Booking.com
Turystyczne sukcesy i porażki roku 2019

Spokojny rok

Rok 2019 był wyjątkowo spokojnym rokiem w turystyce zagranicznej. Przyzwyczailiśmy się już do pojedynczych zamachów, wypadków autokarowych czy wybuchów wulkanów, kończących się tragiczne, ale dla stosunkowo niewielkiej grupy turystów. Wrażenie robią tylko wielkie katastrofy, trzęsienia ziemi, zamachy, tylko takie wydarzenia potrafią zepsuć nam wakacje, zmuszając do zmiany planów wyjazdowych. Na szczęście, w tym roku niczego takiego nie było. A zatem, jaki był ten miniony rok. Co było w nim dobrego, a co złego (oczywiście, z punktu widzenia turysty)?

Turystyczne sukcesy i porażki roku 2019

Największe sukcesy i porażki według rp.pl

Ostatnio portal rp.pl zamieścił tekst, napisany przez Filipa Frydrykiewicza, pod tytułem „Turystyczne hity i kity 2019 roku”. Niestety, autor posłużył się najprostszym schematem. Aby nikogo nie urazić, a już w szczególności najważniejszych touroperatorów, wybrał rozwiązanie bezpieczne. Wszystko co było złe, wiązało się z poczynaniami rządu. Politycy przyzwyczajeni są do krytykowania i na pewno na autora się nie obrażą. A zatem, tzw. „kity” 2019 to: brak zmian kadrowych w departamencie turystyki (czy naprawdę kogoś to aż tak zmartwiło?), w tym brak jakiegoś dyrektora. Zły był także pomysł (ministra Bańki) „Białej księgi regulacji systemu promocji turystycznej w Polsce” i słabo wyszło pierwsze rozdanie „Turystycznych Marek Polskich”. Kolejne największe turystyczne porażki roku też są dziełem Ministerstwa Sportu i Turystyki – ustawa o hotelach, o zawodzie przewodników i pilotów turystycznych, o najmie krótkoterminowym i o szlakach turystycznych. Całości obrazu niepowodzeń dopełnia decyzja o przesunięciu otwarcia portu lotniczego w Radomiu do 2022 roku.

Jedyne co redaktor Frydrykiewicz zauważył złego, niezwiązanego z administracją państwową, to upadek Neckermanna i Net Holiday. Cieszy, że tego nie przegapił. Choć zrównanie obydwu upadłości nie bardzo ma sens. Net Holiday zakończył działalność nie mając żadnych klientów za granicą. Był firmą nieporównywalnie mniejszą od Neckermanna i w żaden sposób z nim nieporównywalną.  Redaktor wprawdzie wskazuje te bankructwa jako „kity” roku, ale aby nie urazić nikogo, szybko dodaje, że ich zejście ze sceny było „aksamitne”, co zresztą zaliczył do hitów roku(!). O ile, w przypadku Net Holiday można się tym zgodzić (choć hit roku to przesada), to w przypadku Neckermanna nie może być nawet mowy o „aksamitności”. Frydrykiewicz z sympatią pisze m.in. o Macieju Nykielu, prezesie Neckermanna Polska, dzięki którego menadżerskim umiejętnościom udało się „z dużą odpowiedzialnością” rozliczyć z pracownikami i klientami. Skąd taka teza? Trudno odgadnąć.

Neckermann, w dniu zakończenia działalności, miał za granicą 3600 klientów, co dało mu drugie miejsce w całej historii bankructw biur podróży w Polsce. Więcej, bo 4700, miał tylko słynny Sky Club. Co gorsza, w dniu, w którym przerwanie operacji ogłosił jego właściciel (Thomas Cook), prezes zapewniał, że finanse w jego spółce są w porządku i wycieczki realizowane będą normalnie, co nawet dla laika brzmiało nieprawdopodobnie. Dopiero następnego dnia przyznał, że tak dobrze to nie jest i poinformował o końcu Neckermanna.

