 190
Blue Rays 360
Atena 52
Elektra Travel 50
Summerelse 600
Filiz Tour 2
Mati World 200
Aquamaris 600
Elektra Travel 50
Blue Rays 412
Atena 52
Jet Touristic 0
2013 Lemur Travel 0
GTI Travel 750
2015 Alfa Star 1600
2019 Net Holiday 0
Olimp 250
Mediterraneum 160
Steja Travel 152

Upadek Dromadera, początkujący serię bankructw w nowym dziesięcioleciu, nie był tak spektakularny jak Alpiny. Dopiero rok 2003 przyniósł wstrząsy. Najpierw upadla tunezyjska firma Aladin, a jej właściciele uciekli z Polski zabierając ze sobą 230 tysięcy złotych, nie zawracając sobie głowy tym, że zagranicą pozostawili 200 klientów. Trochę później sytuacja powtórzyła się. Turecki właściciel biura SDS Holidays nagle zniknął. Wraz z pieniędzmi klientów. Wyjechał do Turcji nie troszcząc się ani o swą firmę ani o tysiąc turystów pozostawionych zagranicą.

Wszystko to przyćmiło jednak bankructwo Big Blue. Ta założona sześć lat wcześniej firma była w owym czasie prawdziwym symbolem sukcesu. Dwaj młodzi ludzie szybko, prężnie i nowocześnie działając, doprowadzili do jej rozkwitu. Niestety, tylko wizerunkowo. W rzeczywistości firma od początku generowała niemal wyłącznie straty (tylko w jednym roku był zysk). W grudniu 2002 zamknęli Big Blue, powołując jednocześnie Big Blue Travel. Nowa spółka, która przejęła agentów i - z punktu widzenia klientów - niczym nie różniła się od poprzedniej, przetrwała niespełna rok. W październiku 2003 sąd w Jeleniej Górze ogłosił upadłość. Zaskoczenie było duże, prysł czar, ale okazało się, że nie jest możliwe szybkie podbijanie rynku niskimi cenami. Z konkurencją wprawdzie się wygrywa, ale nie z regułami finansowymi. Po latach, właściciele Big Blue tłumaczyli się z niepowodzenia, przerzucając odpowiedzialność na okoliczności zewnętrzne: niesolidnych partnerów, urzędników państwowych, itp.

Rok po widowiskowym upadku Big Blue, zbankrutowało inne bardzo wtedy popularne biuro – El Greco. Bezpośrednim powodem miały być problemy finansowe powstałe po tym jak turyści odmówili wejścia na pokład samolotu Flash Airlines, bo parę dni wcześniej inna maszyna tej linii uległa katastrofie. Trudno jednak uwierzyć, żeby to był najważniejszy i wystarczający powód.

W 2006 roku zbankrutował Open Travel, kolejny z wielkich. Biuro z Torunia pozostawiło zagranicą aż 3000 turystów, co wtedy było rekordem Polski.

Rok później wycofał się Axel. Ale nie w wyniku upadłości, tylko uznając, że nie ma szans na konkurowanie z dużymi firmami, które przejmują coraz większe udziały w rynku nie pozwalając na rozwój maluchom. Działo się to kilkanaście lat temu, a już wtedy procesy tzw. „konsolidacji” były zauważalne. Dziś prawdziwych touroperatorów policzyć można na palcach jednej ręki, a właściwie to zostało ich trzech. Axel zamknął firmę nie czyniąc żadnych szkód klientom. To była rzadkość. W 2013 podobnie to wyglądało, gdy kończył działalność Lemur Travel, małe biuro, które zawczasu zaprzestało sprzedaży miejsc na późniejsze terminy, a gdy z wakacji powrócił ostatni klient, powiadomiło o swym zamknięciu. Również Jet Touristic w 2012 rozpłynął się niczym we mgle. Zniknął bez hałasu. Nikt nie poniósł żadnej szkody. Ale były to wyjątki.

W 2010 roku doszło do upadku jednej z najsłynniejszych firm – Orbisu Travel. Dokładnie 1064 klientów zostało na plażach, gdy ogłoszono upadłość. Orbis Travel zbankrutował w okrągłą 90. rocznicę swego założenia. W 1920 był jedną z pierwszych dziesięciu firm turystycznych działających na świecie.

Nadszedł pamiętny rok 2012. Upadło wtedy 14 znanych biur podróży (a także jakaś liczba nieznanych). Bankrutowały małe firmy i duże, o długiej historii i założone „przed chwilą”. Ale największy rozgłos przyniósł upadek Sky Clubu. Biuro to początkowo było tylko „upscale’ową” marką Triady. Później wyodrębniono z niej spółkę o tej nazwie. Potężne finansowe kłopoty Triady były bezpośrednią przyczyną końca Sky Clubu, który ustanowił nowy, niepobity do dziś, rekord Polski. Aż 4700 turystów pozostało zagranicą. Gwarancja ubezpieczeniowa, choć wysoka, okazała się niewystarczająca dla pokrycia wszystkich szkód. Przez lata ciągnęły się procesy sądowe.

Po upadku Sky Clubu nie wydarzyło się już nic aż tak bardzo spektakularnego, choć upadały kolejne biura podróży. Większym echem odbiło się tylko bankructwo GTI Travel w 2013, a całkiem dużym – Alfy Star, dwa lata później.

Alfa Star była firmą rodzinną, znaną i lubianą dzięki dobrze organizowanym wyjazdom do krajów arabskich, a zwłaszcza do Egiptu. W 2014 właściciele postanowili zmienić strategię. W miejsce spółki jawnej (ewenement w turystyce wyjazdowej) powołali spółkę akcyjną z zamiarem wejścia na giełdę. Co więcej - albo co gorsza - zdecydowali się utworzyć własną firmę czarterową. Wszystko to zakończyło się klapą. Podjęto jeszcze próbę ratowania firmy, znajdując na nią kupca (silną egipską korporację – Travco), ale nic to nie dało. Nowy inwestor w sierpniu 2015 wycofał się z interesu. I to był koniec Alfa Star. Ostatni, jak dotąd, upadek dużego biura podróży. Koniec „pionierskiej” epoki?

Nadszedł rok 2019. Ale bankructw Olimpu, Mediterraneum, Steja Holiday, ani nawet Net Holiday, w żaden sposób nie da się porównać do tego co działo się w przeszłości. Zupełnie inna skala. Liczby poszkodowanych niewielkie, duże szanse na odzyskanie pieniędzy i mały rozgłos medialny.

 

Jan Ekmojski

25 lipca 2019

 
















Zamknij X
REKLAMA