Booking.com
Fala imigrantów w Grecji i inne problemy

Czy padnie rekord?

Do Grecji napłynęła druga fala imigrantów. Wygląda to podobnie jak w 2015 roku. Tyle tylko, że wtedy tysiące przybyszów były zaskoczeniem dla władz Grecji, które nie bardzo wiedziały co z nimi zrobić, za to teraz, dzięki nabytemu doświadczeniu, utrzymują, że z problemem sobie poradzą i turystyka w najmniejszym stopniu nie ucierpi.

Grecja, problemy, imigranci, brexit

Imigranci, „overtourism”, Thomas Cook, brexit

W Grecji jest inny rząd. W 2019 roku zdecydowanie wygrała centroprawicowa Nowa Demokracja, detronizując rządzącą wcześniej, radykalnie lewicową, Syrizę. W czerwcu nowym ministrem turystyki mianowany został Harry Theoharis, który natychmiast zapowiedział bardziej zdecydowane i efektywne działania dotyczące imigracji.

Więcej: Uchodźcy, migranci i turystyka w Grecji

W samym tylko wrześniu do Grecji napłynęło ponad 10 tysięcy imigrantów, co jest rekordowym wynikiem po 2016 roku. W październiku ONZ zwróciła się do rządu Grecji z apelem o pilne przesiedlenie napływających ludzi, w głąb kraju. Ocenia się, że obecnie 30 tysięcy imigrantów szuka schronienia na wyspach greckich porozrzucanych w pobliżu wybrzeża tureckiego. Na wyspach utworzono już parę lat temu oficjalne „centra recepcyjne”. Lesbos, Samos i Kos są przepełnione.

Od początku roku do października, Grecja przyjęła 45 600 imigrantów spośród 77 400, którzy w tym czasie przebyli Morze Śródziemne. Oznacza to, że napływ do Grecji jest większy niż do Hiszpanii, Francji, Włoch, na Maltę i Cypr razem wziętych!

Harry Theoharis twierdzi, że rząd czyni wszystko, aby zminimalizować negatywny wpływ nowej fali na turystykę. Podobnie mówiła jego poprzedniczka na tym stanowisku w latach 2015-2016, utrzymując, że wyspy, z punktu widzenia turystycznego biznesu, nie ucierpiały, a życie na nich płynie normalnie, jakby nic niezwykłego się nie działo. Choć przyznała, że na Kos i Lesbos rezerwacje hotelowe trochę spadły, a na Samos spadek sięgnął 37%.

Jednak popularność Grecji w ostatnich latach ciągle rośnie. I to nie tylko w Polsce. W 2016 roku do Grecji przyjechało 24.8 mln turystów, rok później było ich 27.2 mln, a w 2018 – 30.1 mln. W tym roku będzie ich jeszcze więcej. I to na tyle dużo, że zaczęto obawiać się zagrożenia tzw. „overtourismem”, zjawiskiem, które dotknęło takie miejsca jak Wenecja czy Dubrownik. Szczególnym problemem są turyści jednodniowi. Tacy, którzy po przypłynięciu wycieczkowcami, pokręcą się po mieście lub wyspie, nic nie kupią (poza jakimś piwem lub lodami), bo wszystko mają na statku i nie korzystając z hotelu, wieczorem wracają na statek. W Grecji najbardziej zagrożona „overtourismem” jest wyspa Santorini. Pojawiły się obawy, że czeka ją los Wenecji. Nowy minister turystyki uspokaja, że nie ma powodu do obaw, a liczba przypływających na tę wyspę statków nawet spadła. Na Santorini planowane są nowe inwestycje, poprawa infrastruktury turystycznej, którym przyświecać mają cele ekologiczne.



Innym problemem jaki dotknął branżę turystyczną w Grecji było bankructwo Thomasa Cooka. Najbardziej na tym ucierpiały wyspy Zakynthos i Skiathos, choć i w innych rejonach Grecji niejeden właściciel hotelu czy biura podróży odczuł na własnej skórze niemiłe skutki. Nowy minister turystyki nie traci jednak rezonu, przekonując, że w dłuższym okresie upadek touroperatora nie będzie miał większego znaczenia, a tymczasem najbardziej poszkodowane regiony będą przez rząd Grecji specjalnie promowane.

Jakby mało było problemów, doszedł jeszcze brexit. Nie wiadomo, jak zachowa się rynek brytyjski po opuszczeniu Unii Europejskiej. W Grecji są obawy, że może być źle. Zdaniem Theoharisa czarne prognozy są bezpodstawne i ostateczne rozstrzygnięcie sprawy brexitu tylko poprawi atmosferę, dzięki czemu Grecja będzie jeszcze bardziej atrakcyjnym kierunkiem wakacyjnym dla brytyjskich turystów. I nie tylko brytyjskich…

 

Źródło: The Telegraph

20 listopada 2019

 
















Zamknij X
Zamknij X
REKLAMA