Jedyne co odróżniało skutki upadłości tej firmy od wcześniejszych przypadków, była sprawność z jaką zwrócono klientom wpłacone pieniądze za niewykorzystane imprezy. W poprzednich latach czekać trzeba było na nie miesiącami, często doczekując się odzyskania jedynie części wpłaty. Ale przecież nie jest to zasługa prezesa Neckermanna, tylko rządu, który zmienił przepisy prawne. Kiedyś firma ubezpieczeniowa wypłaty zaczynać mogła dopiero wtedy, gdy upłynął termin zgłaszania roszczeń przez wszystkich poszkodowanych (co trwało zwykle ponad rok). Teraz jest inaczej, dzięki czemu klienci Neckermanna mocno nie ucierpieli. Rola pana Nykiela była jednak w tym żadna.

Do „kitów” roku rp.pl zaliczyła także powstanie jakiejś nieznaczącej firmy, założonej przez pracowników Neckermanna, którzy bezprawnie mieli korzystać z bazy danych.

Hitami roku, poza wspomnianym, rzekom „aksamitnym” opuszczeniem rynku przez Neckermanna i Net Holiday, była przede wszystkim rekordowa liczba turystów, którzy przyjechali do Polski z zagranicy.

Rekordowe były także zyski biur podróży wysyłających Polaków zagranicę, które przekroczyły 300 mln złotych. Rp.pl odnotowuje sukces LOT-u, a także firmy Wakacje.pl, która wchłonęła w 2019 roku kolejnego multi-agenta (Wakacyjny Świat).

Redaktor Frydrykiewicz nie zapomniał pochwalić lubianych touroperatorów – Rainbowa za otwarcie nowego hotelu w Grecji i utworzenie w tym kraju pierwszego swojego zagranicznego biura podróży i Itakę. W jej przypadku nie było tak spektakularnych wydarzeń, a zatem autor tekstu, wyróżnił Itakę za dużą liczbę nowych kierunków.

Hitem roku było też otwarcie lotniska w Modlinie dla kilku touroperatorów czarterowych (wcześniej latał stamtąd wyłącznie Ryanair).

Rp.pl nie zapomniała o wpisaniu na listę hitów, faktycznie dużego wydarzenia, jakim było zniesienie obowiązku wizowego dla Polaków jadących do USA.

Autor chyba postanowił na początku roku zrobić przyjemność wszystkim środowiskom, bo tylko tym wytłumaczyć można zaliczenie do „hitów” działalność Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Agentów Turystycznych. Organizacji praktycznie nieznanej, do której należy mała grupa agentów, a która w minionym roku „zasłynęła” rozpoczęciem akcji „Wakacyjny ekspert”. Ciekawe czy ktoś o akcji takiej słyszał. Poza redaktorem z rp.pl, rzecz jasna…

Największe sukcesy i porażki według Wakacyjnego Czasu

Sukcesy

1. Zniesienie wiz do USA

Dyskusje na ten temat toczyły się od lat. W Stanach Zjednoczonych pojawiali się kolejni prezydenci, każdy obiecywał, że to już za chwilę, za moment, że Polacy w końcu nie będą musieli przechodzić trochę upokarzającej procedury proszenia o wizy. Mieliśmy już w Polsce premierów i prezydentów twierdzących, że wszystko jest na najlepszej drodze, że prawie już jest „klepnięte”. Niekiedy nawet specjalnie w tym celu jeździli do Waszyngtonu. Mijały lata i nic się nie zmieniało. W końcu Polacy tematem się znudzili i przestano nim się zajmować. Aż nadszedł rok 2019. Dzięki nadzwyczaj dobrym relacjom między obydwoma krajami, pod koniec roku w przyspieszonej procedurze, wizy zostały zniesione. Był to duży sukces polskiej dyplomacji, w szczególności prezydenta Dudy. Przy mniejszym zaangażowaniu temat mógłby ciągnąć się przez dalsze dziesiątki lat. Co ciekawe, turystyczny sukces roku, niewątpliwie „hit” nr 1, nie został wystarczająco wykorzystany w celach promocyjnych rządu. Tak, jakby nic niezwykłego się nie wydarzyło. Bo w istocie, nie jest to nic nadzwyczajnego, Polacy już od dawna na to zasługują, ale co z tego? Równie dobrze mogłoby być tak jak za czasów Obamy („OK, będzie dobrze, tylko chwilę poczekajcie”).

