Booking.com
Hotele w Turcji prawie wyprzedane! Najłatwiej kupić wycieczkę do Turcji

Takie oto sprzeczne komunikaty napływają z rynku turystycznego. Turcy nie mogą się nachwalić sukcesami w sezonie letnim, a tymczasem nasi touroperatorzy dość zgodnie oceniają, że liczba ofert wyjazdów do Turcji wyraźnie przewyższa popyt na nie.

Hotele w Turcji Foto: Spice Hotel & Spa***** w Belek

Radość tureckich hotelarzy

TÜROFED, czyli Turecka Federacja Hotelowa poinformowała, że jest tak dobrze jak już dawno nie było. Jeszcze do początku prawdziwego sezonu było daleko, a już zagraniczni turyści zaczęli tłumnie przyjeżdżać do Turcji. W ciągu pierwszych pięciu miesięcy, a zatem grubo przed wakacjami, było ich ponad 11 milionów, w tym – co trochę zaskakuje (zważywszy na małą u nas popularność wyjazdów nad Morze Śródziemne w tym okresie) – miało być aż 130 tysięcy Polaków. Zaskoczenie jest tym większe, że jak wynika z raportów Urzędu Lotnictwa Cywilnego, przez cały ubiegły rok samolotami czarterowymi do Turcji poleciało 191 tysięcy Polaków. Wszystko się jednak zgadza, bowiem te same raporty wskazują, że w ciągu pierwszego półrocza liczba pasażerów lecących z Polski wyniosła 53 tysiące, a Turcy informują, że przyrost wyniósł 135% (przyrost, tzn., że dynamika sięgnęła 235%!). Ciekawe jaki będzie wynik końcowy, za cały rok. Polacy niestety (na razie?) nie są głównym źródłem radości tureckich hotelarzy. Z ich usług najczęściej korzystają Rosjanie i Niemcy, których do maja było już ponad milion z każdego z tych krajów, a także z Iranu, Gruzji i Bułgarii.

Turcja odżywa po paru latach załamania, którego apogeum przypadło na rok 2016, kiedy to doszło do sławetnego nieudanego puczu, poprzedzonego serią zamachów terrorystycznych, rozpoczętą już w 2015 roku. W turystyce nastąpił drastyczny spadek zainteresowania Turcją. Pojawiły się obawy i ostrzeżenia przed wyjazdami. Liczba turystów zmniejszyła się z rekordowych 37 milionów w roku poprzedzającym zamachy, czyli w 2014, do 25 milionów dwa lata później – w roku puczu.

Federacja tureckich hotelarzy poinformowała, że teraz jest już dobrze, a nawet lepiej niż tego oczekiwano. Szefowie hoteli zaczynają żałować, że za tanio sprzedali miejsca podpisując kontrakty z touroperatorami. Obłożenie hoteli jest prawie stuprocentowe, zwłaszcza w rejonie Antalyi, a także w Istambule. Nawet hotele nad Morzem Czarnym – w Polsce właściwie nieznane – cieszą się niebywałym zainteresowaniem.

Przekaz jest jasny. W Turcji jest tak tanio jak nigdy wcześniej i już nigdy później nie będzie, bo hotelarze nie popełnią drugi raz tego samego błędu i w kolejnych sezonach wystawią wyższe ceny. Trzeba się spieszyć, bo miejsca są na wyczerpaniu i spóźnialscy nie będą mieli szans na spędzenie wygodnego i taniego urlopu w Turcji.

Smutek polskich biur podróży

Grzegorz Baszczyński, który jest prezesem trzeciego pod względem obrotów organizatora wyjazdów zagranicznych - Rainbowa, z obawą mówi o problemach ze sprzedażą, z którymi muszą poradzić sobie biura podróży. W jego ocenie na rynku jest za dużo ofert. Nadpodaż szacuje na około 10%. A głównie dotyczy ona trzech kierunków: Tunezji, Grecji i Turcji. Głębokość nadpodaży jest przy tym różna. W przypadku Tunezji jest znacząca, Grecji – spora, a Turcji – ogromna(!).

Z kolei Piotr Henicz, wiceprezes Itaki, naszego największego touroperatora, opisuje sytuację nieco inaczej. Ale tylko nieco. Przyznaje, że Itaka także przesadziła z liczbą ofert. Ma ich o jakieś 8-10% za dużo. Głównie chodzi o Grecję. A na drugim miejscu jest w Itace Turcja...

Radość ze sprzedanych pokoi w Turcji i smutek z powodu zbyt małej liczby chętnych na wyjazdy do Turcji. Czy można sobie wyobrazić bardziej uderzającą sprzeczność? Trudno uwierzyć w zapewnienia o wyprzedaniu miejsc w hotelach. Skoro w 2014 gości było 37 milionów i jakoś się pomieścili, to teraz nie powinno być z tym gorzej. Czy może ma paść rekord i w tym roku turystów będzie np. 40 mln? Chyba jednak nie.

Wolnych miejsc mało czy dużo?

Teoretycznie mogło być tak, że hotelarze zawarli umowy z touroperatorami i sprzedali większość pokoi na zasadach tzw. gwarancyjnych, oznaczających zobowiązanie biura podróży do zapłaty za nie nawet wtedy, gdy nie będzie miało klientów. Zasady takie stosowane są dość często, dzięki nim organizatorzy zapewniają sobie miejsca i zwykle płacą za nie mniej, a często także uzyskują wyłączność na własnym rynku. Gdybyśmy z taką sytuacją mieli do czynienia w Turcji, to rzeczywiście hotelarze mogliby ogłaszać stuprocentową sprzedaż (choć nie wypełnienie), a ból głowy przepadłby w udziale tylko biurom podróży. Sprzeczności by nie było. Radość hotelarzy i smutek touroperatorów mogłyby współistnieć.

Jednak rzeczywistość jest bardziej skomplikowana. Nie wszystkie pokoje hotelowe kontraktowane są na zasadach gwarancyjnych (więcej o zasadach zawierania umów z hotelarzami w: „Koszty hoteli w cenach wycieczek”), a w stosunku do liczby obiektów hotelowych na wybrzeżach tureckich jest to wyraźna mniejszość. Poza tym brak miejsc w hotelach w Turcji łatwo byłby zauważalny w portalach rezerwacyjnych. Tymczasem tak nie jest. Na stronach booking.com w każdym terminie sezonu letniego do wyboru jest kilka tysięcy hoteli o wszystkich kategoriach, od najtańszych, w których tygodniowy pobyt w sierpniu kosztuje 300 zł, po luksusowe za 2500-3000 zł.

Rainbow i Itaka nie są jedynymi firmami mającymi kłopot ze sprzedażą Turcji. W tej konkurencji graczy jest wielu. Bez trudu znaleźć można tanią i dobrą ofertę także w którymś z innych biur podróży. W czołówce cenowej jest - jak zwykle ostatnio - TUI. Nie można zapominać o mających tureckie powiązania firmach jak Coral Travel czy Orex Travel. A także około dziesięciu innych. Najniższe ceny pakietów z tygodniowym pobytem i dwoma posiłkami dziennie, w trzygwiazdkowym hotelu, zaczynają się od 1200-1300 zł. W szczycie sezonu.

 

Jan Ekmojski

19 lipca 2018

 

Powrót do STRONY GŁÓWNEJ