Zniesienie wiz do USA to absolutnie turystyczny sukces roku, a może nawet większej liczby lat. Sukces, z którego co sprytniejsze firmy już starają się korzystać. LOT natychmiast uruchomił nowe połączenia, w tym na Florydę i do Kalifornii. Wycieczki do USA zaczęły sprzedawać, na większą niż dotąd skalę, biura podróży, przede wszystkim Rainbow i Itaka.

2. Tanie oferty w TUI

W swoim tekście w rp.pl, redaktor Frydrykiewicz całkowicie pominął TUI. Tak jakby firma ta w Polsce nie istniała. A przecież to właśnie TUI Polska odnotowała największy sukces wśród touroperatorów w Polsce. W 2019 roku zdystansowała Itakę, odbierając jej po dziesięciu latach, pozycję lidera. TUI podbiła rynek zalewając go niskimi cenami. Zwłaszcza w okresie przedsprzedaży. Złościło to bardzo konkurentów, ale było na rękę turystom. TUI otworzyło drzwi do wyjazdów zagranicznym osobom, które wcześniej biura podróży omijały z daleka. Wiele z tych osób po raz pierwszy poleciało na wakacje samolotem zagranicę. Ale także starzy wyjadacze z przyjemnością skorzystali z obniżanych cen, kupując oferty, za które w innych biurach musieliby zapłacić więcej i to, często, znacznie.

3. Rekord turystycznych przyjazdów do Polski

Dokładnie jeszcze nie wiadomo ilu turystów przyjechało w minionym roku do Polski. Było to jednak na pewno powyżej 20 milionów, a są tacy, którzy liczą na to, że pękła nawet granica 21 milionów. Polska staje się krajem coraz bardziej turystycznie atrakcyjnym. Inwestycje w infrastrukturę przynoszą korzyści. Nie bez znaczenia jest także poczucie bezpieczeństwa, które nie wszędzie jest równie wysokie jak w naszym kraju. No i te przepiękne krajobrazy…

4. Finansowe bezpieczeństwo klientów biur podróży

W 2019 roku upadło pięć biur podróży (na tyle dużych, że zostały szerzej zauważone). Poza Neckermannem i Net Holiday, były jeszcze: Olimp, Mediterraneum, Steja Travel. Tylko Net Holiday w chwili bankructwa nie miał klientów za granicą. Inne biura miały (Neckermann: 3600, reszta: 150-250). Żaden z klientów pieniędzy nie stracił. System wypłat zadziałał. Wystarczyły ubezpieczenia touroperatorskie. W zanadrzu był jeszcze Fundusz Gwarancyjny, gdyby zabrakło pieniędzy z polis, turyści i tak dostaliby zwrot. Jakże to wygląda inaczej od tego co działo się jeszcze przed paroma laty. System ochrony klientów działa sprawnie. I choć szacuje się, że gdyby teraz doszło do potężnych bankructw największych touroperatorów, to mogłyby być problemy z wypłatami, ale prawdopodobieństwo wystąpienia takiego zdarzenia obecnie jest niewielkie. A jeśli dojdzie do tego za parę lat, to Fundusz będzie większy. Bo rośnie z każdym dniem.

5. Turystyka w innym ministerstwie

To dobra wiadomość dla branży. Turystyka była częścią Ministerstwa Sportu i Turystyki. I choć istniała w nazwie urzędu, to odgrywała w nim minimalną rolę. Ostatni minister, Witold Bańka, zupełnie nie miał do niej serca (zresztą nie tylko on). W ogóle nie wypowiadał się na temat turystyki. W wywiadach poruszał tylko tematy związane ze swą prawdziwą pasją – sportem.

Turystyka to dziedzina gospodarki, taka jak wiele innych i łączenie jej ze sportem, mimo pozorów logiczności, nie miało sensu. Teraz będzie częścią Ministerstwa Rozwoju, co daje nadzieje na traktowanie przedsiębiorców turystycznych tak jak i wszystkich innych.

Porażki

1. Bankructwo Neckermanna

Upadki firm zdarzają się, nie ma w tym nic dziwnego. Ale upadek Thomasa Cooka, a w konsekwencji Neckermanna, był wydarzeniem szokującym. Znane były kłopoty Thomasa Cooka, ale chyba nikt na serio nie brał pod uwagę tego, że może dojść do bankructwa. Jeśli upaść może taki potentat to niczego ani nikogo pewnym być nie można. Co nie oznacza, że spodziewać się można wszystkiego w każdej chwili. O słabej kondycji firmy wiadomo z reguły wcześniej.

Upadek Neckermanna to w świecie polskiej turystyki negatywne wydarzenie roku nr 1.

2. Spadek podaży

Bankructwa kolejnych firm turystycznych (także tych małych) i ograniczanie działalności jeszcze istniejących tworzą niekorzystne środowisko dla rozwoju turystyki wyjazdowej. Najwięksi touroperatorzy dążą do wyeliminowania, a przynajmniej marginalizacji, mniejszych konkurentów. Jeszcze kilka lat temu mieliśmy w Polsce ponad dziesięciu całkiem dużych touroperatorów. Dziś jest ich pięciu (w tym jeden – Grecos – zajmujący się tylko jednym krajem). Sukces TUI może być początkiem dalszego pogłębiania się tego procesu. Dziś Itaka z TUI jeszcze walczy, Rainbow jednak już się poddał, zadowolony z trzeciego miejsca. Dla tych firm to może nie mieć znaczenia, bo przy mniejszej sprzedaży zarabiają więcej, a w razie czego mogą kiedyś przenieść ciężar działalności na inną nogę (Rainbow już dziś ma swe hotele w Grecji, Itaka ma biura podróży w Czechach, na Litwie). Dla klientów dominacja jednego lub dwóch biur podróży jest rozwiązaniem słabym. Ale takie zagrożenie, niestety, jest całkiem realne.

3. Wysokie ceny

Konsekwencją dominacji wąskiej grupy organizatorów jest także możliwość niemal dowolnego kształtowania przez nich cen. Wystarczy zmniejszyć liczbę ofert, a zyski rosną natychmiast, bo znikają niesprzedane miejsca. Obserwowaliśmy to już w 2019 roku. Biura podróży są szczęśliwe. Zarobiły tyle ile nigdy dotąd, chociaż klientów zbyt wielu im nie przybyło. W 2019 roku bardzo trudno było o prawdziwe oferty „last minute”. Ceny były wysokie, odstręczając skutecznie wielu klientów, zmuszonych do wyboru wyjazdu na działkę. Wyjątkiem było wspomniane wcześniej TUI, realizujące swoją strategię podbijania, a może i przejmowania, rynku.

4. Słabnący agenci

Dla turystów ma to tylko z pozoru małe znaczenie. Jak zniknie jeden agent to pójdą do innego. Jednak coraz bardziej wygrywa koncepcja budowania sieci agencyjnych lojalnych względem któregoś z organizatorów. Agenci stają się ich reprezentantami. Albo wprost, poprzez wykupienie franczyzy, albo – pozostając formalnie niezależnymi - z założenia preferują sprzedaż wybranych ofert (co zawsze wiąże się z warunkami umowy, wymagającymi uzyskania jakiejś minimalnej wielkości sprzedaży). Agenci przestają być brokerami, reprezentującymi klientów i wybierającymi dla nich najlepsze wycieczki, a stają się – w istocie - przedstawicielami handlowymi konkretnego organizatora.

5. Krok w tył tanich linii

Tanie linie lotnicze nadal obecne są na najpopularniejszych trasach wakacyjnych. Zwłaszcza Ryanair, ale także Wizzair. Trudno jest jednak oprzeć się wrażeniu, że ich zapał do walki z liniami czarterowymi osłabł. Jeszcze niedawno wydawało się (były takie zapowiedzi), że będą wypierali z niektórych kierunków firmy turystyczne. Na Majorce prawie to się udało. Z Ryanairem walkę podjęły tylko najsilniejsze polskie biura podroży. Chyba jednak to się zmienia. Przede wszystkim widać to po cenach, która wcale nie są niższe. Touroperatorzy podjęli rękawicę i zaczęli sprzedaż miejsc w czarterowanych przez siebie samolotach, często oferując bilety taniej niż u „tanich” przewoźników.

Ryanair i Wizzair przyhamowały ekspansję na trasach wakacyjnych. Nie słychać o nowych kierunkach, a część istniejących wcześniej połączeń, wycofano.

 

Jan Ekmojski

2 stycznia 2020

 
















Zamknij X
Zamknij X
REKLAMA